Reklama

Reklama

Karolina Bosiek: Najlepszy czas dopiero przede mną

​Ma zaledwie 20 lat, ale zdążyła już zadebiutować w igrzyskach olimpijskich, a w tym sezonie osiąga najlepsze wyniki z reprezentantek kraju w łyżwiarstwie szybkim. - Mam nadzieję, że mój najlepszy czas dopiero przede mną - podkreśliła nadzieja polskich panczenów Karolina Bosiek.

Mimo młodego wieku, pochodząca spod Tomaszowa Mazowieckiego zawodniczka w tym sezonie wyrosła na liderkę kadry. W rozgrywanych w październiku i listopadzie cyklu mistrzostw kraju wygrywała z bardziej doświadczonymi panczenistkami, sięgając po tytuły zarówno na sprinterskich, jak i dłuższych dystansach. W sumie na jej szyi zawisło ostatnio siedem złotych medali.

Reklama

"Początek sezonu jest dla mnie bardzo udany, ale trzeba pamiętać, że przez pandemię do tej pory rywalizowaliśmy tylko w krajowym gronie. Wyniki i forma na pewno cieszą, lecz w żadnym wypadku nie czuję się liderką reprezentacji. Twardo stąpam po ziemi, poprzez treningi dążę do swoich mniejszych i większych celów i mam nadzieję, że mój najlepszy czas dopiero przede mną" - powiedziała PAP Bosiek.

Jak dodała, wpływ na jej dobrą formę mogły mieć treningi, które w letniej przerwie narzuciła sobie sama przez... zbyt dużo wolnego czasu.

"Po zakończonym wcześniej poprzednim sezonie było dużo wolnego, pierwsze zgrupowania stały pod znakiem zapytania, a ja nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, dlatego roztrenowanie w moim przypadku było bardzo aktywne. Wsiadłam na rower, biegałam oraz skupiłam się na ćwiczeniach uzupełniających, które miały na celu przygotowanie moich mięśni do cięższych jednostek treningowych. Postawiłam również na małe zmiany w treningu rowerowym. Odnalazłam siebie na nowo ćwicząc w tym ciężkim czasie sama, przy okazji sprawiało mi to radość" - tłumaczyła łyżwiarka Pilicy Tomaszów.

Bosiek ma nadzieję, że dobrą dyspozycję uda jej się utrzymać podczas styczniowych imprez w Heerenveen, kiedy zostanie wznowiona międzynarodowa rywalizacja. W Holandii odbędą się mistrzostw Europy w wieloboju (16-17 stycznia), a następnie dwie pierwsze edycje Pucharu Świata (22-24 i 29-31 stycznia).

"Czekam na te starty, bo one dadzą odpowiedź, w którym miejscu tak naprawdę jestem i ile dzieli mnie od światowej czołówki. Nie chcę mówić o konkretnych miejscach, ale chcę sprawdzić, na co mnie stać w tej stawce. Wiem, ile jeszcze pracy przede mną i widzę też po sobie, że jestem coraz bardziej świadomą zawodniczką" - podkreśliła panczenistka, która była najmłodszą polską uczestniczką igrzysk olimpijskich w Pjongczangu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Dlatego wkrótce zamierza zdecydować się na specjalizację w jednym dystansie. Jeszcze niedawno było to 3000 m, ale teraz - jak przyznała - bliżej jej do 1500 m.

"Cały czas moja predyspozycja w różnych konkurencjach się zmienia. Sprinty pokazują, że coraz lepiej się rozpędzam i oswajam z prędkością, a z kolei 3000 m buduje moją wytrzymałość. Wychodzi więc na to, że na 1500 m będę mogła wykorzystać najwięcej swoich atutów. Bardzo lubię też bieg masowy, bo jest on dość zwariowany i nieprzewidywalny. W nim też chciałbym się specjalizować" - tłumaczyła podopieczna trenera Wiesława Kmiecika.

Przygoda Bosiek z łyżwami zaczęła się blisko 10 lat temu w szkole podstawowej w Białobrzegach, kiedy za namową koleżanki zaczęła uczęszczać na zajęcia pozalekcyjne z jazdy na rolkach. Następnie trafiła do IUKS "9" Tomaszów Mazowiecki, a w końcu do Pilicy. W tym klubie przez kilka lat trenowała pod okiem Jolanty i Wiesława Kmiecików, wychowawców wielu łyżwiarskich talentów.

"Z czasem przyszły pierwsze sukcesy, a zwykła zabawa przerodziła się w pasję. Nakręcała mnie rywalizacja. Spodobało mi się też, że łyżwiarstwo to wbrew pozorom bardzo wszechstronna dyscyplina. W treningach wykorzystujemy rower, rolki, siłownię i różnego rodzaju treningi imitacyjne. Nie da się nudzić" - zaznaczyła srebrna i brązowa medalistka juniorskich mistrzostw świata.

Porównywana przez trenera Kmiecika do czeskiej gwiazdy panczenów Martiny Sablikovej utalentowana łyżwiarka zdradziła, że największą inspiracją jest dla niej Zbigniew Bródka. Mistrz olimpijski z Soczi z czasem stał się jej kolegą z reprezentacji, a teraz często spotyka go na torze w Tomaszowie Mazowieckim.

"Nie mam swojej łyżwiarskiej idolki, za to Zbyszek był i jest dla mnie ogromną motywacją w dążeniu do celu. Jego złoto w Soczi w naszym świecie było wielkim wydarzeniem, oddziaływało na wyobraźnię młodych łyżwiarzy. Chciałabym mu kiedyś dorównać. Do dziś imponuje mi jego spokój i opanowanie w każdej sytuacji. Mnie tego bardzo jeszcze brakuje i staram się cały czas tego uczyć" - podsumowała Bosiek.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Autor: Bartłomiej Pawlak

Dowiedz się więcej na temat: Karolina Bosiek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje