Reklama

Reklama

Jan Szymański: Stać mnie na kolejne podia

- Zwycięstwo w Berlinie utwierdziło mnie w przekonaniu, że stać mnie na kolejne podia - stwierdził panczenista Jan Szymański (AZS AWF Poznań), który w niedzielę wygrał bieg na 1500 m w Pucharze Świata. W kolejny weekend ma start w Heerenveen.

- Występem w niemieckiej stolicy podwyższyłem sobie poprzeczkę przed kolejnymi zawodami, ale nie działa to na mnie negatywnie. Przeciwnie, wiem, że jeśli zdrowie, nogi i głową pozwolą, to będę dalej stawał na pucharowym podium. Ale trzeba też pamiętać, że kandydatów do trzech najlepszych miejsc jest 10, nawet 12, dlatego nie będę płakać, jeśli znajdę się gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki - powiedział Szymański, który na jednym ze swych ulubionych torów uzyskał czas 1.46,80.

Reklama

Polak wyprzedził Norwega Sverre Lunde Pedersena (1.47,13) i Holendra Thomasa Krola (1.47,14). Konrad Niedźwiedzki (AZS AWF Katowice) zajął siódme miejsce (1.47,69), a mistrz olimpijski z Soczi Zbigniew Bródka (UKS Błyskawica Domaniewice) był 11. - 1.48,15.

- Na inaugurację tego sezonu byłem siódmy na tym dystansie w japońskim Obihiro i to było wyrównanie mojego najlepszego wyniku karierze. A więc przeskok jest spory - z siódmej od razu na pierwszą pozycję, do tego w mocnej stawce i na lodzie, który nie należy z pewnością do najszybszych na świecie - dodał podopieczny trenera Wiesława Kmiecika.

Szymański do tej pory kojarzony był zdecydowanie bardziej z dłuższymi wyścigami - na 5000 i 10 000 m. Z kolei na 1500 m klasą samą w sobie jest Bródka, wartościowe rezultaty uzyskiwał też Niedźwiedzki, przez ostatnich kilka lat trenujący w Holandii.

- Zawsze lubiłem długie dystanse i... nic się nie zmienia. Późno zacząłem wyczynowe uprawianie sportu, dlatego zdaję sobie sprawę, że aby odnosić sukcesy na 5 i 10 km przede mną jeszcze wiele treningowych kilometrów do pokonania, zarówno na lodzie, jak i na rolkach. Wierzę, że w przyszłości będę miał bardzo dobre wyniki także w tych konkurencjach. A teraz należy cieszyć się z osiągnięć na 1500 m. W Obihiro, jak mówiłem, byłem siódmy, ale czułem, że mogłem ugrać więcej. Z kolei w Seulu pobiegłem słabo, a mimo to lokata nie była wcale zła - 12. - dodał.

Polscy panczeniści są już w Heerenveen, gdzie za kilka dni (12-14.12) - po raz ostatni w tym roku - powalczą o punkty do PŚ.

- Wiadomo, co te zawody znaczą dla Holendrów. Oni będą walczyć jak wściekli, ale my też nie odpuścimy. Jestem ciekaw, jaki lód zastaniemy. Kiedy w Heerenveen pada deszcz, jest niskie ciśnienie i gospodarze potrafią przygotowań bardzo szybki lód. W czołówce jest tak ciasno, że można spodziewać się sporych przetasować, np. wygranej Konrada Niedźwiedzkiego, o ile tylko dobrze polosuje tor. To jest piękne w tym dystansie, że jest tak duża grupa świetnych zawodników. Na 5 km tego nie ma - podkreślił Szymański.

W Berlinie Polacy wygrali też rywalizację drużynową (Bródka, Niedźwiedzki, Szymański), a Artur Waś (LKS Poroniec) dwukrotnie triumfował w sprincie na 500 m. Drużyna kobiet zajęła drugie miejsce, za Holandią.

Rozmawiał: Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: Jan Szymański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje