Reklama

Reklama

Minister Mucha w akcji - z trzeciej ligi hokeja na igrzyska

Jaki związek przyczynowo-skutkowy jest między legendarną trzecią ligą hokeja, którą w "dalszej kolejności" zajmie się minister sportu Joanna Mucha a zimowymi igrzyskami, jakie chce wspólnie z Jagną Marczułajtis zorganizować w Krakowie? Niby żaden, ale jednak - w obu wypadkach chodzi o czysty PR, nie mający nic wspólnego z faktami.

Pięknie dobieranymi frazami, wypowiadanymi z wiarą w ideę, minister Mucha przekonywała, że warto wydać te pięć miliardów z kawałkiem na organizację igrzysk, bo "drogi i obiekty będą służyć nam na lata", a cześć kosztów organizacji imprezy pokryje MKOl. Jagna Marczułajtis zdradziła, jakiego asa trzymamy w rękawie. Kartę przetargową, która pozwoli nam pozostawić w pobitym polu Pekin, Ałma-Aty, Lwów, Oslo i Monachium: - Jeszcze nigdy nie było igrzysk w tej części Europy! - oświadczyła i zabrzmiało to niczym archimedesowska "eureka".

Reklama

Mam świadomość tego, że naród potrzebuje chleba i igrzysk. Sęk w tym, że z tej aplikacji na pewno upieczemy chleb dla kilkunastu zapaleńców olimpijskiej idei (jednogłośnie posłowie wystąpili o 12,7 mln złotych na finansowanie zabiegów o igrzyska Tu znajdziesz szczegóły!).

Szanse wygrania tego wyścigu w mojej opinii są dużo mniejsze niż 20 procent (takie teoretycznie ma każdy z pięciu kandydatów). Polska dyplomacja sportowa odnosi podobne sukcesy, jak Legia w Lidze Europejskiej. Euro 2012 załatwił nam Hrihorij Surkis, finał Ligi Europejskiej Warszawie zapewnił Zbigniew Boniek, ale poza tym nie wywalczyliśmy nic. Zakopane już cztery razy walczyło o organizację mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Efekt? W marcu 2013 roku na kongresie FIS dostało tyle głosów, ile punktów i bramek zdobyła Legia w LE - ZERO.

Wróćmy jednak do słynnej trzeciej ligi hokejowej, którą obiecała się zająć minister Mucha. Tak się dziwnie składa, że ów hokej, który w polskim wydaniu faktycznie staje się coraz bardziej trzecioligowy, jest jedynym zespołowym sportem zimowym. Przynajmniej teoretycznie, państwo zabiegające o  igrzyska, powinno go wspierać, tak jak czynią to choćby Słowacy. U nas minister Mucha niedawno zatrzasnęła drzwi przed nosem prezesa PZHL-u, który zabiegał u niej o środki na sfinansowanie projektu odbudowy pozycji hokeja.

Świetnych trenerów mamy (m.in. Bykow, Zacharkin, Parfionow), zwłaszcza młodzież Parfionowa robi postępy, brakuje tylko pieniędzy. Przez to sypie się oparty na reprezentantach Polski klub KTH 1928 Krynica.

Spółki z kapitałem Skarbu Państwa wspierają setki klubów i sportowców. Orlen, Lotto, Lotos, PGNiG, PGE, KGHM, Grupa Azoty, Kompana Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa, Tauron itd. Np. ta ostatnia spółka ostatnio postanowiła ufundować 5 mln złotych Śląskowi Wrocław. PGE nie ma żadnych skrupułów z łożeniem dziesiątków milionów złotych na  klub, który odwiedza 1000-2000 widzów - PGE GKS Bełchatów.

Bogatego, ba nie tylko bogatego - żadnego wujka Polska nie zapewniła tylko hokejowi. Za wyjątkiem JKH Jastrzębie-Zdrój, na który łoży Jastrzębska Spółka Węglowa, reprezentacja, kluby, liga nie mają wsparcia ze strony państwowego biznesu. I głównie dlatego polski hokej.

Gdy MKOl rozpatrując naszą kandydaturę zapyta nas: "A gdzie macie hokej?", odpowiemy: "Spoko, za nas również na lodzie będą bić się Słowacy".

To polska specjalność podpinać się pod cudzy sukces, bez pracy u podstaw. Wielki talent, gigantyczna praca i wsparcie kilku zapaleńców spowodowały, że Justyna Kowalczyk została najlepszą narciarką świata. Państwo dopiero wtedy znalazło grube miliony na przygotowania olimpijskie "Królowej Nart". Ale na poprawę infrastruktury dla młodych biegaczy nie znalazło znacznie mniejszych kwot.

W zarośniętych krzakami skokach musiał najpierw wyskoczyć Adam Małysz, a dopiero później podłączył się Lotos i inni sponsorzy. Powstało normalne szkolenie i dzisiaj mamy reprezentację skoczków z szansami medalowymi na igrzyskach. Na razie skoki są wyjątkiem budowy sportu od podstaw. Poza tym bawimy się w tani PR.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy