Kwiaty naszemu bohaterowi wręczał Czesław Lang, attache olimpijski polskiej reprezentacji, który przyznał w rozmowie z Interia Sport, że podaruje naszemu panczeniście rower kolarski, bo jednak łyżwiarze wiele trenują na szosie.
Było oczywiście gromkie: "Dziękujemy! Dziękujemy!" Władek podziękował za wsparcie, a także za to, jak przyjęła go Polska. Do naszego medalisty ustawiła się też kolejka do zdjęć. Pojawił się jednak pewien problem.
Odważna deklaracja Władimira Siemirunnija w czasie zaskakującej wizyty
Siemirunnij nie zabrał medalu.
- Szybko zbierałem się po treningu i zapomniałem spakować. Nic straconego, bo jeszcze przywiozę kolejny medal - deklarował nasz łyżwiarz i jego słowa spotkały się z wielkim aplauzem.
23-latek z Mediolanu do Predazzo jechał trzy godziny.
Dobrze, że to było po treningu, bo połowę drogi przespałem. Nie ukrywam, że ta wizyta była zaskakująca. Jestem zaskoczony tym, jak mnie przywitano w Predazzo. Każdy chce mnie przytulić i pogratulować. Naprawdę super
Przed Polakiem jeszcze jeden start w zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. W czwartek wystąpi on w biegu na 1500 metrów. Na tym dystansie też osiąga dobre wyniki.
- Jestem mocny na 1500 m i mam bardzo dobry rekord życiowy. Tor nie jest na wysokości. Odpowiada mi. Będę walczył o medal. Dlatego teraz nie przywiozłem do Predazzo tego srebra z 10 000 metrów - zakończył.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport













