Reklama

Reklama

Igrzyska w Krakowie? Pytają: "a po cholerę nam to?"

Tor bobslejowy pod Myślenicami, hokej w Katowicach i Oświęcimiu, alpejczycy na Słowacji… Rząd da pieniądze, MKOl trochę dołoży. Wszystko wydaje się łatwe i przyjemne. Zadziwiająco wysoki poziom optymizmu wśród szefów polskiego sportu wręcz zmusza do wiary w to, że Kraków będzie gospodarzem igrzysk. Obyśmy nie przeżyli wielkiego rozczarowania.

W czwartek w Warszawie poinformowano oficjalnie, że Kraków zgłasza swoją aplikację (nie jest to jeszcze kandydatura - przyp. red.) do organizacji XXIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich oraz XIII Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich w 2022 roku.

Od razu pojawiło się pytanie, czy Polacy jednak bardziej nie potrzebują chleba niż igrzysk? Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski nie owijał w bawełnę, czym rozbawił obecnych na konferencji prasowej. Jak powiedział, jedna z lokalnych rozgłośni radiowych przeprowadziła kiedyś badanie opinii społecznej, z którego wynikało, że 68 proc. ankietowanych chce igrzysk w Krakowie.

Reklama

Co z pozostałymi? Zdaniem Majchrowskiego, ich głos na "nie" wynika tylko z działalności... dziennikarzy, którzy pytają, "czy to się uda, czy to ma sens i w ogóle po cholerę nam to?". Dobrze, że nie słyszały tego dzieci, które tuż przed konferencją prasową zakończyły zwiedzanie Centrum Olimpijskiego w stolicy.

- Dobra wiadomość nie jest dla was dobra - "ukąsił" jeszcze przedstawicieli mediów prezydent Krakowa., jednocześnie podkreślając, że to w stolicy Małopolski powstał Polski Komitet Olimpijski (choć wtedy jeszcze pod nieco inną nazwą - przyp. red.) i temu miastu, jak mało któremu w Polsce, należą się igrzyska.

Rok temu przeżywaliśmy w Polsce piłkarskie mistrzostwa Europy - imprezę organizacyjnie bardzo udaną. Kraków podczas Euro musiał obejść się smakiem, zadowalając się jedynie treningami Holendrów, Włochów i Anglików. Teraz miasto przystępuje do ofensywy, by za dziewięć lat być na ustach całego sportowego świata.

No właśnie - być na ustach świata. To kilkakrotnie powtarzała minister sportu Joanna Mucha. - Świat musi do nas przyjechać, by zobaczyć, jak Polska się zmieniła - podkreślała. - Bo Polska się zmienia, ale świat o tym nie wie.

Historyczny dzień, szczęśliwy dzień, wielka chwila... Takie słowa padały podczas prezentacji Krakowa, jako chętnego do organizacji zimowych igrzysk. Argumentów na "nie" właściwie nie dopuszczono. Ludzie chcą igrzysk, drogi się wybuduje, obiekty powstaną, rząd da pieniądze, Międzynarodowy Komitet Olimpijski pokryje jedną trzecią wydatków i wszyscy będą zadowoleni.

Na pytanie, dlaczego Zakopane, mimo ciągłych starań, nie może wywalczyć prawa organizacji MŚ w narciarstwie klasycznym, nie mówiąc o igrzyskach, padła odpowiedź: bo nie ma gwarancji rządowych.

Kraków takie gwarancje ma mieć. - Rząd oficjalnie nie podjął jeszcze finalnej decyzji, ale to będzie "pikuś" - zapewniała posłanka PO, przewodnicząca Komitetu Konkursowego Igrzysk w Krakowie Jagna Marczułajtis-Walczak. Jak dodała, widziała nawet iskierki w oczach premiera Donalda Tuska, gdy zapytano go, czy rząd poprze projekt. I zrządzeniem losu akurat w trakcie konferencji prasowej minister Mucha dostała wiadomość, że Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt z pierwszymi gwarancjami.

Nikt nie chciał oficjalnie powiedzieć, ile takie igrzyska mogą kosztować, choć przedstawiono koszty organizacji dwóch poprzednich zimowych igrzysk i wynika z tego, że może to być kwota rzędu 5 mld zł.

- A przecież drogi i obiekty sportowe potem nam zostaną - podkreślała Mucha. Problem w tym, że my od wieków nie umiemy zakończyć nawet problemu "zakopianki", z której śmieje się już cały świat.

Niedawno na swoim blogu Justyna Kowalczyk stanęła po stronie Rosjan, których my krytykujemy przed igrzyskami w Soczi, a sami nie potrafimy rozwiązać naszych spraw. "Stara dobra zakopianka, mieli w Soczi podobną, ale nie potrafili docenić... Tunele wycięli, dwupasmówkę szykują i kolej na dodatek. Tego już chyba za wiele" - napisała ironicznie nasza mistrzyni, odnosząc się do zarzutów polskich mediów, że Rosjanie dewastują środowisko.

W przyszłym roku dowiemy się, czy Kraków z roli "zgłaszającego się" awansuje do miana "kandydata". W lipcu 2015 roku poznamy gospodarza zimowych igrzysk 2022 roku. Na papierze wszystko wygląda ładnie. Pieniądze będą, to i tamto się wybuduje.

Pojawiają się głosy, że przecież w Euro też nikt nie wierzył. Tyle tylko, że przekonanie 115 członków MKOl-u do polskiej oferty nie będzie zadaniem łatwym. Międzynarodowy komitet rzadko powierza organizację igrzysk tym, którzy starają się o nie po raz pierwszy.

Tym razem, jak w przypadku Euro, nie pomoże nam wszechwładny Ukrainiec Hryhorij Surkis, zwłaszcza, że jednym z rywali Krakowa jest Lwów. Poważnymi kandydatami będą też Monachium, czy Oslo. Tym, którzy chcą igrzysk w Polsce pozostaje wiara, że się uda. Przeciwnicy tej idei po cichu liczą na porażkę. Wiele wyjaśni się już w przyszłym roku.

Autor: Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje