Małysz odchodzi, a to nie koniec. Cała prawda o Horngacherze wyszła na jaw
Adam Małysz, rezygnując z ubiegania się o drugą kadencję prezesa PZN, podał jako jeden z powodów: brak zgody na błyskawiczne podpisanie kontraktu ze Stefanem Horngacherem. Działacze chcą z tym poczekać do 13 czerwca, do momentu wyboru nowego prezesa. Pojawiają się głosy, że sprawa może się wysypać i Horngacher nie przyjdzie, choć chce tego trener Maciej Maciusiak i cała rzesza ekspertów, a polskie skoki też potrzebują Austriaka. Rafał Kot, członek zarządu PZN, odsłania kulisy.

Działacze PZN postawili się Adamowi Małyszowi w kwestii natychmiastowego zatrudnienia Stefana Horngachera w roli dyrektora sportowego polskich skoków. Rozpętała się burza, bo po słabym sezonie w Pucharze Świata nawet trener Maciej Maciusiak chciał powrotu Horngachera do Polski. Panowie już nawet rozmawiali o szczegółach współpracy w sezonie 2026/27.
Członek zarządu PZN wyjawia ws. Horngachera
Mało kto rozumie, dlaczego PZN zajął takie stanowisko w kluczowej kwestii. Na przekór Małyszowi, Maciusiakowi i całej rzeszy ekspertów. Już nie raz padło w publicznej debacie na temat Horngachera, że przeciąganie tej sprawy do 13 czerwca i czekanie na nowego prezesa może wszystko zniweczyć. Dlaczego PZN nie chce Horngachera już teraz, zaraz, żeby dać polskim skokom nadzieję na lepsze jutro. Bo przecież Austriak kojarzy się z największymi sukcesami w historii naszej reprezentacji.
- To nie jest tak, że my go nie chcemy - mówi nam członek zarządu PZN Rafał Kot, dowodząc, że nie ma żadnego frontu przeciwko powrotowi Hornhachera i nikt też nie rzucał kłód pod nogi Adamowi Małyszowi, który z tym pomysłem przyszedł. - My chcemy Horngachera, ale nie na tych warunkach. Chcemy się dogadać, chcemy zrobić to tak, by jego praca miała jak najlepsze przełożenie na wyniki.
PZN jest gotów, by zapłacić Horngacherowi za zwłokę
Kot dowodzi, że związek jest gotów nawet zapłacić pewną kwotę za to, żeby Horngacher w spokoju poczekał na decyzję nowego prezesa. W międzyczasie chcą ustalić konkrety. Gdy jednak pytamy, czy chodzi o obowiązki i finanse, to Kot nie chce odpowiedzieć. - Takie rozmowy lubią ciszę. Ta cała medialna burza, jaka się rozpętała, niczemu nie służy i nie pomaga - tłumaczy Kot, dodając, że rozmowy trwają. - A Horngacher chce się dogadać - przekonuje nasz rozmówca, niejako dając do zrozumienia, że nie ma ryzyka, że wszystko się wysypie.
W PZN przekonują, że choć umowy z Horngacherem nie ma, to jest robione wszystko, by została ona podpisana wraz z przyjściem nowego prezesa. Chodzi wyłącznie o to, by do tego czasu ustalić, jak sam Hornhgacher widzi swoją pracę. Co sam chciałby robić i jakie zasady przyjąć, żeby to miało sens, żeby polskie skoki wróciły na właściwą drogę. Z takich naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Apoloniusz Tajner, bo to on najpewniej zastąpi Małysza na fotelu prezesa PZN, jest za tym, żeby Hornhacher pracował w związku.
Horngacher już pracował w Polsce. W latach 2016-2019 był trenerem reprezentacji i zaprowadził ją na szczyt. Dwa razy wygraliśmy Puchar Narodów, Kamil Stoch zdobył złoto na igrzyskach w Pjongczangu, do tego doszedł brąz drużyny.











