Polski gwiazdor z Rosji założył "tajemniczy" przedmiot. Ekspresowa reakcja
Polscy panczeniści regularnie, w zaplanowanych sesjach, zgłębiają tajniki olimpijskiej tafli w Mediolanie, gdzie wkrótce będą walczyć o medale. Jednym z asów w talii trenera Artura Wasia jest Władimir Semirunnij, który wystartuje na swoim koronnym dystansie 10 km, a także spróbuje pokazać moc na 1500 m. Polak rodem z Rosji zaciera ręce, bo ostatni trening odbył z dodatkowym ekwipunkiem. I w rozmowie z Interią zapewnił, że dokładnie tego potrzebował.

Obiekt Milano Speed Skating Stadium, czyli miejsce rywalizacji łyżwiarzy szybkich podczas igrzysk olimpijskich w Mediolanie, to koronny przykład - jak to mawiają Włosi - innowacyjności zbalansowanej zrównoważonym rozwojem. Krótko mówiąc, aby specjalnie pod to wydarzenie nie budować nowego obiektu, zagospodarowano pawilony centrum wystawowego Fiera Milano Rho, którego są położone w sąsiedztwie terenu Expo 2015. Rzeczony obiekt stanowi większą część, nazwaną Milano Ice Park.
Władimir Semirunnij w świetnym nastroju. "Nie mogę się doczekać"
Nie jest trudno tutaj trafić, wszak od stacji metra wszystkie oznaczenia, również te poziome, a więc wielkie nalepki przyklejane na posadzce, wskazują kierunek. Przy czym rzeczywiście, jak już mówił Interii polski wolontariusz, trzeba wziąć pod uwagę, że czeka nas kilkunastominutowy spacer.
Arena, biorąc pod uwagę jej tymczasowość, wizualnie od środka i z wysokości trybun prezentuje się naprawdę efektownie. Jako że to jeszcze nie był czas zawodów, mieliśmy ten przywilej, aby z możliwie najbliższej odległości przypatrywać się temu, jak wygląda boks "biało-czerwonych" pośrodku lodowego owalu, rozgrzewka, a następnie creme de la creme, czyli łapanie kolejnych kilometrów na lodzie.
Jednym z tych, względem którego mamy największe oczekiwania, jest Władimir Semirunnij. 23-letni Rosjanin, który porzucił swoją ojczyznę, bardzo mocno identyfikując się z krajem, który wziął go do siebie i nadał mu polskie obywatelstwo. Uśmiechnięty, zadowolony, słowem nastrojony optymistycznie - w takim nastroju podszedł do mnie po wykonanej pracy, by podzielić się wrażeniami.
- Codziennie czuję się lepiej. Z trenerem znalazłem dobre ugięcie ciała, optymalne przejeżdżanie łuków. Ogólnie technicznie też dobrze się czuję. Pozostało w zasadzie już tylko usiąść i czekać (śmiech). A tak naprawdę nie mogę się doczekać startu! - zapewnił głosem nie znającym sprzeciwu.
Mimo młodego wieku, na tym etapie oczekiwania na start, z których pierwszy pewny nastąpi 13 lutego (na 10000 m), od zawodnika z Tomaszowa Mazowieckiego emanuje olimpijski spokój.
- Tak, mam spokój. Z czystą i dobrą głową wychodzę na tor robić to, co umiem i lubię. Nie mam czegoś takiego, że się stresuję i to sprowadza mnie na złą stronę. Być może dopiero dzień przed coś takiego odczuję, ale tak ogólnie mam w ten sposób, że stres działa na mnie pozytywnie. Czyli tylko mnie napędza - optymistycznie stawia sprawę.
A najważniejsze, że uzyskaliśmy jednoznacznie potwierdzenie, iż obiekt w Mediolanie powinien być atutem "biało-czerwonych". Przypuszczenia, przywiezione stąd kilka tygodni temu przez juniorów, potwierdzają się co do joty.
- Ogólnie wszystko jest super. Myślę, że tor jest bardzo podobny do tego w Tomaszowie Mazowieckim - podkreślił Semirunnij.
Gdy oglądałem treningowe przejazdy naszego zawodnika, mój wzrok przykuło wyróżniające się odzienie na tułowiu Polaka. Szaro-czarny "pancerzyk być może okiem kogoś miał być czymś, co podniesie temperaturę ciała, ale myśląc tak byłby w srogim błędzie. Zresztą nawet w wąziutkim, dziennikarskim gronie, wymienialiśmy się odczuciami, że wewnątrz jest wyraźnie ciepło. A przynajmniej na początku sesji treningowej. Każdy z nas, bez wyjątku, odwiesił kurtki na krzesła.
Do sprawy obszernie odniósł się w rozmowie z Interią Władimir, opowiadając o swoim "tajemniczym" przedmiocie na ciele.
- Jedyny minusik, jaki dla mnie jest, to fakt, że tutaj jest naprawdę ciepło. W końcu przyszła już moja kamizelka chłodząca, która naprawdę dużo daje, tak na rozgrzewce, jak również pomiędzy seriami, aby nie być aż tak bardzo spoconym. Czuję się w niej znacznie lepiej - podkreślił.
- Kamizelka utrzymuje temperaturę w zakresie 10-15 stopni Celsjusza, więc do godziny czasu coś tam chłodzi. I fajnie, że nie jest zbyt ciężka, więc bez problemu mogę ją zapakować do plecaka, a także bardzo szybko na siebie ubrać - zaciera ręce.
Sprzęt zdał egzamin, ale najważniejsze pytanie pozostaje jeszcze bez odpowiedzi. Semirunnij zapowiedział, jakie działania zostaną podjęte. - Teraz przed nami zapytanie, czy będę mógł w niej wyjść na lód przed startem. Rozgrzewka na rowerze tak, ale na sam lód także chciałbym móc ją mieć na sobie, a zdjąć dopiero przed samym startem.
Kamizelka i wiatrak na wagę złota. A piny? "Nie biegam za nimi"
Nasz łyżwiarz zwraca uwagę, że w innych sportach, na przykład w kolarstwie, to nic nowego. Inaczej wygląda sytuacja w łyżwiarstwie, dlatego stwierdzenie, że sięgnął po swego rodzaju "game changer", nie jest od rzeczy.
- Widziałem już, że Holendrzy też po coś takiego sięgali. Z tym że takie tory, na których naprawdę jest ciepło, były dotąd tylko u nich, a teraz mamy taki na igrzyskach. Gdy jeżdżę w kasku i rękawiczkach, to naprawdę jest mi bardzo gorąco. Dlatego po raz pierwszy postanowiłem skorzystać z kamizelki - odparł. Dodał, że wciąż w użyciu będzie także wiatrak, aby nadmierna temperatura nie była większym utrapieniem.
Semirunnij zapewnił, że ma wielkie zaufanie do trenera Artura Wasia. Tym bardziej, gdy słyszy od niego, że coś wygląda super, bierze to do siebie. Mówi także, że napędza go nie tylko wiara w trenera, w swoje siły, ale także ogólna atmosfera wewnątrz kadry. A jakie są jego wrażenia z wioski olimpijskiej?
- Fajnie, cieszę się, że mieszkam sam. Natomiast chciałbym, żeby na stołówce było trochę więcej miejsca, aby nie było takiego ścisku, czyli tyłek na tyłku. Ogólnie jedzenie jest super, śpi się dobrze, materac mam wygodny i najważniejsze, że okno można otworzyć, bo lubię spać, gdy wpada świeże powietrze i jest chłodniej - tłumaczy.
Nie wiem, według jakiego klucza i jakim kryterium się kierowano, przyznając "jedynki". Mówi jednak, że poza nim, a taki przywilej na pewno mają Natalia Maliszewska, Damian Żurek, a także osoby z łyżwiarstwa figurowego. - Ja po prostu zawsze mówię, że lubię mieszkać sam, by nic mi nie przeszkadzało. Dziękuję Konradowi Niedźwiedzkiemu (szef misji - przyp.), który to usłyszał i wyszedł mi naprzeciw. A jak mieszkam sam, to próbuję trzymać czystość. Na pewno nie ma jakiegoś niesamowitego błysku, ale wszystko leży na swoim miejscu i wiem czego gdzie szukać - roześmiał się.
Władimir jest w zdecydowanej mniejszości, jeśli chodzi o kolekcjonowanie tzw. pinów, czyli wymienianie się małymi zawieszkami pomiędzy przedstawicielami wszystkich, olimpijskich nacji. Nie jest to coś, co ma dla niego szczególny walor, więc na jego akredytacji byłem w stanie zauważyć tylko jeden znaczek.
- Nie wymieniam się tymi pinami. Natomiast zawsze mam przy sobie polskie, więc gdy ktoś mnie pyta, to przekażę. Ja tak nie bardzo za tym biegam. Ten jeden, który widzisz, dostałem od producenta okularów, gdy je odbierałem - doprecyzował.
Semirunnij potwierdził, że wciąż nie ma informacji na temat dodatkowego startu indywidualnego na 5000 m, gdzie widnieje na szczycie listy rezerwowych. - Na razie jeszcze czekam. Chciałbym wiedzieć jak najszybciej, ale ode mnie już nic nie jest zależne - podkreślił.
Z Mediolanu - Artur Gac













