Semirunnij z medalem dla Polski? Genialna forma asa rodem z Rosji, mistrz komentuje
Wiele wskazuje na to, że dzisiaj kibice reprezentacji Polski będą mogli cieszyć się z drugiego medalu na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie. W finale, na swoim koronnym dystansie 10000 m, wystąpi Władimir Semirunnij, który na Półwysep Apeniński przywiózł wielką formę. Z kapitalnymi informacjami, w rozmowie z Interią, pospieszył Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski z 2014 roku, którego nie zabrakło we Włoszech.

Nadciąga "godzina zero" - dzisiaj, punktualnie o 16, rozpocznie się rywalizacja najlepszych na świecie specjalistów w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10000 m. Absolutnym specjalistą na "dychę" jest reprezentujący Polskę od zeszłego roku, pochodzący z Rosji Władimir Semirunnij.
Władimir Semirunnij w olimpijskiej formie? "Zaskoczeniem będzie brak medalu"
Zacznijmy od tego, bez pompowania balonika, że w razie najpiękniejszego scenariusza, na najwyższym stopniu podium zobaczymy umiejętność odśpiewania "Mazurka Dąbrowskiego". Słowa naszego hymnu narodowego 23-latek miał już okazję przetrenować podczas niedawnych mistrzostw Europy na "swoim" torze w Tomaszowie Mazowieckim. Gdyby nie to, że zaproponowano mniej sprzyjające tempo utworu, Semirunnij nie miałby większej trudności.
Jak nauczył się słów? - Ogólnie to było dość śmieszne. Jeszcze rok temu, gdy był PŚ w Milwaukee, Marcin Bachanek zaordynował na kolacji, że codziennie muszę uczyć się po jednym wersie. Zadanie miałem też takie, że przy każdym, kto dochodził do naszego stołu, musiałem wypowiadać tę frazę. I chyba z dziesięć razy musiałem każdą jedną powtarzać, aż w ten sposób nauczyłem się całości - śmiał się gwiazdor naszej kadry, odpowiadając na pytanie Interii.
Dzisiejszy start to będzie creme de la creme dla "Władka", bo tak ten sympatyczny zawodnik jest nazywany w gronie zawodników i dziennikarzy. Po cichu liczył, że w ostatnią niedzielę zwolni się dla niego miejsca na 5000 m, ale w tej sytuacji całą uwagę skoncentrował na swojej specjalności zakładu.
Mimo młodego wieku, potrafi świetnie rozkładać siły i ma zmysł taktyczny. Bezpośrednim przeciwnikiem naszego asa będzie Holender Stijn van de Bunt. To zmiana w harmonogramie, który wcześniej zakładał, że Polak pojedzie w parze z zawodnikiem gospodarzy Davide Ghiotto. 32-letni Włoch jest rekordzistą świata, który ustanowił czasem 12.25,69. Z kolei nasz reprezentant 6 grudnia w Heerenveen poprawił własny rekord Polski, osiągając 12.28,05 - to z kolei trzeci wynik w historii. Korekta nie jest zatem na korzyść Semirunnija, wszak rywalizacja w bardzo mocnej parze, a taki byłby niewątpliwie start z Włochem, dodatkowo przesunęłaby jego możliwości.
Najważniejsze, że Polak przywiózł do Mediolanu odpowiednią formę. Potwierdza to w rozmowie z Interią Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski i brązowy medalista z 2014 roku z Soczi. Słowa takiego asa to miód na serce wszystkich, polskich kibiców.
Z tego co wiem, Władek jest w dość dobrej formie, można powiedzieć właściwie olimpijskiej. Trener mi to potwierdził. Wydaje się, że - mówiąc szczerze - największe zaskoczenie będzie, jeżeli on tego medalu nie zdobędzie. Jeżeli nawet popełni błąd podczas dystansu, jest w stanie go naprawić. To jest dużo dłuższy dystans i jest trochę czasu, aby ewentualny błąd zniwelować - twierdzi Bródka.
Bródka: Jeżeli pojedzie, jak Francesca Lollobrigida, będzie "pozamiatane"
Jeden jedyny znak zapytania, jego zdaniem, to kwestia wieku w połączeniu z rangą imprezy. - Znakiem zapytania pozostaje jego psychika, bo tak naprawdę jest to młody zawodnik, po raz pierwszy na takich zawodach jak igrzyska olimpijskie, ale motywacji i woli walki na pewno mu nie zabraknie - ocenia as polskiego sportu.
Semirunnij wystartuje bardzo szybko, bo już w trzeciej parze. Z jednej strony to pewien problem, z uwagi na charakterystykę lodu, a także możliwość, by najgroźniejsi rywale, znając już jego czas, dodali coś jeszcze "z wątroby" i serducha. Jednak jest także druga, dużo cenniejsza strona medalu.
- To, co pan powiedział, się zgadza. Natomiast jeżeli zaprezentuje taki przejazd jak Francesca Lollobrigida, czyli przejedzie olimpijski rekord, to już będzie, mówiąc kolokwialnie, "pozamiatane". Wtedy w głowach wszystkich zawodników na pewno zrobi się duże zamieszanie, bo będą musieli jechać na zadany wynik. A jeżeli będzie wyśrubowany bardzo mocno, to też nie ułatwia sprawy, bo usztywnia podczas jazdy, a tu musi być miękkość, co jest niezwykle ważne - podkreśla Zbigniew Bródka.
Z Mediolanu - Artur Gac














