Sportowcy dostali pieniądze, teraz problem ma PKOl. Analityk mówi wprost, co się stanie
Prezes PKOl Radosław Piesiewicz wyjawił w porannej rozmowie w RMF FM, że wypłacił nagrody olimpijczykom. Potwierdziliśmy w PZŁSz, że Damian Żurek i Kaja Ziomek-Nogal faktycznie dostali z PKOl przelewy środków, które są nagrodą za miejsca na ostatnich igrzyskach. Te pieniądze miał początkowo wypłacić sponsor, czyli zondacrypto, ale finalnie PKOl wziął to zobowiązanie na siebie. Wszystko, dlatego że sportowcy mieli kłopot ze spieniężeniem tokenów, które dostali od zondacrypto. Wypłata środków nie zamyka jednak sprawy.

Olimpijczycy dostali w ramach nagrody za wynik na igrzyska tokeny z zondacrypto. Nie potrafili ich jednak spieniężyć. Gdy sprawa wyszła na jaw, prezes PKOl Radosław Piesiewicz przelał środki. Potwierdziliśmy te informacje w PZŁSz. Damian Żurek i Kaja Ziomek-Nogal już śpią spokojnie, co nie zmienia faktu, że sponsor nie wywiązał się z umowy. O całą sprawę zapytaliśmy analityka rynków finansowych, który bardzo dobrze zna giełdę kryptowalut. Jego analiza nie pozostawia złudzeń. To czarny scenariusz dla PKOl i solidna nauczka na przyszłość.
"Tragizm sytuacji" z zondacrypto
Czym w ogóle jest zondacrypto?
Jakub Stasiak, analityk rynków finansowych, twórca kanału Crypto Stasiak na YouTube: To największa do niedawna polska giełda kryptowalut. Wcześniej to był BitBay, ale po rebrandingu doszło do zmiany nazwy. Tam było około miliona klientów. I od razu dodam, że to nie była firma, która działała nielegalnie. Miała wszystkie zgodne z prawem regulacje.
Mamy jednak skandal.
- Tym większy, że od października 2025 zondacrypto jest sponsorem głównym PKOl. Na tym polega tragizm tej sytuacji. Ten kontrakt sprawił, że ludzie jeszcze bardziej zaufali tej giełdzie myśląc, że jak ktoś sponsoruje coś takiego, jak PKOl, to nie może być oszustem. To, że źle się dzieje, jest jednak faktem. Giełda przestała wypłacać pieniądze, straty sięgają kwoty pół miliarda złotych.
Na tym polega problem z tokenami
I w tym wszystkim mamy naszych olimpijczyków, którzy w ramach nagród za wyniki na igrzyskach dostali tokeny od zondacrypto.
- Zacznę może od tego, co wszyscy znają, czyli od bitcoinów. To jest cyfrowa waluta funkcjonująca niezależenie od firmy. Można ją sprzedać na dowolnej giełdzie na świecie, czy też w kantorze kryptowalut. Jak chodzi o bitcoiny, to jest tam płynność, jest odpowiednia ilość osób, które chcą to kupić i sprzedać.
A czym są w takim razie tokeny?
- Tokeny to cyfrowe aktywa wydawane przez konkretną firmę. Można je wymienić wyłącznie w ekosystemie tej firmy. Jeśli olimpijczycy dostali tokeny, to ich sytuacja jest skomplikowana. To tak, jakby pracownik dostał od pracodawcy bon do wykorzystania w konkretnej sieci. I to jest sedno problemu. Jakby olimpijczycy dostali bitcoiny, to nie byłoby kłopotu. Mają jednak tokeny, które mogą spieniężyć wyłącznie na zondacrypto, a ta giełda właśnie upada. Według mnie nic z tego nie będzie.
Teraz PKOl ma problem, trzy scenariusze
Olimpijczycy są w o tyle dobrej sytuacji, że PKOl wyłożył pieniądze obiecane przez zondacrypto. Teraz należałoby postawić pytanie, czy PKOl odzyska pieniądze?
- To jest bardzo trudna sytuacja i są trzy możliwe scenariusze. Pierwszy taki, że ktoś inny przejmie zondacrypto i weźmie na siebie dotychczasowe zobowiązania. Innym wariantem w tym scenariuszu jest taki, że pieniądze przejmuje prokuratura. Szanse na to rozwiązanie są jednak znikome. Drugi scenariusz to upadek giełdy, a wtedy tokeny tracą wartość. PKOl ma je w portfelu, ale nie ma ich jak wymienić na pieniądze. Wreszcie trzecia opcja, to odzyskanie 10 do 30 procent wartości tokenów, choć prezes giełdy zniknął, więc jestem sceptyczny.
Czyli?
- Jako analityk muszę powiedzieć, że PKOl ma raczej małe szanse na odzyskanie środków z tych tokenów, a jeśli się uda to ten proces najprawdopodobniej zajmie długie miesiące jeśli nie lata. Z tokenami to w ogóle jest problem, bo jak mówiłem, one działają tylko w obrębie ekosystemu jednej giełdy, a zasada jest taka, że krypto nie trzyma się na giełdzie, ale w portfelach zewnętrznych, ciepłych lub zimnych. Do nich mamy dostęp w każdej chwili, bo jak trzymamy krypto na giełdzie, to nie jesteśmy ich właścicielem. To tak, jak z pieniędzmi w banku. Też nie jesteśmy ich właścicielem, a jak bank się wykolei, to możemy jedynie dochodzić swoich roszczeń.
Analityk ostrzega, w tle bankructwo FTX
Z tego, co pan jednak mówi, to zondacrypto była do pewnego momentu bezpieczna.
- Powiedziałbym raczej, że to działało. Ja nie byłem zwolennikiem tej giełdy, ze względu na niższą płynność w porównaniu z międzynarodowymi platformami oraz brak publikowania Proof of Reserves. Jak ktoś w tym nie siedzi, to myśli sobie bezpieczna, polska giełda. Jak ktoś jednak jest w tym dłużej, to wszystko gruntownie analizuje. A wracając do olimpijczyków, przyznanie im nagród w tokenach było według mnie obarczone dużym ryzykiem. Jakby to była waluta, którą można przesłać gdzie indziej i wszędzie wypłacić, to ok, ale tu tak nie było. Dobrze, że chociaż PKOl to zrekompensował.
Ale oferowanie takich nagród w ogóle nie powinno mieć miejsca?
- Nie. Nie powinno się dawać tokenów jednej firmy. Gdyby były to jednak ogólnie dostępne bitcoiny, to powiedziałbym, że tak. Bo kryptowaluty nie są złe, a bitcoiny zawodnicy sprzedaliby w sekundę i dostali za to pieniądze. Według mnie taka organizacja, jak PKOl powinna mieć wysoko zawieszoną poprzeczkę, jak chodzi o sponsoring firm działających w nieregulowanych branżach. To nie powinno działać tak, że każdy chętny może być sponsorem. Pamiętamy bankructwo FTX w Stanach, gdzie ta giełda była powiązana z Mercedesem w F1, Miami Heat i Tomem Bradym. Amerykanie przez to przeszli. Najważniejsze, żeby odrobić lekcję i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Rynek krypto nie jest zły, ale wymaga wiedzy i selekcji źródeł informacji, bo niestety nie wszyscy, którzy o nim mówią, robią to uczciwie. I to jest taki rynek, który trzeba znać. Bo jeśli ktoś nie zna, to nie powinien robić na tej giełdzie biznesu.













