Potrójnie dramatyczny pech Polaków. "Sytuacja, której żaden zawodnik nie chce"
Łyżwiarzowi szybkiemu Damianowi Żurkowi do medalu olimpijskiego na 1000 m zabrakło zaledwie 0,07 sekundy. Pozostali Polacy też mieli pecha - Marek Kania dwa razy się potknął, a Piotrowi Michalskiemy rywal zajechał drogę. - To bardzo przykre, ale takie jest łyżwiarstwo szybkie - mówi Jaromir Radke, piąty zawodnik igrzysk olimpijskich w Lillehammer (w 1994 roku).

Andrzej Klemba, Interia.pl: Jeden Polak się potykał, drugiemu rywal zajechał drogę, a trzeciemu do medalu zabrakło 0,07 sekundy. Co to były za zawody…
Jaromir Radke: No tak to bywa. To jest łyżwiarstwo szybkie. To nie jest tak, że jak są igrzyska, to wszystko idealnie przechodzi. W łyżwach, zwłaszcza w sprincie, właśnie ta tzw. krzyżówkowa jest newralgicznym punktem. Niektórzy zawodnicy nie są na tyle szybcy, żeby przy tych zejściach z wiraży odjechać dostatecznie daleko i ci lepsi mają wtedy z nimi problem. Rzeczywiście w każdym starcie naszych zawodników coś się zadziało. Pecha miał też Holender Wennemars, który być może jechał po medal. Ten Chińczyk bardzo mu zajechał drogę i miał prawo się zdenerwować.
Marek Kania?
- Potykał się bardzo mocno i popełnił sporo błędów. Nawet raz na tak krótkim dystansie oznacza utratę szans na dobry wynik.
A Marek potknął się nawet dwa razy
Piotr Michalski?
- Miał ogromnego pecha. To jednak nie jest jego dystans. On ma taką ciężką sylwetkę, różni się od pozostałych sprinterów. Wytrzymałość sprinterska nie jest jego najmocniejszą stroną, więc jakiegoś miejsca rewelacyjnego i tak by nie było.
Jednak w taki sposób start olimpijski został zmarnowany.
- To jest bardzo przykre, ale niestety wpisane w łyżwiarstwo szybkie. Zawodnicy potykają się, przewracają się, zajeżdżają sobie drogę, ale tego nikt nie przewidzi. Żaden zawodnik nie chce takiej sytuacji, ani nikt nie chce nikomu przeszkodzić. Ta krzyżówka to newralgiczny punkt. Zawodnikowi wydaje się, że będzie z przodu, a okazuje się, że jednak przeszkadza, bo pierwszeństwo ma ten z zewnętrznego toru. A w takiej sytuacji i przy dużej prędkości nie da się nic zrobić. Nie można ominąć.
Całe cztery lata przygotowań do igrzysk tak naprawdę stracone?
- No taki jest urok tego sportu. Wiele razy widziałem, że pewniacy potykali się, przewracali i nie zdobywali medali.
Damianowi Żurkowi do podium zabrakło zaledwie siedem setnych sekundy…
- Dał z siebie wszystko. Na dziś na tyle to starczyło.
A gdyby wylosował tor wewnętrzny do startu?
- To mógł być medal. Losowanie to element działający na korzyść zawodników, jak się dobrze wylosuje. Na tysiąc metrów jest bardzo ważne, żeby startować z małego toru i na małym kończyć. Na początku mamy trochę dłuższe rozpędzenie na prostej, bo linia startu jest z tyłu w porównaniu do toru zewnętrznego. I ten zawodnik może lepiej rozpędzić się do wirażu. Ten z zewnętrznego ma krótszą prostą. Po drugie meta i jak kończymy na małym torze przy tym wielkim zmęczeniu, a jeszcze mamy przeciwnika przed sobą, to wykrzeszemy resztę sił, żeby starać się dogonić. Także to są te dwa wielkie plusy na tysiąc metrów.
Żurek jednak startował z zewnętrznego toru.
- I do tego miał trochę za słabego rywala. Estończyk jest łyżwiarzem na wysokim poziomie, ale dla Damiana był za słaby. On lubi jeździć z lepszymi przeciwnikami, bo to napędza.
Będzie jeszcze jedna szansa na medal - start na 500 metrów. Czy to czwarte miejsce na 1000 metrów coś nam mówi przed tą drugą próbą?
- Też nie będzie łatwo. Igrzyska to są igrzyska i widać, jak dobrze zawodnicy są przygotowani. Stolz, wiadomo, rewelacja pod każdym względem. Niesamowity talent, ale też Holender Boo, który był drugi, a do tego Vennemars i Chińczyk, który był trzeci i jest mocny od kilku sezonów. Myślę o Damianie, który dystans lepiej mu leży. Chyba jest podobnie. Jeśli wyjdzie mu bieg, to będzie bardzo dobrze. Tutaj do rywalizacji może się włączyć się jeszcze Kania. Na pewno cały czas są szanse. Chłopaki muszą się sprężyć i walczyć. Miejmy nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży. To jest sprint i przekonaliśmy się na 1000 metrów, że malutkie potknięcie i już nie ma szans na najlepsze miejsca.
















