Reklama

Reklama

MŚ w łyżwiarstwie szybkim: przez Berlin do Soczi

Od 20 do 30 km dziennie na lodzie, a oprócz tego bieg w terenie lub jazda na rowerze stacjonarnym - tak wygląda trening polskich łyżwiarzy szybkich, którzy w Berlinie przygotowują się do mistrzostw świata na dystansach w Soczi (21-24 marca).

Berlin nieprzypadkowo wybrano na miejsce zgrupowania, już po raz kolejny w tym roku. Leży blisko granicy, łatwo można tam dojechać i oferuje kryty tor - jeden z czterech w Niemczech. W Polsce takiego obiektu ciągle nie ma.

Reklama

W środowisku łyżwiarskim mówi się, że czekanie na obiekt z prawdziwego zdarzenia, oczywiście zadaszony, przypomina czekanie na Godota. Niektóre z zawodniczek zadeklarowały, że będą uprawiać sport aż do momentu, gdy w Warszawie czy innym mieście, pojawi się właśnie taki tor. Można wybudować go za 30 mln złotych.

- Może ostatnie sukcesy Zbyszka Bródki przyspieszą decyzję o jego budowie - zastanawia się trener męskiej kadry Wiesław Kmiecik.

Kmiecik jest trenerem już 29 lat, wcześniej sam startował. Lubi to, co robi. W tym roku dodatkowo ma się czym pochwalić - w niedzielę Bródka został pierwszym Polakiem, który triumfował w Pucharze Świata. Na dystansie 1500 m nie miał sobie równych, choć przed rokiem w mistrzostwach świata był dziewiąty, czym nie zasłużył na ministerialne stypendium. Zapracował na nie wraz z kolegami w wyścigu drużynowym, w którym zajęli ósme miejsce.

- Nawet miejsce na podium w Pucharze Świata nie zapewnia tego świadczenia. Można przepracować solidnie cały sezon, lecz nie zmieścić się w "ósemce" w MŚ i... zostajesz z niczym. Kwestie wsparcia finansowego nie idą w dobrą stronę. Gdy młodzi ludzie kończą szkołę, studia i zastanawiają się, co robić dalej - trenować czy iść do pracy - przy tym systemie wybierają z reguły to drugie rozwiązanie - zaznaczył lider polskiej reprezentacji, który ma etat w... straży pożarnej.

Kiedy wieczorem Kmiecik zamyka dziennik trenerski, zmaga się z myślami - co będzie dalej, czy jego zawodnicy będą mieli nadal stypendium sportowe. Gwarantuje im to jedynie miejsce w czołowej ósemce w imprezach rangi mistrzowskiej, które niezwykle trudno jest uzyskać. Jednak po dobrym sezonie, plany są ambitniejsze.

- Myślimy o zdobyciu medalu i otwarcie o tym mówimy. Ten cel jest jak najbardziej realny - powiedział Kmiecik, dodając jednak, że konkurencja będzie bardzo silna, a wiele zależy od losowania i dyspozycji dnia.

Bródka, Jan Szymański i Roland Cieślak przejeżdżają dziennie po 30 km. Im bliżej najważniejszej imprezy sezonu, dawka ta zmniejsza się do ok. 20 km. Po zajęciach na lodzie łyżwiarze ...biegają. We wtorek zajęło im to 40 minut. Ten dzień na zgrupowaniu był dla nich także okazją do rozmów z mediami. W środę przewidziana jest jazda na rowerze stacjonarnym, bowiem w Berlinie panuje zima.

Do Soczi, gdzie za rok panczeniści będą walczyć o olimpijskie medale, "Biało-czerwoni" odlecą w niedzielę.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Bródka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje