Pokaz mocy Polaka, złoto w wielkim stylu. Niesamowita reakcja z naszej kadry
Pierwszy dzień mistrzostw Europy w łyżwiarstwie szybkim, które w piątek rozpoczęły się w Tomaszowie Mazowieckim, przyniósł medalowe żniwa dla reprezentacji Polski. Na cztery konkurencje, "biało-czerwoni" wywalczyli dwa złote medale. W ostatnim biegu na 1000 m fantastycznie zaprezentował się Damian Żurek, a komplementów pod adresem kolegi nie szczędził rywalizujący na tym samym dystansie Piotr Michalski.

To w ogóle - mowa o biegu na 1000 metrów - była "polska" konkurencja w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim, wszak na starcie stanęło trzech rodaków. Poza Damianem Żurkiem i Piotrem Michalskim, o medal walczył także Marek Kania. Celowo piszę, że każdy z nich walczył o pełną pulę, bowiem najsłabiej z "biało-czerwonych" spisał się Kania, a mimo to zajął wysokie, 6. miejsce.
Michalski chwali mistrza Żurka. Team spirit na wysokim "C"
Oczko wyżej uplasował się z kolei Michalski, urodzony w Sanoku nasz dwukrotny olimpijczyk, który do wczoraj dzierżył miano ostatniego polskiego mistrza Europy w konkurencji indywidualnej. W styczniu 2022 roku w Heerenveen, na kilka tygodni przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie, sprinter AZS AWF Katowice zwyciężył na 500 m.
Tym razem nasz rutyniarz, po swojej rywalizacji w parze, początkowo także wysforował się na prowadzenie w klasyfikacji głównej. Sukcesywnie jednak tracił pozycje, a gdy wypadł poza podium (zajął 5. miejsce), w doskonałym momencie do głosu doszedł Żurek, który w cuglach sięgnął po złoty medal. Przewaga nad wszystkimi rywalami robiła wrażenie.
Szukający optymalnej formy Michalski z uśmiechem zareagował na słowo "powolutku", oznaczające powolny progres, ale koniec końców podkreślił, że jest zadowolony ze swojego biegu.
- Lód wymagał utrzymania drugiej rundy i tu naprawdę trzeba było sięgnąć głęboko. I sięgaliśmy, a gdy bieg kończy się drugim torem, jest to dodatkowe wyzwanie. Jestem zadowolony, że moją silniejszą stroną w tym dniu była mocniejsza jazda niż szybka, bo mam nadzieję, że to jest dobry początek - podkreślił panczenista.
Na czym jeszcze polega wyzwanie ścigania się na krajowym torze? - Warunki zmieniają się praktycznie z dnia na dzień. Gdy przyjechaliśmy tutaj kilka dni temu, było jeszcze dużo chłodniej, a wtedy lód daje inną informację zwrotną. Teraz jest odrobinę cieplej, więc nawierzchnia jest ciut inna. To brzmi może tak, jakbym sobie coś wymyślał, ale jednak mamy milimetrowe płozy, więc czucie jest bardzo, bardzo drobiazgowe - dodał.
W niedzielę Michalskiego czeka jeszcze start na 500 m, ale oczywiście najważniejszy kontekst budowania mistrzowskiej formy tyczy się nadchodzących igrzysk olimpijskich (6-22 lutego) i areny zawodów, którą będzie hala Expo.
- Jest niewiadomą, jaki będzie ten tor w Mediolanie. Ale podejrzewam, że warunki będą bardzo zbliżone do tych, które mamy tutaj. Pewnie będzie odrobinkę cieplej, być może troszeczkę szybsza pierwsza runda, z kolei druga z pewnością będzie wymagająca. Jednak pod to trenujemy, bo nie odkryliśmy tego dzisiaj - trzeźwo zaznaczył.
Michalski, jak na prawdziwego kolegę przystało, docenił popis znajdującego się od początku sezonu w doskonałej formie Damiana Żurka. 26-letni Polak ze świetnym czasem (1:08.551) wygrał w dziewiątej parze z Niemcem Moritzem Kleinem, co dało mu miejsce na najwyższym stopniu podium.
U mnie progres widać dość wyraźnie. Wiadomo, że chciałoby się być szybszym i wskoczyć na podium, ale Damian w piątek skradł show. Jak zwykle pokazał klasę i bardzo dobrze, bo dzięki temu mamy kolejnego mistrza Europy
- Łyżwiarstwo szybkie jest o tyle specyficzne, iż można powiedzieć, że trenujemy kilka dyscyplin na raz. Potrzebujemy siły, techniki i wytrzymałości, co tworzy łańcuch, który trzeba ładnie połączyć. Kto najlepiej to zrobi, ten wygrywa. Tak, jak Damian to uczynił - pokłonił się Michalski.
Polacy dopiero schodzą z obciążeń, które trener Artur Waś fundował im w toku najcięższych przygotowań. Zasadniczo w Tomaszowie kadra miała tylko jeden trening. - Oczywiście tutaj toczą się ważne zawody, impreza rangi mistrzowskiej, super że mamy mistrza, więc cel został odhaczony, ale w tym roku najważniejsze zawody będą gdzie indziej - uśmiechnął się sportowiec.
Z Tomaszowa Mazowieckiego - Artur Gac













