Reklama

Reklama

Noriaki Kasai przeszedł do historii skoków narciarskich

Noriaki Kasai. Nazwisko niespełna 40-letniego zawodnika zna każdy szanujący się kibic skoków narciarskich, ale czy ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, nad sekretem jego długowieczności? W Bischofschofen japoński weteran po raz 400. wystąpił w zawodach rangi Pucharu Świata.

Od 17 lat Japończyk regularnie zdobywa punkty w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Takie osiągnięcia budzą szczególny podziw, bo w tym czasie najpopularniejsza konkurencja narciarstwa klasycznego zdążyła zmienić się kolosalnie. Zmieniały się przepisy, zmienił się styl skakania, diametralnej różnicy uległ również sprzęt narciarski, jednak Kasai pozostawał cały czas. - Ja mógłbym przystosować się ponownie - twierdzi z przekonaniem zawodnik pochodzący z Kraju Kwitnącej Wiśni. To absolutnie fenomen w skali światowej. Jako skoczek uchodzi za nieśmiertelnego, bo przeżył kilka epok i nadal rywalizuje z najlepszymi na świecie. Między innymi z 21-letnim Gregorem Schlierenzauerem czy 25-letnim Thomasem Morgensternem, choć równie dobrze mógłby być ich ojcem.

Reklama

Wielu skoczków nie potrafiło przystosowywać się do zmian w regulaminach jak na przykład Sven Hannawald, który w sezonie 2001/02 roku zapisał się jako zwycięzca wszystkich konkursów Turnieju Czterech Skoczni, nie potrafił zaakceptować limitu wagi wprowadzonej przez FIS.

- I w tym czasie również wielu moich kolegów starało się schudnąć, ale ja zawsze wolałem pozostać skoczkiem z silnymi mięśniami - tłumaczył Japończyk.

Tomoharu Yokokawa nie potrafi wyjaśnić, na czym polega fenomen długowieczności Kasaiego. Charyzmatyczny szkoleniowiec japońskich skoczków zdradził jednak, jaki prywatnie jest jego podopieczny. - To raczej nie jest gaduła. On woli trenować w spokoju - charakteryzuje swojego podopiecznego trener, który w swojej karierze szkoleniowej zetknął się już z tak dojrzałymi zawodnikami. W wieku 40 lat przygodę ze skokami zakończył Takanobu Okabe. Kasai zamierza jednak dłużej kontynuować swoją sportową pasję.

- Kocham narty i dobrą zabawę, choć oczywiście nigdy nie triumfowałem w Pucharze Świata ani nie zdobyłem złotego medalu w konkursie olimpijskim. Zamierzam skakać przynajmniej do igrzysk olimpijskich, które w 2014 roku odbędą się w Soczi - dodaje Japończyk, dla którego byłyby to już siódmy udział w igrzyskach olimpijskich. Ale on nie boi się kolejnych wyzwań.

- Straciłem matkę, moja siostra jest poważnie chora. Po tym, co stało się z moją rodziną, ciężko treningi nie są dla mnie trudne - szczerze wyznał urodzony w Shimokawie zawodnik.

W tym sezonie Kasai nie jest już pierwszoplanową postacią Pucharu Świata. W klasyfikacji generalnej wyżej od niego plasuje się dwóch jego rodaków - Daiki Ito (obecnie 9. miejsce) i Taku Takeuchi (14. miejsce), ale 39-letni skoczek nadal jest ważnym członkiem reprezentacji Japonii.

- Mamy kilku dobrych zawodników, ale w naszym zespole brakuje tej rywalizacji. Młodzi nie są tak ambitni - skarży się doświadczony zawodnik.

Z kolei Yokokawa uważa, że potencjał japońskich skoczków nie jest wykorzystywany ze względu na ciągnące się podróże po Starym Kontynencie. - W okresie od listopada do marca tylko dwa razy możesz wrócić do domu - tłumaczy szkoleniowcy Japończyków sugerując, że im dłużej jego zawodnicy przebywają w Europie, tym ich forma staje się gorsza. Nic więc dziwnego, że zdesperowani trenerzy japońskich skoczków często próbowali zmusić do skakania cudzoziemców z odzysku.

Japoński sport jest zorganizowany zupełnie inaczej niż w Europie. Podstawowa różnica polega na tym, że zawodnicy zatrudniani są przez firmy sponsorskie. Nowi zawodnicy mogą liczyć na zarobki w wysokości 1500 euro miesięcznie, zaś ci bardziej doświadczeni inkasują o 1000 euro więcej. Kasai jest jednak wyjątkiem od tej reguły, bowiem 39-letni skoczek jest dyrektorem firmy budowlanej, która wykłada pieniądze na jego pasje.

Dowiedz się więcej na temat: Noriaki Kasai

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje