Fatalny upadek Polki, a teraz taki komunikat. "Rana była głęboka"
Upadek Natalii Maliszewskiej podczas zawodów w Dordrechcie przekreślił szanse polskiej sztafety na olimpijską kwalifikację. Teraz 30-letnia panczenistka przerwała milczenie i w obszernym wpisie w mediach społecznościowych podzieliła się swoimi przemyśleniami po wypadku w Holandii i straceniu szansy polskiej sztafety na występ na nadchodzących igrzyskach.

Natalia Maliszewska od lat pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego short tracku. Dwukrotna wicemistrzyni świata oraz zdobywczyni dwóch brązowych krążków MŚ wielokrotnie potwierdzała swoją klasę zarówno w startach indywidualnych, jak i w sztafecie. To także mistrzyni Europy z 2019 roku na 500 metrów - tytuł wywalczony właśnie w Dordrechcie, który wówczas stał się miejscem jednego z jej największych triumfów. Podczas poprzednich igrzysk olimpijskich jej plany pokrzyżował jednak COVID-19, brutalnie zatrzymując ją w najważniejszym momencie w tamtym okresie.
Ostatnie miesiące dawały nadzieję, że historia zatoczy wreszcie bardziej sprzyjające koło. Maliszewska jeździła pewnie, skutecznie i z widoczną determinacją, wracając do wysokiej formy. Regularnie meldowała się w czołówce, a jej dynamiczne starty przypominały, dlaczego od lat należy do światowej elity short tracku. Każdy kolejny udany bieg wzmacniał przekonanie, że zbliżający się sezon olimpijski przyniesie Polsce wiele powodów do radości.
Natalia Maliszewska przemówiła po upadku w Holandii. "Nie użalam się nad sobą"
Tym większym ciosem okazały się zawody World Touru w holenderskim Dordrechcie, które były one kluczową szansą na wywalczenie olimpijskiej kwalifikacji przez polską sztafetę. "Biało-Czerwone" zakończyły jednak rywalizację dopiero na ósmym miejscu - wynik ten był niewystarczający, by zespół mógł wystartować w igrzyskach w 2026 roku. Losy występu Polek odmienił poważny upadek liderki drużyny. Po zderzeniu z rywalką Maliszewska mocno ucierpiała - konieczne okazały się szwy, a sama zawodniczka rozpoczęła rekonwalescencję. Choć fizycznie, jak podkreśla, czuje się coraz lepiej, ból mentalny okazał się znacznie trudniejszy do oswojenia.
"Przypominam, że jeżdżę na łyżwach, przy okazji nawet bardzo ostrych. Upadki w tym sporcie to norma. U mnie, patrząc na kombinezon, skończyło się szczęśliwie 'na kilku szwach'. Rana była głęboka, więc trochę boli, ale ładnie się goi i wszystko jest ok. Boli jednak coś innego. Wynik końcowy spowodowany przez ten upadek. Wolałabym, żeby bolało mnie coś teraz fizycznie i mieć czas, żeby to naprawić, niż fakt, że nie mogę już nic zrobić. Sztafeta kobiet kończy kwalifikacje bez kwalifikacji olimpijskiej. (...) Fizycznie wszystko zaraz wróci do normy. Ale mentalnie potrzebuje po prostu czasu. Bo na drugi dzień trzeba było jakby nigdy nic stanąć znowu na starcie i walczyć dalej. (...) Nie użalam się nad sobą. Od lat jestem silną i niezależną kobietą. W sporcie również. Więc proszę się o mnie nie martwić" - przekazała na Insta Stories Maliszewska.

Choć sztafeta nie pojedzie na igrzyska, Maliszewska wciąż będzie mogła walczyć tam indywidualnie o olimpijskie medale.








![Guadalajara - FC Barcelona. Gdzie i o której obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000M2TWIRYL1G5DF-C401.webp)



