Reklama

Reklama

K2 zdobyte zimą. Zdobywca Everestu zimą Leszek Cichy: Cieszę się, że na K2 weszli Szerpowie

Leszek Cichy, który wraz z Krzysztofem Wielickim, jako pierwszy w historii, zdobył zimą najwyższą górę świata - Mount Everest (8848 m), nie kryje emocji po wejściu 10 wspinaczy na K2 (8611 m). "Bardzo się cieszę, że dokonali tego Nepalczycy - Szerpowie. To profesjonaliści" - powiedział PAP.

Cichy i Wielicki weszli na Everest 17 lutego 1980 r. podczas narodowej wyprawy kierowanej przez pioniera zimowego himalaizmu Andrzeja Zawadę. Zapoczątkowali tym epokę zdobywania najwyższych wierzchołków zimą. K2 pozostawało do soboty ostatnim niezdobytym szczytem.

Na dziesięć spośród 14 ośmiotysięczników jako pierwsi zimą wspięli się Polacy, w tym na jeden z Włochem Simone Moro.

"Co czuję po zdobyciu K2 zimą. Emocje i ekscytację. Mogę się tylko cieszyć, że jeśli nie Polacy, to udało się to Nepalczykom. Przez tyle lat, dziesięcioleci przez ile pomagali wspinaczom zagranicznym w zdobywaniu dziewiczych szczytów, w tym ośmiotysięczników, pracowali jako tragarze wysokościowi, zasłużyli na taki sukces. Chapeau a bas! Szerpowie to profesjonaliści" - podkreślił.

Zdaniem Cichego, pierwszego Polaka, który zdobył Koronę Ziemi, czyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów, skończyła się pewna epoka himalaizmu, mimo że nie wiadomo, czy wejścia dokonano bez czy z tlenem. Za wejście bez wspomagania tlenem uważa się w himalaizmie sportowym taką akcję, w której zarówno w drodze w górę, jak i w dół nie korzysta się z butli tlenowych. Na razie Nepalczycy schodzą ze szczytu.

"Oczywiście ma to znaczenie, czy z tlenem czy bez, ale na razie tego nie wiemy. Niemniej pewna epoka himalaizmu się skończyła. Zimowe K2 to Święty Graal himalaizmu - ze względu na trudności techniczne, wysokość - słowem ta góra ma coś w sobie magicznego.

- Ci, którzy mówią, że to nie jest sportowe wejście, bo Szerpowie mogli używać tlenu, niech zorganizują sportową wyprawę i wejdą bez tlenu. Użycie tlenu z butli sprawia, że wolniej narasta dług tlenowy, jest nam cieplej, po trzecie idziemy szybciej, więc mniej marzniemy. Maska na twarzy powoduje też, że część cieplejszego powietrza ogrzewa twarz, bo maska lekko się unosi w czasie oddychania. To ogromne różnice, ale sukces jest sukcesem" - podkreślił.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź!

W opinii himalaisty Nepalczycy wykorzystali do maksimum warunki pogodowe.

"Mieli dużo szczęścia z pogodą. Okno pogodowe było krótkie, ale pogoda jak na Karakorum podczas ataku szczytowego była bardzo dobra - słaby wiatr i słońce. Wiedzieli, że taka aura potrwa w piątek i sobotę, więc do ataku szczytowego wyszli jeszcze w złej pogodzie. W trudnych warunkach doszli do obozu III i wykorzystali dwudniowe okno pogodowe na górze. Pokazali profesjonalizm także swoimi decyzjami, a nie tylko umiejętnościami" - podkreślił.

Cichy zwrócił też uwagę na łagodniejszą, niż w poprzednich latach, zimę w Karakorum - bez 50 stopniowych mrozów i wielkich opadów śniegu, a przede wszystkim przy dominującym, innym niż zazwyczaj, kierunku wiatrów.

"W tym roku jest cieplej na K2 niż w poprzednich zimach. Na szczycie miało być dziś minus 39 stopni, a zazwyczaj jest około minus 50. Poza tym śniegu jest wyjątkowo mało, więc nie ma tracenia sił na torowanie, choć oczywiście wzrastają trudności techniczne wspinaczki w lodzie. Inny jest też kierunek wiatru - południowo-zachodni, a nie jak zazwyczaj północno-zachodni" - ocenił.

Zdobywca Everestu zdradził PAP, że kilkadziesiąt godzin przed szczytowym atakiem Szerpów na Czogori ("Rozległą górę") jak nazywają K2 zamieszkujące ten region Pakistanu grupy etniczne, rozmawiał z Magdaleną Gorzkowską, byłą lekkoatletką, zdobywczynią trzech ośmiotysięczników, która jest członkiem jednej z wypraw - Seven Summit Treks. Kilku Szerpów z tej ekspedycji zdobyło szczyt.

"Magda dzwoniła do mnie półtora dnia temu, prosiła o rady, także w związku z warunkami pogodowymi. Wiem, że na drodze zdobywców jest bardzo dużo lodu i praktycznie zero śniegu. To wymaga szczególnej koncentracji, zwłaszcza przy zejściu. Z dołu do obozu III droga zabezpieczona jest linami poręczowymi, ale żeby dotrzeć na dół trzeba przepinać się z tych lin około 100 razy. Nie można popełnić wówczas błędu, bo to grozi niebezpieczeństwem. Być może taki błąd kosztował właśnie życie Hiszpana. Oby zdobywcy i inni działający na górze, w tym Magda, bezpieczni dotarli na dół" - dodał.

Rozmawiała Olga Miriam Przybyłowicz

olga/ co/

Dowiedz się więcej na temat: K2 | karakorum

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama