Historyczny triumf reprezentantki Polski. Nieoczekiwane okoliczności sukcesu
Chociaż reprezentacja Polski kobiet w kombinacji norweskiej w zasadzie nie istnieje, to... akurat w tej konkurencji możemy świętować historyczny sukces. Nasza jedyna reprezentantka Joanna Kil wygrała bowiem, jako pierwsza w historii, klasyfikację generalną Pucharu Kontynentalnego. Okoliczności jej triumfu były nieco nieoczekiwane, ale tak czy inaczej, dla Polki to bardzo duże osiągnięcie i zwiastun, że stać ją na bardzo wiele.

W ostatnich latach młoda reprezentantka naszego kraju próbowała swoich sił zarówno w Pucharze Kontynentalnym, jak i w Pucharze Świata kobiet w kombinacji norweskiej. Dwuboistka klasyczna w poprzednim sezonie odnotowała jeden z najlepszych sezonów w karierze. Nie dość bowiem, że zakończyła sezon na trzecim miejscu klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego, to w dodatku zdobyła brązowy medal podczas Uniwersjady w Lake Placid w biegu masowym HS100/5 km.
Teraz może świętować kolejny wielki sukces, choć osiągnięty w dość nietypowych okolicznościach.
Zawody odwołane, koronacja odłożona
Polka liderką klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego było od kilku dobrych tygodni. Po zawodach w austriackim Eisenerz w swoim dorobku 550 punktów, natomiast druga w "generalce" Niemka Sophia Maurus 332 punkty.
Teoretycznie zatem wciąż musiała oglądać się za plecy. Jednak, jak poinformował w oficjalnym komunikacie FIS, w związku z odwołaniem, zaplanowanych na weekend 1-3 marca zawodów finałowych w Klingenthal, ze względu na warunki śniegowe, zawody w Eisenerz były ostatnimi w tym sezonie. A to oznaczało, że Polka wygrała klasyfikację generalną całego cyklu!
Joanna Kil jest pierwszą polską zwyciężczynią klasyfikacji generalnej w historii kombinacji norweskiej, a swój medal odbierze pod koniec marca w finale Pucharu Świata w Trondheim. Jej koronacja została zatem odłożona, ale może to nawet lepiej, bo Polka zostanie uhonorowana przy większej liczbie publiczności i w świetle telewizyjnych kamer.
Udany powrót z emerytury. To miał być koniec
Sukces Joanny Kil to historia bez precedensu. W przeszłości zawodniczka ta była reprezentantką Polski w skokach narciarskich. Wystąpiła w mistrzostwach świata juniorów w 2018 i 2019 roku. Była nawet medalistką mistrzostw Polski. Jednocześnie startowała też w raczkującej na świecie kombinacji norweskiej. W związku z tym, że nie jest to konkurencja olimpijska, bo kobiety nie rywalizują w igrzyskach, nie było wielkiego zainteresowania w Polskim Związku Narciarskim tym wspierać jej rozwój w dwuboju.
Dlatego Polka już w praktyce zakończyła sportową karierę. Do powrotu namówił ją jednak trener Krystian Długopolski, który widział w niej duży potencjał.
"Kiedy skończyłam skakać, to trener długo mnie namawiał, by jednak nie rezygnowała ze sportu. Powiedziałam wtedy, że jak otworzą kompleks Średnich Krokwi w Zakopanem, to pójdę skoczyć. Słowa dotrzymałam" - mówiła Kil.
I tak, choć nie mamy reprezentacji kobiet w kombinacji norweskiej, odnosimy w niej sukcesy.











