Semirunnij informuje Polaków ws. medalu. Decyzja nieodwołalna. Tłumaczy motyw
Czy Władimir Semirunnij mógł wczoraj zdobyć drugi medal olimpijski, tym razem na dystansie 1500 m? Przed startem optymiści wierzyli, że wszystko może się zdarzyć, wygrał jednak realizm i choćby słowa trenera Rolanda Cieślaka, który w rozmowie z Interią dwa razy podkreślał - miejsce w Top 10 będzie sukcesem. Interia poszła także za ciosem i po zawodach dopytała naszego gwiazdora, czy ostatecznie zdecydował, co zrobi ze srebrnym "krążkiem". A Władek dołożył szczegóły.

Dla Władimira Semirunnija czwartkowy start na 1500 metrów był drugą szansą na... No właśnie, czy na medal? To, że zawodnik święcie wierzył, iż być może stać go na zamieszanie w czołówce, znamionuje wielkich sportowców i trzeba mu poczytywać jako plus. Prawda jest jednak taka, że drugim dystansem, w którym mogliśmy się cieszyć z krążka w wykonaniu "Władka", mógł być wyścig na 5000 m.
Władimir Semirunnij: Bliżej mi do przekazania medalu w Tomaszowie
Teraz to jednak tylko wyłącznie gdybanie, bo konia z rzędem temu, kto jest w stanie rozstrzygnąć, że rozpoczęcie igrzysk od "piątki" (ostatecznie Semirunnij, mimo pozycji pierwszego rezerwowego, nie wskoczył na listę startową), nie miałoby niekorzystnego wpływu na 10 km. Nasz zawodnik sam podkreślał, że wówczas musiałby nieco zmienić trening, a więc odjąć sobie takiej jednostki, która była bardziej korzystna pod najdłuższy dystans.
Dywagacje warto już jednak zostawić na boku - we wczorajszym starcie Władimir dał z siebie wszystko. Tyle że w tym momencie jest kilku innych łyżwiarzy szybkich, którzy bardziej specjalizują się w krótszym ściganiu. Zresztą udowodniły to międzyczasy, gdy nasz reprezentant najbardziej "depnął pedał gazu" na ostatniej rundzie, wówczas niwelując wszystkie straty i tymczasowo obejmując pozycję lidera.
W strefie mieszanej był z siebie zadowolony i chwilę rozprawialiśmy o samym starcie, a następnie korespondent Interii wrócił do tematu, który wspólnie zainicjowaliśmy w niedzielę. To wtedy Władimir wygłosił znamienne słowa, dotyczące planów względem wywalczonego srebra olimpijskiego: - To już było, a ja chcę zdobywać kolejne medale. Tak naprawdę nie wiem, czy będę chciał zostawić go w domu. Może bym go gdzieś przekazał, może na przykład do muzeum, czy gdzieś w Tomaszowie. Jeszcze o tym pomyślę. Może być w moim klubie, jeśli by chcieli. Dla mnie to nie ma problemu. Liczy się to, że na listach jestem drugi - wspaniałomyślnie obwieścił Semirunnij.
Władek, bo tak niemal wszyscy zwracają się do reprezentującego Polskę, a pochodzącego z Rosji zawodnika, podtrzymał swoje zobowiązanie. I, dopytany przez Interię, zaktualizował cały temat o nowe szczegóły.
- Na pewno teraz chciałbym pokazać go wszystkim, bo przychodzą do mnie. Między innymi Marek czy Piotrek, żeby zobaczyć jak wygląda i móc go potrzymać. I myślę, że na początku przez chwilę tak będzie, a później chciałbym go oddać i to się nie zmienia. Natomiast pomyślę jeszcze gdzie byłoby to najlepiej zrobić - rozpoczął. Ale szybko, w toku dalszych słów, zaczął klarować się faworyt.
- Z jednej strony fajne mogłoby być muzeum, które jest w Warszawie. Jednak, z drugiej strony, fajnie, jakby został w Tomaszowie. By ludzie, którzy tutaj trenują łyżwiarstwo, widzieli, że wszystko jest możliwe. Dzieci by przychodziły, patrzyły i widziały, że skoro naprawdę chłop z Tomaszowa mógł to zrobić, to my też. Gdyby to tak pomogło, to może iść bardziej w tę stronę.
Zapytany o szczególne gratulacje, które w ostatnich dniach sprawiły mu największą satysfakcję, odparł:
- Od rodziców i moich przyjaciół, którzy mi powiedzieli, że dokonałem czegoś niemożliwego, czego nie można sobie nawet wyobrazić. Dziękuję im za to, że oglądali, kibicowali i mnie wspierali - podkreślił.
Z Mediolanu - Artur Gac













