Władimir Semirunnij z wiadomością do wszystkich Polaków. Jednoznacznie po medalu
- Moim domem jest Polska. Dziękuję bardzo każdemu Polakowi, że wierzył we mnie. To, co dostałem, nie było na marne. A ja wszystko to, co mówiłem że zrobię, też wykonałem. Dziękuję każdemu kibicowi, co wierzył we mnie i wszystkim, którzy oglądali i wspierali - powiedział Władimir Semirunnij, świeżo upieczony wicemistrz olimpijski na 10000 metrów z igrzysk olimpijskich w Mediolanie.

Żeby dokładnie odpowiedzieć, jak smakuje srebrny medal olimpijski, Władimir Semirunnij leciutko chwycił go w zęby. A poproszony, by powtórzył do zdjęciowego kadru, zrobił to ponownie. I po tym od razu powiedział: - Smakuje dobrze. Jest ciężki, naprawdę ciężki. Również jest ciężki w tym sensie, że naprawdę dużo na niego pracowałem - powiedział nam nowy bohater polskiego sportu, arcyspecjalista od łyżwiarstwa szybkiego, a tak naprawdę wyczerpującego dystansu 10 000 m.
Władimir Semirunnij dziękuje Polsce. My jemu także dziękujemy
Od razu w pierwszych słowach wiedział, komu należą się szczególne podziękowania za wkład w ten życiowy sukces. - Dziękuję mojemu trenerowi. Nie jeden ja czekałem, wyczekując na rozwój wypadków. Siedziałem ze szkoleniowcem i widziałem, że on też bardzo się stresuje. Zrobiliśmy to! - uśmiechnął się 23-latek.
Przyznał, że oczekiwanie na ostateczne rozstrzygnięcie, od momentu gdy w trzeciej parze stanął do rywalizacji, było najdłuższą godziną w jego życiu. - Naprawdę już nie mogłem się doczekać, kiedy nastąpi koniec. Najważniejsza rada dla zawodników, którzy będą w takiej sytuacji, to nie patrzeć na tablicę ile rund zostało - roześmiał się wicemistrz olimpijski, reprezentant klubu Pilica Tomaszów Mazowiecki.
To Władimir Semirunnij wyciągnął rękę do Polski, gdy Rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę w Ukrainie. Był przeciwny inwazji zbrojnej, a nasz kraj to docenił i wyciągniętą rękę mocno chwycił.
- Ten medal zdobywam dla Polski. Jedyne, jak mogę podziękować Polsce, to zdobywać medale. I ja to zrobiłem. Dziękuję bardzo panu prezydentowi i Konradowi Niedźwiedzkiemu, że naprawdę pomogli mi z moim celem i moim marzeniem. Dzięki, że mi zaufali, to dużo dla mnie znaczy. Dla Polski myślę też, że ja nie rzucam słów na wiatr. Powiedziałem, że zdobędę ten medal i go zdobyłem - wzruszył się reprezentant naszego kraju.
Bardzo uczciwie podszedł do pytania o to, komu chciałbym zadedykować ten medal. Naprawdę nie szukał osób, dla których mógłby to zrobić. Wskazał jedną osobę. - Dedykuję go sobie - jakby się zawstydził.
I raz jeszcze podkreślił, jak bardzo pragnie, by nikt nie miał wątpliwości odnośnie tego stosunku do Polski. - Paszport to jedno, ale jak wszyscy mi mówią "jesteś nasz", to czuję się w domu - odparł.
Semirunnij zadzwonił do rodziców do Rosji. Oto co usłyszał
Udało mi się współuczestniczyć w bardzo wymownym momencie, zaraz przy polskim teamie, gdy po rywalizacji ostatniej pary okazało się, że Władimir zdobył wicemistrzostwo. Od razu powiedział, że celował w złoto. To dlatego z taką starannością opanował hymn "Mazurka Dąbrowskiego". Odśpiewał go uroczyście już podczas niedawnych mistrzostw Europy w swoim miejscu zamieszkania, w Tomaszowie, ale miał chrapkę, by powtórka miała miejsce na podium w Mediolanie.
- Naprawdę też chciałem tutaj to uczynić. Jeszcze trochę go trenowałem - zdradził. Mimo, że różne myśli kotłowały mu się w głowie, jak na profesjonalistę przystało przyznał, że przecież cztery lata zlecą jak z bicza strzelił i znów będzie walczył o złoto na najważniejszej imprezie sportowej świata. I pochwalił wszystkich, którzy pomogli mu osiągnąć życiowy sukces. - Nie mam w tym sezonie nic do narzekania, naprawdę. To był taki pierwszy mój sezon, w którym myślałem tylko o treningach. I tylko o igrzyskach. Naprawdę nic innego nie zaprzątało moją głowę - podkreślił.
Piękny moment sportowego uniesienia to jedna strona medalu. Drugą jest rozłąka z rodzicami, którzy mieszkają w Rosji. Opowiedział o tym korespondentowi Interii.
- Z mamą nie widziałem się już półtora roku. Myślę, że teraz po medalu nie będzie problemu ogarnąć im wizę i spotkać się choćby na tydzień - odparł.
Przyznał, że od razu po zdobyciu medalu do nich zadzwonił. - Mama nie odbierała, nie wiem dlaczego, bo do niej też wszyscy dzwonią. Ale dobrze, że tata odebrał. Powiedział, że jestem najlepszym synem, a on jest najlepszym ojcem. Odpowiedziałem mu, że dziękuję, iż naprawdę wierzyli we mnie - zaznaczył.
Z Mediolanu - Artur Gac















