Damian Żurek chce sięgnąć po olimpijskie mistrzostwo. "Nie poddam się"
Damian Żurek nie zwalnia tempa nawet po zakończeniu sezonu. Mistrz Europy z Tomaszowa Mazowieckiego postanowił spróbować czegoś zupełnie nowego i pojawił się na korcie padlowym podczas turnieju Cupra Padlowe 2026 w Warszawie. Tam opowiedział Interii Sport o sportowych wyzwaniach, olimpijskich ambicjach i planach na kolejne lata.

Damian Żurek ma za sobą kolejny udany sezon. 26-letni panczenista co prawda nie sięgnął po medale olimpijskie - dwukrotnie walkę o krążki na tej imprezie kończyć na czwartej pozycji - jednak w Tomaszowie Mazowieckim sięgnął po mistrzostwo Europy na dystansach zarówno w biegu na 500, jak i na 1000 metrów. Teraz - już po zakończeniu sezonu - postanowił wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować swoich sił… na korcie padlowym. I to właśnie na turnieju Cupra Padlowe udało nam się zamienić z Damianem kilka słów.
Damian Żurek się nie poddaje. Jego cel to mistrzostwo olimpijskie. "Moje marzenie od dzieciaka"
Na początku chciałabym zapytać, skąd w ogóle pomysł na treningi padla? Umówmy się, z uprawianą przez ciebie dyscypliną padel jednak ma bardzo mało wspólnego.
Damian Żurek: - To jest moja pierwsza styczność z padlem. Pierwszy raz trzymałem rakietę i pierwszy raz jestem na korcie, ale jest to naprawdę fajne doświadczenie. Dostałem zaproszenie do udziału w Cupra Padlowych, więc skorzystałem. Jestem po sezonie, więc to dobry moment, gdzie można spotkać się z ludźmi i spróbować swoich sił w nowych sportach.
Coraz więcej sportowców z różnych dyscyplin decyduje się na padla. Twoim zdaniem w jakikolwiek sposób tego typu treningi pomagają zawodnikom, którzy czynnie uprawiają swoje dyscypliny?
- To zależy. Dla mnie to jest fajna dodatkowa aktywność. Teraz jestem po sezonie, a zawsze warto podtrzymywać ten organizm i to jest bardzo potrzebne dla organizmu, żeby był ten ruch przez cały czas. Do innych sportów to przyznam szczerze - nie mam pojęcia. Ale mimo wszystko polecam każdemu spróbować, bo to przede wszystkim dobra zabawa.
Tak jak mówisz, ty już sezon zakończyłeś. Były chwile euforii, w tym dwa złote medale mistrzostw Europy na dystansach, ale były też takie momenty, gdzie ocierałeś się o podium. Z pewnością szczególnie bolesne są tegoroczne zimowe igrzyska olimpijskie, gdzie do medali było bardzo blisko. Podejrzewam jednak, że te czwarte miejsca jeszcze bardziej zmotywowały cię do walki i będziesz teraz kontynuował ciężką pracę, aby zdobywać jak najlepsze wyniki, zdobyć to upragnione mistrzostwo olimpijskie.
- Dokładnie, nie poddaję się. Jestem dumny z tego, jak się zaprezentowałem na igrzyskach. Nie poddajemy się, walczymy dalej. Mamy kolejne cztery lata i za cztery lata sobie to odbijemy.
Czyli kolejny cel to mistrzostwo olimpijskie?
- Zgadza się. To jest od małego dzieciaka takie moje marzenie, nic się nie zmieniło.
W łyżwiarstwie szybkim na igrzyskach medal zdobył Władimir Semirunnij. Czy to w jakikolwiek sposób podbudowało Waszą wiarę - mam tu na myśli panczenistów - w to, że Polska rzeczywiście na tej imprezie może dużo osiągnąć?
- Tak, to był dla nas taki zapalnik i każdy z nas wiedział, że worek z medalami jest otwarty, że teraz teraz nasza kolej, pojedziemy i damy z siebie wszystko. Tym razem się nie udało.
Ale już za cztery lata ty, twoi koledzy i koleżanki z kadry staniecie przed kolejną szansą na zdobycie medali olimpijskich. Pozostaje mi jedynie życzyć powodzenia na kolejnych igrzyskach.
- Dziękuję bardzo.
Rozmawiała Amanda Gawron













