Polak światowym gigantem w swojej specjalności. "Krążą plotki, że..."
Damian Żurek był najjaśniejszą gwiazdą polskiej reprezentacji podczas zakończonych dzisiaj trzydniowych mistrzostw Europy w łyżwiarskie szybkim. Nasz as, do przepastnego worka z dziesięcioma medalami, dorzucił dwa złote w swoich dwóch koronnych konkurencjach: biegach na 1000 m i 500 metrów. - Nie wyobrażałem sobie tego, jestem przeszczęśliwy - mówi 26-latek. A Interii wyjaśnił, z czego wzięła się w tym sezonie potęga jego mentalnej siły.

W niedzielę Damian Żurek mógł dać prawdziwy upust swoich emocji. Eksplozja radości na finiszu, a później na podium nie była zaskoczeniem, wszak mistrzostwa Europy w jego rodzinnym mieście, w Tomaszowie Mazowieckim, zostały zrealizowane na ocenę celującą.
Olimpijczyk z Pekinu i brązowy medalista MŚ z Calgary wywalczył dwa najcenniejsze medale w konkurencjach indywidualnych. - Piękne emocje. Cieszę się, że ciężka praca popłaca. Fajnie, że to zrobiłem przed własną publicznością - radował się w rozmowie z dziennikarzami.
Damian Żurek: Wzmożone finanse i ciężka praca z psychologami
Nigdy nie jest łatwo wywiązać się z tej bardzo trudnej, a zarazem przytłaczającej roli faworyta, ale Żurek pokazał wielką jakość.
- W tym sezonie udowadniam, że bez znaczenia, czy startuję w pierwszej czy dziesiątej parze, czy jadę z Jordanem Stolzem czy kimś innym, skupiam się na sobie. To nie wybija mnie z równowagi, więc fajnie wytrzymuję presję i mam nadzieję, że tak będzie do końca sezonu - podkreślił nasz najlepszy - wespół z Władimirem Semirunnijem - panczenista.
Wysłannik Interii zgłębił temat, pytając naszego podwójnego mistrza, jaki jest przepis na to, by tak wzmocnić się mentalnie.
- Ciężka praca z psychologami. W tym sezonie poświęciliśmy bardzo dużo czasu, żeby wykształtować charakter oraz nic nie wybijało mnie z równowagi, ani żebym nie przejmował się innymi, tylko skupił na sobie - zaznaczył.
Jednocześnie przyznał, że w tym aspekcie istniało duże pole do poszukania rezerw.
- Tak. Po tamtym sezonie, w którym były problemy mentalne po upadku, moje środki finansowe wzrosły na panią psycholog, żeby bardzo dobrze to przepracować. Wiedziałem, że to będzie ciężki sezon, mentalnie i fizycznie, więc nie chciałem zawieść się pod żadnym względem - dodał.
Zdaniem Piotra Michalskiego, nie ma obecnie zawodnika na świecie lepiej pokonującego wiraże niż Żurek. Jak zatem opanował ten element aż do takiej perfekcji, bo ewidentnie widać, że już z pierwszego nasz zawodnik wychodzi praktycznie optymalnie. - To jest bardzo ciężka praca. Dużo aspektów technicznych, które wykonaliśmy przez lata z trenerem. Cieszę się, bo były chwile zwątpienia i gorsze momenty, ale z nich wychodziłem. Teraz są lepsze chwile i trzeba się nimi delektować - mówił.
Takiego gradu medali w Tomaszowie Mazowieckim nikt się nie spodziewał. Łącznie z Żurkiem, który nie ukrywa, że ten znakomity wynik może pozytywnie nakręcić całą kadrę, aby podczas igrzysk w Mediolanie były powody do świętowania.
- Tak. Jesteśmy w końcu czołówką światową. Nie spodziewaliśmy się aż tylu medali, ale to dobry prognostyk przed kolejnymi startami. Fajnie, że przed własną publicznością, w Polsce. Do tego ja, jako żołnierz Wojska Polskiego, wcześniej zdobyłem dwa medale mistrzostw Polski. Jest to dla mnie duma i czuję się przeszczęśliwy - stwierdził.
Żurek wszedł na taki poziom, że nie ma dla niego żadnego znaczenia to, czy staje na starcie konkurencji 500 m lub 1000 m. A zatem pytanie, gdzie czuje się pewniej, pozostaje bez odpowiedzi.
- To też powtarzałem, że z trenerem szykowaliśmy się na oba dystanse. Nie ma to dla mnie znacznej różnicy. Wiem, że oba są dla mnie bardzo dobre i mogę się na nich pokazać z jak najlepszej strony - akcentuje.
"Chodzą plotki, że...". Bohater polskiej kadry bez tajemnic
Taki wynik daje mu też, w pewnym sensie, mentalny spokój przed igrzyskami. Najważniejsze, że między innymi praca z psychologiem pozwoliła kapitalnie ułożyć sobie w głowie fakt, że choć igrzyska to impreza kilkulecia, trzeba mieć do nich bardzo chłodne podejście.
- Te dwa medale mnie uspokoiły, ale też to nie była nasza docelowa impreza. W Inzell mieliśmy ciężkie przygotowania, więc teraz po mistrzostwach Europy mamy kilka dni w domu, po czym znów tam wyruszamy. W tym sezonie każde zawody traktuję jak inne. Wiem, że to będą igrzyska, a z nimi wielkie ciśnienie, ale ja będę podchodził do tego startu, jak do Pucharu Świata i mistrzostw Europy. Po prostu stanę na starcie i przejadę jak najlepiej się da. A co z tego będzie, to zobaczymy. Nie wywieram na sobie żadnej presji - tłumaczy.
Bohater potwierdza krążące plotki, że tor w Mediolanie będzie podobny do tego w Tomaszowie. On i spółka będą mieli okazję zweryfikować je krótko przed startem igrzysk. - Kilka dni przed startem będziemy mieli zawody testowe, na których sprawdzimy lód i będziemy wiedzieli, jakie są warunki - mówi.
Harmonogram do czasu igrzysk jest już ustalony, a możliwe są tylko kosmetyczne korekty.
- Będziemy trenować w Inzell. Jedziemy tam 14 stycznia, następnie 25 stycznia po zawodach wracamy do domu załatwić wszystkie rzeczy, związane z igrzyskami. Później znów na kilka dni wracamy do Niemiec, a stamtąd lecimy do Mediolanu. Nie wiem jeszcze gdzie odbędziemy ślubowanie olimpijskie, ale tym w ogóle nie zaprzątam sobie głowy. Podejdę do niego tam, gdzie dostanę takie zadanie - mówi nasz bohater.
Z Tomaszowa Mazowieckiego - Artur Gac














