Polski gigant rusza po medal igrzysk. Kapitalna forma. Chwilę przed tajemnicze słowa
Pełne skupienie, nic nie kusi ani nie rozkojarza, a wszystko w rytm rutyny treningowej. Na godziny przed startem finału na 1000 m mentalność mistrza prezentuje Damian Żurek, lider polskiej kadry w łyżwiarstwie szybkim, typowany na igrzyskach do dwóch medali. Teraz tylko i aż trzeba to wszystko przełożyć na życiowy sukces. Ostatnia para, start około 19:30 - w środę cała sportowa Polska może zacząć zgłębiać życiorys 26-latka z Tomaszowa Mazowieckiego.

Trzy różne fragmenty tej samej rozmowy:
1) Dziennikarz: Wasza wioska jest podobno jednominutowa, wszędzie blisko.
Damian Żurek: Zgadza się, wszędzie blisko, ale też nie ma pokusy, by chodzić nie wiadomo gdzie. Jestem skupiony na startach i tyle mnie interesuje.
Damian Żurek zaprogramowany na ogromny sukces. Czas start!
2) Dziennikarz: Masz czas, by zabić nudę i monotonię?
Damian Żurek: Tak naprawdę wstaję rano, jem śniadanie i jadę na trening. Później wracam, jem obiad, drugi trening i kładę się do łóżka spać. Mam tak rozłożony plan dnia, że nawet nie ma czasu na nudę.
3) Dziennikarz: Coś zrobiło wrażenie w Mediolanie?
Damian Żurek: Podchodzę ze spokojną głową, nie przyglądam się dookoła. Po prostu wstaję rano, jem śniadanie, wykonuję wszystkie inne rutyny i traktuję obecność tutaj jak każde inne zawody. Jakbym był w domu czy gdziekolwiek indziej.
Wszystkie powyższe odpowiedzi Damiana Żurka na każde z trzech zadanych pytań pokazują jedno: w środę na starcie w Mediolanie stanie sportowiec z krwi i kości. Ukształtowany od A do Z. Łyżwiarz nie tylko doskonale przygotowany fizycznie, technicznie i taktycznie, ale także piekielnie mocny mentalnie. W poniedziałek cała sportowa Polska zachwycała się 19-letnim skoczkiem Kacprem Tomasiakiem. Z kolei obecnie wszelkie narzędzia, potrzebne by zrobić furorę w hali Milano Speed Skating Stadium, ma medalista mistrzostw świata i mistrz Europy na dystansach z 2024 roku.
Jeśli komuś mało powyższych przykładów, to tak naprawdę niemal cała rozmowa z Żurkiem jest dowodem, że do Włoch przyjechał inny panczenista. Tylko z imienia i nazwiska podobny do zawodnika, który trzy lata temu rywalizował w "pandemicznych" igrzyskach w Pekinie. A przez to na swój sposób wynaturzonych. Nie ukrywa, że cieszy go powrót do prawdziwego, olimpijskiego rozdania.
- Zgadza się. Cieszę się, że tutaj jestem, że mogę startować jako Polak i również jako żołnierz Wojska Polskiego. Jest to ogromna duma i mam satysfakcję, że mogę reprezentować nasz kraj na najwyższym poziomie - mówi.
Jednocześnie cały bagaż doświadczenia, które nabył w Azji, jest nie do przecenienia, bo między innymi pomaga nie popełniać błędów debiutanta. Tamtego Łukasza, który zajął 11. miejsce na 500 metrów oraz 13. miejsce na 1000 metrów, już nie ma. Podopieczny trenera Artura Wasia przyznaje, że przeszedł totalną przemianę. - Jestem na pewno zupełnie innym zawodnikiem niż wtedy. Pełen o wiele większego doświadczenia i wszystkiego dookoła. Podchodzę ze spokojem do tych igrzysk - mówi.
Żurka bardzo cieszy, że naprawdę dobrze czuje się na obiekcie w Mediolanie, przede wszystkim z uwagi na jego geometrię, w tym promień łuków.
- Tak naprawdę jest to arena podobna do Tomaszowa Mazowieckiego, więc znamy ją dobrze. Warunki lodowe także są na dobrym poziomie. A jeśli chodzi o inny dźwięk lodu? Nie skupiam się na tym, że jest tutaj inna akustyka czy coś trzeszczy. Skupiam się na sobie i swojej jeździe - zapewnia.
Starty w Inzell, bezpośrednio poprzedzające igrzyska, gdzie w Pucharze Świata Żurek brylował, pokonując nawet gwiazdora Jordana Stolza, niewątpliwie dodatkowo go natchnęły. Ale przecież cały ten sezon układa się dla naszego panczenisty wprost wspaniale.
- Tak naprawdę już jestem zadowolony z tego sezonu. Teraz musimy położyć małą wisienkę na torcie. Trenuję dobrze, wiem że jak przejadę dobrze start techniczno-taktycznie, czyli zgodnie z założeniami, to mogę osiągnąć dużo - mówi bez kokieterii.
Natomiast jednocześnie, i tutaj wracamy do motywu przewodniego tego materiału, mentalnie trzyma się w ryzach.
- Staram się obecnie do wszystkiego podchodzić ze spokojną i zimną głową, trochę bez emocji. Nie ma co niepotrzebnie zrzucać emocji na inne rzeczy. Mam pewien cel w głowie i jestem skupiony. Ostatnie treningi to "obcinanie" ich objętości i praca na maksymalnych prędkościach. Czyli krótkie, dynamiczne odcinki. Łapiemy świeżość, aby głowa była w odpowiednim miejscu, a z resztą damy radę - zapowiada.
Naszego lidera kadry bez dwóch zdań cieszy, że wreszcie oczy wszystkich zwrócone są na panczeny. W końcu, po latach "za kotarą", on i cała drużyna wyszli z medialnego cienia.
- Super się cieszę, że w końcu ten sport dotarł do większej liczby osób i zaczynają go doceniać. Bo naprawdę jest to sport widowiskowy. Czasem kamery nie oddają tego w telewizji, ale zapraszam wszystkich kibiców, by przyszli doświadczyć tych emocji na żywo. To są zupełnie inne odczucia, jak słyszymy dźwięk lodu, wyłamującego się spod naszych łyżew. Przede wszystkim w sprincie, bo tutaj osiągamy prędkości ponad 60 km/h. To coś fajnego do zobaczenia, polecam każdemu - charakteryzuje tę niezwykle widowiskową dyscyplinę olimpijską.
Interia zakończyła rozmowę pytaniem o określenie celu, który jeden z największych faworytów do medali ma w głowie. Tu udzielił bardzo intrygującej odpowiedzi.
- To cicha, słodka tajemnica. Może 15 lub 16 lutego, po startach, zdradzę jaki był cel - puścił oko Damian Żurek.
Start rywalizacji elity o godzinie 18:30. Poza Żurkiem, bardzo wysokie aspiracje mają także Marek Kania i Piotr Michalski. Na pierwszym miejscu stoją akcje Żurka, który w tegorocznej klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarówno na 1000 m, jak i na 500 m jest wiceliderem. Największym faworytem do złota pozostaje Amerykanin Jordan Stolz. Niezwykle groźni będą także Holendrzy Jenning de Boo i Tim Prins.
Z Mediolanu - Artur Gac














