Największy sukces od dziesięcioleci i wiadomość na Facebooku. "Wcale nie stracił pracy"
Plan był prosty. Marek Skowroński, który od 24 lat jest trenerem polskiej kadry w saneczkarstwie, miał otrzymać do pomocy młodszego szkoleniowca Macieja Kurowskiego, a następnie ten miał przejąć reprezentację. Polski Związek Sportów Saneczkowych najpierw nie zgodził się na zatrudnienie Kurowskiego przed igrzyskami, a po cyklu olimpijskim zdecydował się na rozpisanie konkursu na nowego trenera kadry, o czym Skowroński dowiedział się z... Facebooka. - Zarząd PZSSan podjął taką decyzję i jest to koncepcja zgodna z oczekiwaniem środowiska - przekazał Janusz Tatera, sekretarz generalny PZSSan, w rozmowie z Interia Sport.

Marek Skowroński od 2002 roku prowadzi kadrę Polski w saneczkarstwie. Właściwie sam. Niemal bez żadnej pomocy. W reprezentacji jest nie tylko trenerem, ale też kierowcą, logistykiem, menedżerem i mechanikiem. Ma 70 lat i jakiś czas temu zaczął sygnalizować, że potrzebuje pomocy. Chciał, by Polski Związek Sportów Saneczkowych (PZSSan) zatrudnił mechanika, ale też asystenta trenera kadry. Wskazał na byłego saneczkarza, trzykrotnego olimpijczyka, Macieja Kurowskiego, który szlify trenerskie nabierał u gwiazd szkoleniowych tego sportu.
PZSSan nie zatrudnił ani mechanika, ani asystenta trenera kadry, bo po prostu nie miał na to środków. Skowroński sam znowu ciągnął wózek. I tu trzeba podkreślić, że gdyby nie ten trener, to polskie saneczkarstwo już dawno odeszłoby w zapomnienie, bo dzięki jego poświęceniu i pracy ponad siły był gwarantem tego, że istniała kadra, co zresztą podkreślało wielu reprezentantów, widząc momentami nadludzki wysiłek tego szkoleniowca.
"To co pokazuje się w przestrzeni medialnej jest dalekie od prawdy"
Z zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo polskie saneczkarstwo wróciło z najlepszym wynikiem punktowym od dziesiątek lat. Głównie za sprawą kobiecej dwójki Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska, które wystąpiły bardzo dobrze, zajmując szóste miejsce. Punty dołożyła też sztafeta, w której poza wspomnianą dwójką jechali jeszcze: Klaudia Domaradzka, Mateusz Sochowicz oraz Wojciech Chmielewski i Michał Gancarczyk.
Po najlepszych igrzyskach od lat PZSSan zdecydował się rozpisać konkurs na trenera kadry. Nowy szkoleniowiec miałby prowadzić ją w kolejnym czteroletnim cyklu. To zabrzmiało jak wyraźne wskazanie w kierunku trenera Skowrońskiego - "my cię już nie chcemy".
To, co pokazuje się w przestrzeni medialnej, jest dalekie od prawdy. Trener Skowroński wciąż jest szkoleniowcem kadry, a rozpisanie konkursu wcale nie oznacza, że stracił pracę
Wiadomość z Facebooka
Jak miał się jednak poczuć trener kadry, skoro nikt wcześniej nie poinformował go o tym, że będzie konkurs. Zaraz po tym, jak ogłoszono decyzję zarządu, Skowroński mówił zdecydowanie, że nie weźmie udziału w konkursie, skoro w związku już go nie chcą. Decyzji nie zmienił.
- Aktualnie jestem jeszcze zatrudniony. Nie dostałem żadnego wypowiedzenia. Jeśli związek uznaje, że nie spełniam ich oczekiwań, to jaki sens ma start w konkursie. Z nikim ze związku nie miałem w tej sprawie rozmowy, a o tym, że będzie konkurs, dowiedziałem się 25 kwietnia z... Facebooka - przyznał Skowroński w rozmowie z Interia Sport.
Trzeba przyznać, że to kuriozalne, ale trener próbuje obrócić to w żart, twierdząc, że media społecznościowe teraz tak się rozwijają, że stały się środkiem komunikacji. Tak po ludzku jednak było to przykre.
Skowroński z częścią ludzi z zarządu PZSSan spotkał się przy okazji Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży i poruszył temat kolejnego czterolecia. Sugerował, że sam na pewno nie rady dalej tego pociągnąć.
Pomijam tutaj mój wiek, ale po prostu jest za dużo pracy w tej kadrze, jak na jednego człowieka. Dlatego kilka lat temu chciałem ściągnąć Macieja Kurowskiego, ale okazało się, że nie mamy wystarczających środków na to, by go ściągnąć. Teraz zakończył on pracę w Korei Południowej, więc znowu ruszyłem temat jego pracy w Polsce. Przedstawiłem propozycję, by przyszedł do nas jako asystent trenera kadry, żeby wdrożył się przede wszystkim w całą biurokrację, a po roku, czy dwóch mógłby przejąć kadrę. Nie usłyszałem, że to jest zły pomysł i czekałem na rozwój wydarzeń. I doczekałem się. Związek ogłosił konkurs
Uczył się od najlepszych i chce przejąć polską kadrę, ale tylko ze Skowrońskim w parze
Kurowski, jak dowiedziała się Interia Sport, już złożył stosowne dokumenty w związku i chce ubiegać się o posadę trenera kadry, ale... nie wyobraża sobie tej pracy bez pomocy Skowrońskiego.
Widzę szansę na to, żeby polskie saneczkarstwo zrobiło postęp, ale na pewno nie będzie to możliwe w pojedynkę, jeśli chodzi o kwestie trenerskie. Uważam, że to będzie możliwe tylko i wyłącznie we współpracy z trenerem Skowrońskim. Mam już kilkuletnie doświadczenie, ale wciąż jeszcze muszę się nauczyć wielu rzeczy, jak choćby całej biurokracji. Dopiero, jak będę gotowy, to wtedy będę mógł pracować samodzielnie
39-latek ma za sobą debiut w roli szkoleniowca w czasie zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie (2022). Dzięki umowie podpisanej z Międzynarodową Federacją Saneczkarską (FIL) prowadził tam - w ramach projektu światowych władz - w sumie dziesięcioro saneczkarzy z: Bułgarii, Bośni i Hercegowiny, Wielkiej Brytanii, Gruzji, Czech, Mołdawii, Tajwanu i Irlandii.
Jego praca została zauważona i Kurowski dostał propozycje od znakomitego trenera Wolfganga Staudingera, który do dużych sukcesów doprowadził reprezentację Kanady, a w 2022 roku przejmował Koreę Południową. I tak zaczął pracę w Azji.
- Po tych czterech latach mogę powiedzieć, że jestem w stanie wnieść wiele nowego do polskiego saneczkarstwa. W tym czasie byłem na kursie u saneczkarskiego guru Bernharda Glassa, z którym Staudinger zbudował potęgę w Kanadzie. Nie wiem, czy ktoś jeszcze zgłosi się do konkursu. Jeśli będzie to trener Marek, to nie mam szans, bo on bije mnie na głowę doświadczeniem. Prawda jest taka, że każdy inny układ niż trenerzy Kurowski i Skowroński będzie dla polskiego saneczkarstwa krokiem w tył - powiedział 39-latek.
To oznacza, że jeśli Kurowski zostanie trenerem kadry, to prawdopodobnie tylko z trenerem Skowrońskim jako asystentem.
- Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży. Wcale nie muszę być głównym trenerem. Życie pokaże, co będzie - mówił 70-letni szkoleniowiec.
W środowisku bardzo liczą na to, ze Kurowski stanie na czele kadry. Jak usłyszała Interia Sport, 39-latek jest przygotowany do tej roli, ma też doświadczenie w budowaniu sanek, a do tego jest najlepszym mechanikiem w Polsce. W środowisku międzynarodowym darzony jest dużym szacunkiem.
Trzeba pamiętać, że to trener Skowroński znalazł w ostatnich latach Nitaja Stelmacha, który sprawił, że Polacy przynajmniej na starcie dorównują światowej czołówce. Największą bolączką polskich sanek pozostaje jednak to, że potem sanki nie utrzymują prędkości, ale za tym stoi przede wszystkim technologia, a w mniejszym stopniu technika.
- Mieliśmy problemy szczególnie w męskiej dwójce i tam, gdzie były dłuższe wiraże. To była pewnie kwestia ustawienia metali i odpowiedniego docisku do podłoża. Coś nas hamowało. Po ostatnich igrzyskach odezwał się do nas doktor z Uniwersytetu Szczecińskiego, który chciałby nam bardzo pomóc. Sprawdzili nasze metale i zyskaliśmy cenne informacje. Szkoda, że nie wiedziałem tego przed igrzyskami. To trzeba było jednak zbadać, a my nie mamy do tego żadnego oprzyrządowania. Ten doktor brał też udział w badaniach metali Łotyszy i oni teraz są w światowej szpicy. Żeby odnieść sukces, trzeba jednak zainwestować, bo nikt za darmo nam nie pomoże - zakończył Skowroński.











