Mistrzostwo Europy i łzy na podium. Wzruszające wyznanie polskiej gwiazdy
- Słysząc polski hymn pomyślałam, że jestem z siebie przeogromnie dumna. Ostatnie mistrzostwa Europy były rozgrywane dwa lata temu, wtedy moja córka miała lekko ponad pół roku, więc jeszcze nie byłam w stanie startować - mówi na pytanie Interii Kaja Ziomek-Nogal, świeżo po tym, jak w Tomaszowie Mazowieckim wywalczyła złoty medal mistrzostw Europy w biegu na 500 m. Polka otwarcie też potwierdziła, z jakim celem wyrusza na igrzyska olimpijskie.

Już podczas ceremonii dekoracji było widać, jak ogromne emocje zawładnęły gwiazdą naszych panczenów. Kaja Ziomek-Nogal kończyła wyścig na 500 metrów, w jednej parze bezpośrednio rywalizując z Andżeliką Wójcik. Koleżanki kadrowe wzajemnie się napędzały, a ostatecznie wygrała dwukrotna medalistka mistrzostw świata. Uzyskała sporą przewagę, bo wynoszącą 0.48 s.
Ziomek-Nogal: Zawsze się wzruszam, gdy o tym mówię
Oczy naszej gwiazdy w strefie mieszanej od początku komunikowały, że chwilę wcześniej coś wielkiego się wydarzyło. W tym miejscu już nie pociekły jej łzy, jak to się stało na podium, ale obszernie wyjawiła na pytanie Interii, jakie myśli nią zawładnęły, gdy została udekorowana i wybrzmiał "Mazurek Dąbrowskiego".
- Słysząc polski hymn pomyślałam, że jestem z siebie przeogromnie dumna. Ostatnie mistrzostwa Europy były rozgrywane dwa lata temu, wtedy moja córka miała lekko ponad pół roku, więc jeszcze nie byłam w stanie startować. Pomyślałam o tym, jak ogromnie długą i ciężką drogę przebyłam po to, aby tutaj stanąć. To nie są tylko puste frazesy, bo naprawdę było przeogromnie ciężko. Zawsze się wzruszam, gdy o tym mówię. To było ukoronowanie tego, co zrobiłam. Czuję ogromną dumę - powiedziała świeżo upieczona mistrzyni Europy na dystansie 500 m.
Mimo, że nasi reprezentanci dopiero schodzą z wysokich obciążeń treningowych, Ziomek-Nogal miała przeczucie, niedawno potwierdzone, że w Arenie Lodowej powinna porwać kibiców swoją dyspozycją.
- Tydzień temu mieliśmy kontrolny start w Inzell, gdzie na całe szczęście udowodniłam sobie, że jestem mocna. Dlatego już w piątek otwarcie mówiłam o tym, iż marzę, by zdobyć ten medal. A to, co działo się tutaj, ci wszyscy kibice i ludzie, to tylko mnie nakręciło ku temu celowi - podkreśliła.
Powtórzyła także słowa, które niedawno wypowiedziała na mistrzostwach Polski. A mianowicie, że na igrzyska olimpijskie do Włoch wyrusza nie z planem minimum, ale zasadniczym celem - chce zdobyć medal.
- Potwierdzam, wróciłam do sportu właśnie po to. Mam nadzieję, że medal mistrzostw Europy jest tylko przedsmakiem i potwierdzeniem, że faktycznie do tego zmierzam. Ja naprawdę do tego dążę i o tym marzę i zrobię wszystko, aby hymn usłyszeć też w Mediolanie - rozstrzygnęła.
W regionie Lombardii trzeba będzie oczywiście pojechać szybciej niż w Tomaszowie Mazowieckim, z czego nasza zawodniczka doskonale zdaje sobie sprawę. A jednocześnie nie ma pewności, jakie warunki będą panować w tymczasowej arenie, stworzonej specjalnie na potrzeby igrzysk.
- Zdecydowanie. Myślę, że trzeba będzie szybciej. Tor podobno ma nie być zbyt szybki, warunki mają być podobne do tych w Tomaszowie, ale to są tylko spekulacje, oparte też jedynie na jednym teście, czyli starcie juniorów. A w hali przez ten czas może zmienić się jeszcze wiele - zauważa.
Najważniejsze, że nasza reprezentantka czuje coraz lepszą formę, która zaczęła iść w górę niespełna miesiąc temu. - W Hamar byłam tak naprawdę dwa tygodnie po powrocie na swoje stare płozy. I dopiero tam czułam, że układam swoją jazdę. Następne treningi pokazały mi, że to jest właściwa droga. Początek sezonu był troszeczkę słabszy niż chciałam, ale już teraz czuję, że wszystko się ustabilizowało. Idziemy coraz bardziej do przodu, co dodaje ogromu pewności siebie.
Szczyt formy mistrzyni dopiero nadciąga. "Wierzę trenerowi"
Jej przejazd w Tomaszowie na 500 m, choć przyniósł znakomity rezultat, miał jeszcze niemałe rezerwy. Mieliśmy to szczęście, że nim Kaja przyszła do nas, zdążyła usłyszeć od trenera, jak od strony technicznej wyglądał jej przejazd.
- Trener tylko na szybko mi opowiedział, co się działo. Czas otwarcia mógł być szybszy, bo w Hamar byłam szybsza. Pierwszy wiraż nie był tym najlepszym, bo trochę "grzebałam" łuki. W Tomaszowie są one bardzo szerokie, więc trochę inaczej trzeba się poukładać niż gdzie indziej. A ostatnio trenowaliśmy w Inzell, gdzie jest szybciej, a łuki węższe, więc jazda jest trochę inna. Tak więc pierwszy wiraż był średnio udany, podobnie jak początek drugiej prostej. A od drugiej prostej już byłam lepsza niż zazwyczaj, bo najczęściej mój finisz jest z tych słabszych, zaś nadrabiam początkiem. Tym razem było na odwrót.
Szkoleniowiec dodał jednak coś jeszcze cenniejszego. - Według niego teraz jeszcze nie był szczyt formy, a jeśli on tak mówi, ja mu wierzę i z tego powodu bardzo się cieszę.
Ziomek-Nogal pokłoniła się wszystkim, którzy ją otaczają, bo tylko dzięki nim, jako mama, może łączyć życie rodzinne ze sportem wyczynowym na najwyższym poziomie.
- Gdybym nie miała tego całego zespołu, to na pewno nie dałabym rady. Będąc mamą i zawodniczką jest tak dużo rzeczy do ogarnięcia. Połączyć ze sobą tych dwóch światów, bez mojego męża Artura, na pewno nie dałabym rady. I bez całego tłumu ludzi, czyli rodziny i sztabu. Jestem im ogromnie wdzięczna - mówi.
Przed nią dosłownie kilka chwil na odpoczynek, a już 14 stycznia kadra wylatuje do Inzell kontynuować przygotowania. - Mamy tam jeszcze start w Pucharze Świata, po czym wracamy i może uda się zrobić ślubowanie olimpijskie, a jeśli nie, to będziemy musieli przełożyć je do stawiania się w wiosce.
Z Tomaszowa Mazowieckiego - Artur Gac













