Reklama

Reklama

Jan Szymański chce się odpłacić Nuisowi za dyskwalifikację

Sędziowie zdyskwalifikowali Jana Szymańskiego podczas zawodów w Hamar za to, że nie ustąpił pierwszeństwa Holendrowi Kjeldowi Nuisowi i stracił prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Szymański jest zły na Holendra i zapowiedział, że pokaże mu, jak się jeździ na łyżwach.

Jan Szymański stracił prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Świata na 1500 m, ale dyskwalifikacja w Hamar nie zepsuła dobrych nastrojów przed mistrzostwami globu (12-15 lutego). - Chcę wylosować Kjelda Nuisa i pokazać mu jak się jeździ na łyżwach - stwierdził.

W tym sezonie Szymański wygrał dwa z czterech zawodów na tym dystansie, a do Norwegii przyjechał jako lider cyklu. W ostatniej parze startował z zajmującym drugie miejsce w punktacji PŚ Holendrem Nuisem. Na tzw. prostej krzyżówkowej Polak nie ustąpił pierwszeństwa i został zdyskwalifikowany.

Reklama

- Niestety, takie sytuacje czasem się zdarzają, w moim przypadku poprzednia miała miejsce w 2013 roku w Astanie. Oczywiście, powinienem przepuścić Nuisa, ale przyznaję, że kompletnie go nie widziałem. Nie brakowało też głosów, że i on nie zachował się do końca w porządku. Dlatego liczę, że wylosuję go za niespełna dwa tygodnie w mistrzostwach świata i przed holenderską publicznością pokażę jak się jeździ na łyżwach - powiedział Szymański.

Polak dość wolno rozpoczął niedzielny bieg na 1500 m i już za wirażem został doścignięty przez Nuisa. Na początku odcinka toru, gdzie zawodnicy zmieniają tory, Szymański zablokował rywala. Już za metą Nuis miał spore pretensje do zawodnika AZS AWF Poznań.

- Holender inaczej jeździ ten dystans, on zaczyna bardzo szybko, w przeciwieństwie do mnie. Nie sądziłem jednak, że doścignie mnie już w tym miejscu. W sumie to szczęście, że skończyło się na dyskwalifikacji, a nie na jakieś kontuzji, bo i tak mogło być. Chyba za bardzo też nie wytrąciłem Nuisa z rytmu, skoro ostatecznie przegrał tylko z Rosjaninem Denisem Juskowem - dodał reprezentant Polski.

Przed dwoma laty w klasyfikacji końcowej na 1500 m zwyciężył Zbigniew Bródka, późniejszy mistrz olimpijski z Soczi. Obecnie Szymański jest trzeci, ale do prowadzącego Nuisa traci aż 75 pkt. Finałowe zawody odbędą się w marcu w Erfurcie.

- Matematycznie nie wszystko stracone, bowiem w Niemczech do zdobycia jest 150, a nie 100 punktów jak zazwyczaj za pierwsze miejsce. Przewaga nowego lidera jest znaczna i pewnie nie wypuści tej szansy z rąk. Więc zapewne mi pozostanie walka o drugie miejsce. Tracę tylko 24 pkt do Norwega Sverre Lunde Pedersena. Równo ze mną jest Holender Wouter olde Heuvel, lecz on nie ma żadnego zwycięstwa, dlatego jest czwarty w klasyfikacji - przyznał Szymański.

Rywalizacja w Erfurcie dopiero za siedem tygodni, a już wkrótce mistrzostwa świata na dystansach w Heerenveen.

- Niedzielny start w Hamar pokazał, że takie błędy mają opłakane skutki i nie mogą mi się więcej przytrafiać. Mógłbym być czwarty czy szósty, utrzymać prowadzenie w cyklu, a tymczasem można powiedzieć, że straciłem sezon w Pucharze Świata. Takie są realia. Będąc na lodzie staram się nie przeszkadzać swym przeciwnikom, przepuszczać jeśli sytuacja tego wymaga. Dlatego i ja mam pewien żal do Nuisa, bo przecież mógł wcześniej przeskoczyć na swój tor i do niczego by nie doszło. Chciałbym mu się zrewanżować, co już podkreślałem, w Holandii - powiedział podopieczny trenerów Wiesława Kmiecika i Witolda Mazura.

Oprócz Szymańskiego i Bródki, w szerokim gronie kandydatów do wysokiego miejsca w MŚ jest też Konrad Niedźwiedzki. W tym składzie "Biało-czerwoni" powalczą też o medal w drużynówce.

- Z formy jest zadowolony, a mam jeszcze kilka dni na poprawę techniki. Dlatego jestem optymistą jeśli chodzi o najważniejsze zawody sezonu. Za tydzień Puchar Świata w Heerenveen w sprintach, dlatego pojadę tylko raz na 1000 m, do tego w grupie B. To będzie takie przetarcie treningowe przed mistrzostwami świata - zakończył Polak, który za miesiąc skończy 26 lat.

Reklama

Reklama

Reklama