Co za obrazki. Semirunnij oddał jedną z nagród z MŚ. Polka skonsternowana
Ostatnie tygodnie to gigantyczny wzrost popularności Władimira Semirunnija, nowej gwiazdy polskiego sportu, którego rozpoznawalność znacznie wykroczyła poza ramy łyżwiarstwa szybkiego - dyscypliny, w której jest wybornym specjalistą. Bazą do wszystkiego był srebrny medal olimpijski na igrzyskach w Mediolanie, ale 23-latek również swoją postawą oraz wypowiedziami zjednuje sobie coraz większe poparcie. Wielką klasę zaprezentował w ostatnich godzinach na mistrzostwach świata w Heerenveen.

Po wydarzeniach ostatnich tygodni już chyba nikt, kto nie ma złej woli, nie kontestuje startującego w polskich barwach i legitymującego się naszym obywatelstwem Władimira Semirunnija. Jeśli komuś mało, że w tym czasie zawodnik wielokrotnie sam z siebie, w sposób niewymuszony, powtarzał: "moim domem jest Polska", to są także inne dowody. Od igrzysk olimpijskich dziennikarze i kamery właściwie nie spuszczają z oka urodzonego w Jekaterynburgu sportowca. A on, w tej medialnej rzeczywistości, nie dał choćby najmniejszego powodu, by ktoś mógł pomyśleć, że jego deklaracje rozmijają się z praktyką.
Semirunnij oddał bukiet kwiatów koleżance z kadry. "Naturalny i szczery chłop"
Popularność Władka, bo tak zwracają się do niego trener i działacze, wystrzeliła niczym z katapulty za sprawą jego wyników sportowych. Kibicom panczenów doskonale przedstawił się podczas zeszłorocznych MŚ na dystansach w Hamar. Wówczas miał na głowie procedury związane ze zmianą barw, przygotowania nie były idealne, a mimo to wywalczył srebrny i brązowy medal. Świetną formę w końcówce roku potwierdził na mistrzostwach Europy w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie odśpiewał "Mazurka Dąbrowskiego", a najmocniejszą pieczęć odcisnąć na torze lodowym w Mediolanie. Srebrnym medalem igrzysk na dystansie 10 000 m sprawił, że wraz ze skoczkiem Kacprem Tomasiakiem stali się duetem najbardziej rozchwytywanych sportowców naszej kadry olimpijskiej.
Wyborną formę nasz gwiazdor potwierdził podczas wyczerpujących zmagań na mistrzostwach świata w wielobojach w Heerenveen. Na półmetku rywalizacji nasz as był czwarty, później wydawało się, że trudno może być odrobić 11 sekund do podium. Tymczasem w ostatniej, swojej koronnej "dysze", zawodnik klubu Pilica Tomaszów Mazowiecki w gruncie rzeczy odrobił prawie... 40 sekund! Tyle dzieliło go od lidera Jordana Stolza, który raptownie wypadł poza podium, a nasz as stanął na jego najniższym stopniu.
Świetne sceny rozegrały się tuż po tym, jak trójka najlepszych zawodników czempionatu globu, czyli Norweg Sander Eitrem, Czech Metodej Jilek oraz Semirunnij zeszli z podium. Nie tak prosto w emocjach, mając tylko 23 lata, zareagować najbardziej adekwatnie do sytuacji. Najczęściej dopiero po fakcie widzimy, że była okazja, aby na przykład pokazać dżentelmeński gest. A przypomnijmy, że wczoraj obchodziliśmy Dzień Kobiet...
Semirunnij poza brązowym medalem, na podium został nagrodzony pięknym bukietem kwiatów. I po chwili, właśnie z tą wiązanką, ruszył w kierunku koleżanki z kadry Zofii Braun, która także brała udział w wielobojowej rywalizacji. I w końcowej klasyfikacji zajęła 18. miejsce. Nie zastanawiając się, po prostu wręczył Zofii kwiaty, serdecznie się do niej przytulając. Czy do takiego zachowania reprezentant Polski został zainspirowany?
Interia skontaktowała się z Rafałem Tataruchem, prezesem Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, który był obecny na miejscu i przekazał nam informacje z pierwszej ręki.
- Tu nie było żadnej inspiracji, on po prostu sam z siebie wykonał ten gest wobec koleżanki z teamu, za co oczywiście otrzymał brawa. To jest cały Władek, naturalny. Tam nie trzeba nic podkręcać, ani nic mu podpowiadać. To jest tak naturalny i szczery chłop, że z ogromną przyjemności patrzy się na jego zachowanie. Mam nadzieję, że to wszystko, co dzieje się teraz, nie zawróci mu w głowie i go nie zmieni, bo w tym wszystkim, co robi, jest godny naśladowania - podkreśla Rafał Tataruch.
Artur Gac, Interia











