Ważne wieści ws. afery z gwiazdą polskiej kadry. Prezes przekazał wiadomość
Była nadzieja, że jeszcze dzisiaj w Mediolanie dojdzie do ważnego spotkania, a na nim rozmowy, z udziałem Andżeliki Wójcik i najpewniej dyrektora sportowego Konrada Niedźwiedzkiego. Miałoby to związek z wczorajszą wrzawą, która ruszyła po słowach czołowej polskiej panczenistki. W dzisiejszej, porannej rozmowie z Interią sternik Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch przekazał garść ważnych informacji. O godzinie 14:30 miał gorsze wieści do zakomunikowania.

Wczorajsza rywalizacja kobiet zakończyła rywalizację "biało-czerwonych" na najbardziej sprinterskim dystansie w programie igrzysk olimpijskich. Z Polek najlepiej spisała się Kaja Ziomek-Nogal (6. miejsce), najsłabiej debiutująca na tej imprezie Martyna Baran (17.), a pomiędzy koleżankami uplasowała się Andżelika Wójcik (11.).
Rafał Tataruch: Chcielibyśmy, aby Andżelika Wójcik się opamiętała
Wokół tej ostatniej jednak zrobiło się bardzo głośno, a to za sprawą telewizyjnego wywiadu dla Eurosportu. W nim zawodniczka skierowała mocne działa w kierunku trenera kadry i związku, mówiąc, że została pozostawiona sama sobie. Później, w rozmowie między innymi z Interią, mocniej doprecyzowała swoje stanowisko. W tym momencie ono już nie było tak uderzające, choć kilka cierpkich słów również padło.
W sytuacji braku medalu, w jednej chwili ten temat zdominował przekaz. Długo nie czekali ludzie ze związku, którzy bardzo szybko postanowili ruszyć z kontrofensywą. W rozmowie z Interią zdecydowanie do zarzutów zawodniczki odniósł się dyrektor sportowy Konrad Niedźwiedzki, a osobne stanowisko wydał także sternik związku.
Dzisiaj, krótko przed rozpoczęciem rywalizacji w short tracku (rozpoczęła się o godz. 10:30), korespondent Interii porozmawiał bezpośrednio z Rafałem Tataruchem. Przede wszystkim chciałem dowiedzieć się, czy w ciągu ostatnich kilkunastu godzin zaistniały już nowe okoliczności.
- Mam nadzieję, że dziś po południu, gdy już będziemy po zawodach, dojdzie do spotkania Andżeliki Wójcik z dyrektorem sportowym, by wyjaśnić wszystkie zarzuty. Bzdurne zarzuty. Zaraz po short tracku będziemy próbowali się z nią spotkać, jeśli będzie chciała i zgodzi się na konfrontację, podczas której wyjdą jej wszystkie bezpodstawne zarzuty na światło dzienne. Najpierw z udziałem dyrektora, a jeśli to nie da rady, to na pewno ze mną. Po to, by wyjaśnić jej wszystkie żale, które wylały się po nieudanym starcie. Szkoda, że tak postąpiła, bo w tym momencie przykryła piękne starty swoich kolegów - rozpoczął prezes Tataruch.
- Cóż, ubolewam nad tym wszystkim, a z drugiej strony nie mamy sobie nic do zarzucenia. Miała opiekę, wszystko zostało dla niej specjalnie przygotowane. A nawet, śmiem twierdzić, że dla niej cały sztab bardziej pracował, bo to jest bardzo absorbująca osoba. Zdecydowanie więcej czasu poświęciliśmy jej niż innym zawodnikom. Nie mówię, że inni byli niezaopiekowani, ale ona wymagała z racji swojego charakteru dużo więcej czasu. Choć mamy świadomość, że też są tacy zawodnicy, więc robiliśmy wszystko, by każdy był zaopiekowany - dodał szef PZŁS.
Czy Andżelikę Wójcik może spotkać kara? "To ostateczne kroki"
Tataruch zapewnia, że trenerzy także nie mają sobie nic do zarzucenia i też są gotowi do tego, by stanąć przed kamerą, ale... - My tego nie chcemy. Bo jesteśmy na pięknym wydarzeniu, na igrzyskach olimpijskich, a od wczoraj zajmujemy się prostowaniem czegoś, czego nie było. W każdym razie całą sytuację chcemy wyjaśnić, aby była ona czysta i klarowna - zapowiedział.
Dopytałem jeszcze o furtkę, którą w odpowiedzi na moje pytanie pozostawił wczoraj dyrektor Niedźwiedzki. A mianowicie, czy związek zamierza skorzystać w kar, przewidzianych w regulaminie?
- To jest tak świeża sprawa, że nad tym nie myśleliśmy. Chcielibyśmy to załatwić tak, aby Andżelika się opamiętała i być może sama dokonała sprostowania do was, do dziennikarzy lub też opublikowała samodzielnego posta, by dotarł do mediów. To są ewentualne ostateczne kroki, których w mojej ośmioletniej kadencji nigdy nie stosowaliśmy, choć były naprawdę trudne sytuacje. Iść na udry, sądzić się z kimś i oskarżać, to walka i strata energii, a my wolimy współdziałać - stwierdził prezes Tataruch.
Aktualizacja (godz. 14:30):
- Na razie nie dojdzie do spotkania, Andżelika odmówiła. Emocje są ciągle duże, ale będziemy próbować, by sprawę wyjaśnić. Nam też bardzo na tym zależy. Niech to odbędzie się w atmosferze, jakiej życzyłaby sobie Andżelika. Być może taki moment przyjdzie dopiero po igrzyskach - zakomunikował prezes Tataruch.
Z Mediolanu - Artur Gac













