Zapadła ostateczna decyzja ws. medalu Semirunnija. Długo go nie potrzymał
To już pewne. Władimir Semirunnij potwierdził, że przekaże srebrny medal olimpijski najprawdopodobniej do gabloty klubu, w którym trenuje, lub na Arenę Lodową w Tomaszowie Mazowieckim. Wyjaśnił powód takiej decyzji. Chce inspirować młodych zawodników, co wybrzmiało i w rozmowie z dziennikarzami i podczas spotkania z kibicami. Na deklarację panczenisty jasno reagują włodarze lodowiska z Tomaszowa.

Choć od oficjalnego zakończenia zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 minęło już kilka dni, sportowe emocje wciąż są żywe, a uroczystości honorujące olimpijczyków trwają. W Tomaszowie Mazowieckim zorganizowano wielkie powitanie Karoliny Bosiek, Władimira Semirunnija oraz Damiana Żurka. Na miejscu obecni byli m.in. trener reprezentacji Polski panczenów Roland Cieślak, prezydent miasta Marcin Witko, wielu młodych adeptów łyżwiarstwa szybkiego oraz tłum kibiców.
Sportowcy oraz trenerzy odebrali z rąk miejskich władz kwiaty i upominki, usłyszeli też sporo miłych słów. Podkreślono, że na igrzyskach wspaniale reprezentowali nie tylko Polskę, ale także Tomaszów. Wicewojewoda Marek Mazur podkreślał ze sceny zasadność łyżwiarskich inwestycji w regionie.
"Tomaszowowi to się należało. Należała się Arena Lodowa i należał się medal olimpijski. Serdeczne gratulacje, Władimir" - mówił, czyniąc ukłon także w kierunku Damiana Żurka, który otarł się o podium we Włoszech.
Dziękujemy wam za te wrażenia i emocje, ale przede wszystkim życzę wam kolejnych sukcesów. Jesteście młodzi, kariera dopiero przed wami
Była też seria pytań od publiczności. Wiele do powiedzenia miał zwłaszcza Semirunnij. Jedną z odpowiedzi mocno rozbawił zgromadzonych. Chodziło o Natalię Czerwonkę, która zapowiedziała, że igrzyska we Włoszech były ostatnimi w jej karierze.
Tak wyglądało powitanie Semirunnija i spółki w Tomaszowie. Ważne słowa medalisty
Semirunnij z przekorą odpowiedział na pytanie o to, czy trudno było mu pożegnać odchodzącą na olimpijską emeryturę Czerwonkę. "Poczekajcie. Może za dwa lata ona znowu powie, że wraca" - zażartował, rozbawiając publikę i wywołując salwę oklasków.
Wspominał również swoje początki ze sportem. Co ciekawe, to nie łyżwiarstwo było jego pierwszym wyborem, lecz karate. Jednak niemal od razu zrozumiał, że sztuki walki to nie jego powołanie. Dziś święci triumfy na tafli, lecz - jak sam przyznał - jego srebrny bieg na 10000 metrów był bardzo wymagający.
"Naprawdę, jeden z najcięższych moich dystansów w życiu. Nie pamiętam ostatnich dziesięciu rund. Wyłączyło mi głowę, po prostu chciałem dojechać do finiszu" - ujawnił.
Zwrócił się też do obecnych na spotkaniu młodych zawodników trenujących łyżwiarstwo szybkie. Dodał im otuchy oraz wiary we własne możliwości. "Jesteśmy zwykłymi ludźmi. Wszyscy sportowcy od czegoś zaczynali. Fajnie, że możecie przyjść na trening i zobaczyć, jak my jeździmy. Ale też pamiętajcie, że nie ma granicy między mną a wami. Też miałem kiedyś 10, 12 lat, rosłem, trenowałem i wszystko jest możliwe. Fajnie, że mogę być przykładem, że wszystko jest możliwe" - przekazał.
Niewykluczone, że to właśnie na Arenę Lodową, na której to odbywało się powitanie, trafi srebrny medal olimpijski Semirunnija. Zadeklarował to sam panczenista. "Chciałbym, żeby medal był dla przyszłych zawodników, żeby więcej dzieciaków chciało trenować długie dystanse. Mam kilka pomysłów. Być może medal trafi do klubu, być może na Arenę Lodową w Tomaszowie Mazowieckim. Chciałbym, żeby wszyscy go widzieli, ale też, żeby pozostał bliżej łyżwiarstwa niż tutaj w Warszawie" - powiedział po przylocie do Polski, cytowany przez Eurosport.
Zarządzający Areną Lodową zareagowali na tę deklarację, publikując w mediach społecznościowych wpis. "Medal olimpijski jako inspiracja dla kolejnych pokoleń… a wśród miejsc, które Władek bierze pod uwagę, jest nasza Arena. To byłby dla nas ogromny zaszczyt i powód do dumy" - podsumowano.















