Trener kadry pod wrażeniem wyczynu Elizy Ruckiej-Michałek. Apeluje o wsparcie
Dominik Bury i Eliza Rucka-Michałek uratowali ostatnimi startami twarz polskich biegów narciarskich w zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Na trasach w Lago di Tesero oboje zanotowali historyczne wyniki w biegu na 50 kilometrów. Dla pań to był pierwszy start na tym dystansie. Przed Rucką-Michałek lepszy wynik w igrzyskach notowała tylko Justyna Kowalczyk-Tekieli.

Dominik Bury zajął 12. miejsce, a Eliza Rucka-Michałek była ósma w biegu na 50 kilometrów techniką klasyczną, który kończył zmagania olimpijskie w biegach narciarskich. Oba te wyniki bardzo pozytywnie zaskoczyły.
Zarówno Bury, jak i Rucka-Michałek pokazali, że biegi narciarskie w Polsce nie umierają.
- Wyszły nam te biegi. Już dawno nie było tak, że to właśnie w najdłuższych biegach pokazywaliśmy się z najlepszej strony. To jest efekt ciężkiej pracy wszystkich osób. Zawodnicy robią, co mogą, by dźwigać swój poziom - mówił Mariusz Hluchnik, trener kadry polskich biegów narciarskich.
- Dominik zanotował bardzo dobry występ, a niesamowitą rzecz zrobiła Eliza. Bardzo cieszą tę historyczne wyniki - dodał.
Hluchnik na co dzień nie pracuje z ani z Burym, ani z Rucką-Michałek. Ten pierwszy trenuje razem z bratem Kamilem, a pomaga im Tadeusz Krężelok, były trener kadry. Rucka-Michałek pracuje ze swoim mężem Mikołajem Michalkiem. Dla szkoleniowca reprezentacji to nie jest problem. Czuje radość i dumę z ich sukcesów.
- Obejmując stanowisko trenera kadry chciałem zjednoczyć całe środowisko. Po to, żebyśmy się mogli cieszyć z takich wyników. Jak byłem jeszcze serwismenem w kadrze, to mieliśmy gorsze rezultaty. Każdy drapał się po głowie, co zrobić, żeby było inaczej. Mieliśmy różnych trenerów i przechodziliśmy przez różne szkoły. Nasz system jest otwarty na współpracę. Nie zamykamy się na nikogo. To pokazuje, że razem możemy zrobić wiele dobrych rzeczy - powiedział trener kadry.
- Teraz przed nami kolejne cztery lata przygotowań do igrzysk. Trzeba stworzyć taki plan, żeby każdy w spokoju mógł się do nich przygotować. To jest bardzo trudny sport. Wiele kosztuje zawodniczki i zawodników. Potrzebują wsparcia nie tylko medialnego, ale też finansowego - dodał.
Z Lago di Tesero - Tomasz Kalemba, Interia Sport













