Reklama

Reklama

​Łyżwiarska para taneczna Kaliszek. Spodyriew: Nie ma zawodów - nie ma nagród

Łyżwiarska para taneczna Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew przyznaje, że obecny sezon nie należy do najłatwiejszych z uwagi na pandemię. "Brak możliwości startu w zawodach powoduje brak wynagrodzenia za dobre miejsca" - powiedziała zawodniczka z Torunia.

"Ten sezon nie należy do najłatwiejszy ze względu na zaistniałą na całym świecie sytuację. Po kolei odwoływano nam zawody, ale nie było dla nas w żadnym stopniu powodem do odpuszczania. Dzięki temu mogliśmy spokojnie poświecić więcej czasu na rzeczy, które według nas są jeszcze warte dopracowania" - próbuje znaleźć pozytywy Kaliszek.

Mistrzostwa Starego Kontynentu - po raz pierwszy od 1946 roku - zostały odwołane. W zawodnikach tli się nadzieja, że odbędą się zaplanowane na ostatnią dekadę marca mistrzostwa świata.

"Na chwilę obecną są to jedyne dla nas zawody w najbliższym czasie. Staramy się odpowiednio do nich przygotować" - powiedziała łyżwiarka.

Jej zdaniem, zarówna ona z Maksymem, jak inne pary nie próżnują w przygotowaniach do ultrakrótkiego sezonu. "Dzieje się tak mimo wielu utrudnień i - w wielu momentach - nawet braku dostępu do lodowiska. Gdy przyjdzie czas zawodów, wszyscy będą jednak gotowi" - podkreśliła Kaliszek.

Zarówno ona, jak i Spodyriew mają nadzieję, że mistrzostwa świata odbędą się już bez komplikacji.

"Nie jest to dla nas łatwy rok. Brak możliwości startu w zawodach powoduje brak wynagrodzenia za zdobyte - dobre - miejsca. Z miasta otrzymujemy stypendium za mistrzostwo Polski. Od 2019 roku sponsoruje nas Grupa LOTOS. W tym roku zaczęliśmy pracować jako instruktorzy w Przedszkolnej Akademii Łyżwiarskiej. Tak dorabiamy w naszym klubie" - tak Kaliszek odpowiada na pytanie, jak w tych trudnych czasach poradzić sobie finansowo. Łyżwiarstwo figurowe zawsze było dyscypliną, w którą dużo należy zainwestować. W obecnej sytuacji w dużej mierze odcięte zostały jednak potencjalne wpływy.

Kaliszek nie chce tego roku nazywać "najdziwniejszym w karierze".

"Na pewno dał nam on wiele do myślenia. Najważniejsze - to robić swoje. Dzieje się teraz wiele rzeczy niezależnych od nas. Co pozostaje? Trzeba to zaakceptować" - dodała.

Rozmowę zakończyła jednak pozytywnym akcentem, bo z twarzy Natalii i Maksyma uśmiech znika rzadko. "Wierzymy w to, że wszystko się ułoży. Staramy się wspierać i motywować do dalszej pracy" - powiedziała łyżwiarka. 

autor: Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje