Nie żyje Józef Gąsienica-Sobczak. Był legendą, otarł się o mistrzostwo świata
Smutne wieści ogarnęły polski sport tuż przed rozpoczęciem igrzysk w Mediolanie oraz Cortinie d'Ampezzo. Ceremonii otwarcia nie doczeka Józef Gąsienica-Sobczak. Legendarny biegacz narciarski oraz biathlonista na początku lutego zmarł w wieku 91 lat. Cały kraj w przeszłości usłyszał o nim nie tylko za sprawą aż czterech startów na najważniejszej zimowej imprezie. O krok od sporej sensacji zawodnik z kraju nad Wisłą był choćby w 1966 roku, gdy z mistrzostw świata wrócił z aż dwoma srebrnymi medalami.

Józef Gąsienica-Sobczak nie bez powodu jest określany legendą polskiego sportu. Z sukcesami startował on nie tylko w biegach narciarskich, ale także w biathlonie. A wszystko rozpoczęło się stosunkowo późno, ponieważ ze względu na wojnę rywalizacją na śnieżnych trasach zajął się dopiero w wieku dziewiętnastu lat. Nie przeszkodziło mu to jednak w późniejszym odnoszeniu sukcesów. Za pierwszy śmiało można było uznać pojawienie się na igrzyskach olimpijskich w 1956.
Co ciekawe, wtedy zmagania miały miejsce w Cortinie d'Ampezzo, czyli tam gdzie teraz powoli melduje się światowa czołówka. "To był dla mnie szok. Trochę najedliśmy się wstydu, bo nie mieliśmy nawet porządnych butów, a każdy z nas miał tylko dwie pary nart. Dali ubranie i przyszyli orła. To było rzeczywiście coś" - opowiadał w rozmowie z Tomaszem Kalembą. Wtedy zakończyło się czterdziestym czwartym miejscem na piętnaście kilometrów oraz dziewiątym w sztafecie 4x10 km.
Wraz z biegiem czasu wyniki robiły się coraz lepsze. Aż nagle Jóźef Gąsienica-Sobczak przesiadł się na biathlon. I to właśnie w tej dyscyplinie zrobił prawdziwą furorę. Do dziś wrażenie robią dwa srebrne medale z globalnego czempionatu z 1966 roku, o czym wspominaliśmy na wstępie. Wyższość tylko jednego rywala sportowiec z kraju nad Wisłą uznał w biegu indywidualnym. Następnie znów zajął drugie miejsce, tym razem w sztafecie wraz z innymi kolegami z kadry.
Jóźef Gąsienica-Sobczak przeszedł do historii. Dobry biegacz narciarski, jeszcze lepszy biathlonista
"Biathlon był ciekawy, a poza tym lubiłem strzelać. Miałem w rodzinie takie tradycje, bo wszystkie dziadki były myśliwymi. Jeden z moich pradziadków był z kolei strzelcem wyborowym w austriackiej armii w czasie pierwszej wojny światowej. Potem ćwiczył polską armię" - wspominał ponad rok temu naszej redakcji. Ostatecznie karierę popularny "Juha" zakończył w wieku 34 lat, po czym wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Polacy jednak nigdy o nim nie zapomnieli. Czterokrotny uczestnik igrzysk olimpijskich otrzymał choćby odznakę Zasłużonego Mistrza Sportu. Dodatkowo nagrodzono go Złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Informacja o jego śmierci mocno zasmuciła całe środowisko. Zwłaszcza, że przykra chwila wydarzyła się tuż przed ceremonią otwarcia igrzysk 2026.
"Jego sportowa kariera i oddanie barw narodowych przyniosły mu uznanie w kraju i za granicą, a on sam był inspiracją dla wielu pokoleń młodych sportowców. Aktor życia społecznego i kultywator góralskiej tradycji, pozostawił po sobie trwały ślad w historii sportu i naszej gminy. Rodzinie i Bliskim Zmarłego składamy wyrazy głębokiego współczucia" - czytamy między innymi na facebookowym profilu Gminy Kościelisko. Kondolencje najbliższym składają także zasmuceni kibice.













