Reklama

Reklama

Jan Szymański: To najlepszy sezon w karierze

Do niedawna Jan Szymański zajmował miejsca w drugiej dziesiątce na 1500 m. W tym sezonie dwa razy wygrał zawody Pucharu Świata, był też liderem cyklu. W MŚ polski panczenista uplasował się na ósmej pozycji, ale uważa, że to i tak najlepszy okres w karierze.

- Nie udało się w piątek stanąć na podium ani indywidualnie, ani drużynowo, ale z pewnością nie mogę spisać tego sezonu na straty. Przeciwnie, to już najlepszy w mojej karierze, a przecież jeszcze się nie zakończył. Planuję jeszcze występy w wielobojowych mistrzostwach świata w Calgary oraz finale PŚ w Erfurcie - powiedział Szymański.

Reklama

W czempionacie na dystansach w Holandii zgłoszony był do czterech konkurencji, ale ostatecznie z dwóch zrezygnował. Pierwszego dnia nie startował na 10 000 m, bowiem i dla niego, i dla całego polskiego zespołu zdecydowanie ważniejsze były przygotowania do piątkowych rywalizacji. Z kolei po tych dwóch biegach, Szymański i trener kadry Wiesław Kmiecik uznali, że nie ma sensu w sobotę jechać na 5000 m, bowiem czasu na odpowiednią regenerację jest zbyt mało.

- W drużynówce spisałem się fatalnie, co już podkreślałem. W tym sezonie zdarzało mi się bardzo mocno pracować w wyścigu zespołowym, bywało nawet tak, że dłużej prowadziłem nasz team, gdyż czułem się taki silny. W ogóle wspieraliśmy się w trakcie jazdy, a teraz tego zabrakło - stwierdził zawodnik AZS AWF Poznań.

Indywidualnie na 1500 m najlepszy z Polaków był mistrz olimpijski w tej konkurencji Zbigniew Bródka (Błyskawica Domaniewice), który zajął szóste miejsce. Szymański był 8., a Konrad Niedźwiedzki (AZS AWF Katowice) 10. Drużynowo biało-czerwoni sklasyfikowani zostali na szóstej pozycji. W końcówce wyraźnie osłabł Szymański, jak później przyznał "krzyczałem do kolegów, aby troszkę zwolnili".

- W kolejnych latach mistrzostwa globu, a także oczywiście igrzyska, zawsze będą w lutym. Wcześniej MŚ rozgrywano w marcu. Ale teraz mamy stały termin i możemy ułożyć plan treningowo-startowy na dłuższy czas. To ważne, bo trzeba będzie zastanowić się z jakich zawodów w pierwszej części sezonu zrezygnować, aby optymalna forma przyszła właśnie na luty - przyznał Szymański.

W grudniu był w rewelacyjnej dyspozycji - wygrał PŚ w Berlinie i Heerenveen na 1500 m, zaś wraz z Bródką i Niedźwiedzkim triumfował też w rywalizacji zespołowej w niemieckiej stolicy.

- Musimy porządnie przemyśleć kolejne przygotowania do MŚ. Przecież w styczniu ja startowałem w mistrzostwach Europy w rosyjskim Czelabińsku, zaś koledzy, choć w innych terminach, byli na zgrupowaniach rowerowych w Hiszpanii. Tak naprawdę zbyt wiele tej drużynówki wspólnie nie potrenowaliśmy - dodał łyżwiarz szybki, który niebawem skończy 26 lat.

Zawody w Heerenveen dla niego i Niedźwiedzkiego już się zakończyły. W sobotę na 1000 m pobiegnie jeszcze Bródka (oraz Piotr Michalski). Szymański ma jeszcze swoje plany na sezon 2014/2015.

- Zajmuję trzecie miejsce w klasyfikacji PŚ na 1500 m, a w marcu w Niemczech postaram się awansować na drugą lokatę, co byłoby życiowym osiągnięciem w tej imprezie. Patrząc na to, jak spisują się najgroźniejsi rywale, jest to realne zadanie - uważa Szymański; zdecydowanym liderem jest Holender Kjeld Nuis.

A na koniec powiedział: - Cieszy progres wyników, ale pamiętajmy, że nie jesteśmy maszynami. Przeciwnicy też mają duże ambicje. Mam teraz cichą nadzieję, że uda się spokojnie potrenować, aby ten sezon skończyć z uśmiechem na ustach.

Z Heerenveen - Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: Jan Szymański | Zbigniew Bródka | Konrad Niedźwiedzki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje