Semirunnij nie jest Polakiem? Ostre słowa szefa misji. Hejterzy, to do was
- Władimir to człowiek szalenie pracowity i naprawdę dobra osoba. Jest bardzo wdzięczny za to, co go spotkało. Do pewnego momentu mogliśmy mu pomagać, ale na końcu to on sam musiał zrobić wynik. Jest odporny i ambitny, a przy tym bardzo sympatyczny - opowiadał nam Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, a także szef misji olimpijskiej. Odpowiedział też tym, którzy ludzie chcą urodzonemu w Rosji Władimirowi Semirunnijowi odmówić polskości.

Zacznijmy od ostatniej kwestii, bo Konrad Niedźwiedzki - w przeszłości znakomity łyżwiarz szybki, medalista olimpijski - udzielił bardzo mądrej odpowiedzi. Pytanie skierował korespondent Interii, bo również pod moimi wpisami od początku igrzysk w mediach społecznościowych pojawiają się komentarze osób, które uderzają w narodowość Władimira Semirunnija.
Konrad Niedźwiedzki mówi wprost: Władimir szukał normalności i ją znalazł u nas
- My nie mamy wpływu na to, gdzie się rodzimy. Po prostu w pewnym momencie przychodzimy na świat, w pewnym miejscu i tam dorastamy. I robimy wszystko, by robić to, co kochamy. Każdy z nas znajduje jakieś pasje. On znalazł swoją, był to sport. Niestety przez sytuację, o której wszyscy wiemy, chciał dalej się realizować i normalnie funkcjonować. Tej normalności szukał i znalazł ją u nas - rozpoczął brązowy medalista z Soczi w drużynie.
- Ja rozumiem, że w paszporcie ma miejsce urodzenia nie polskie, ale w Polsce mieszka, jest w polskim klubie, ma polską dziewczynę, mówi po polsku, ma wyuczony hymn "Mazurka Dąbrowskiego", który śpiewał już w Tomaszowie. Na pewno są ludzie, którzy mają problem ze sobą i pewnie tacy to piszą - mocno podkreślił Niedźwiedzki.
I dodał: - To Polska zdobyła drugi medal, jesteśmy coraz wyżej w tabeli medalowej i są to sukcesy, z których możemy być przede wszystkim dumni.
Konrad Niedźwiedzki to postać szczególna w życiu 23-letniego sportowca, a gdy zaczynała się sprawa związana z jego zmianą obywatelstwa, był jeszcze mniej ukształtowany. W zasadzie Niedźwiedzki to jego drugi ojciec. Były sportowiec ma coś takiego w sobie, że gdy odpowiada na emocjonalne tematy, to choć trzyma rezon, w jego mowie ciała widać, że w środku aż go rozrywa. Cała droga Władimira do srebra to duża, osobna historia.
- Bardzo się z tego cieszę. Rzeczywiście przeszliśmy sporo bardziej nerwowych chwil. Niektóre były bardzo stresujące, inne trochę mniej, ale to wszystko trwało. Cieszę się, że kończy się happy endem i tyle ludzi z ministerstwa, a także z kancelarii prezydenta, pomogło. A dzisiaj Władimir za to odpłacił - podkreślił dyrektor sportowy PZŁS.
Jak to wszystko, od strony formalnej, się zaczęło?
- Było tak, że latem 2023 roku napisał do mnie wiadomość. Rozpoczęliśmy kontakt, rozmawialiśmy czego oczekuje i jak wygląda sytuacja z naszej strony. Rozpoczęliśmy procedurę poprzez PZŁS i zarząd, który się wypowiedział w tej kwestii. Następnie sprawa trafiła do ministerstwa i mając wszystko w jednej linii wyjaśnione, został zgłoszony jako sparingpartner. A finalnie mamy srebrny medal - zaakcentował Niedźwiedzki.
Z Mediolanu - Artur Gac














