Polski as podpięty "do linii wysokiego napięcia". Wypalił pod adresem sędziego
- Kiedy wychodzę na bieg, nie myślę o tym, ile pieniędzy na mnie czeka. Skupiam się na tym, żeby być przede wszystkim wielkim sportowcem, a nie być bogatym ze sportu, w którym nie ma milionów dolarów za wygranie zawodów - mówi Michał Niewiński, nasz specjalista od short tracku, który zajął 9. miejsce w rywalizacji na 1000 m podczas igrzysk olimpijskich w Mediolanie. Ocenił sędziego oraz mówił, jaki jest przepis na luz, którym emanuje.

Zająłeś czwarte miejsce w finale B, a całościowo kończysz zmagania na 1000 m na 9 miejscu. Jesteś usatysfakcjonowany?
Michał Niewiński: - Ja jestem bardzo zadowolony. Przede wszystkim duża duma. To był dzień, w którym miałem szansę godnie reprezentować swój kraj na największej imprezie sportowej. Byłem w finale, zaliczyłem prezentację, moi rodzice na to wszystko patrzyli. To był dzień prawie idealny, bo chciałem jeszcze mieć medal na szyi. Takie są moje ambicje, ale ten dzień biorę po prostu w ciemno.
Jak rozgrywałeś taktycznie swoje biegi? Chciałeś wyczekać, by inni popełnili błąd?
- Zależy w którym biegu, bo jeśli chodzi o ćwierćfinał, to jechałem aktywnie z przodu. Zacząłem pierwszy, a potem gdy rywale ruszyli z mijaniem, zareagowałem i przez to właśnie zaliczyłem kontakt z rywalem. Jeśli chodzi o półfinał, to właśnie czekałem na sam koniec, czułem też zapas. Jechaliśmy naprawdę też szybko i w tym momencie Kanadyjczyk wpadł w środek zakrętu przez kontakt z innym zawodnikiem. Widziałem gdzie on jedzie, gdzie jadą jego płozy, a jechały prosto na mnie. Razem z Chińczykiem nie zjechaliśmy w zakręt. Zamiast tego jechaliśmy prosto, żeby nie skończył w nas i żebyśmy tak naprawdę "przeżyli" w wyścigu. Więc trochę szkoda tego półfinału, bo jednak nie mieliśmy na to wpływu. Ale tak jak mówię, ja ten dzień biorę w ciemno, ja go zaliczam do udanych.
W ćwierćfinale byłeś pewien od razu, że po rewizji uzyskasz awans do półfinału, czy wręcz przeciwnie?
- W żadnym wypadku. Niestety w short tracku z sędziami nigdy nie wiadomo i nigdy człowiek nie wie, co się wydarzy. A też nie widziałem, jak to wygląda z boku. Do rywala od razu po biegu powiedziałem, że chyba nie powinno być żadnej decyzji, bo to był po prostu kontakt płóz. Lecz zobaczyłem na telebimie, że on mocno zjechał i pomyślałem: "okay, zobaczymy co zrobią sędziowie". Śmialiśmy się, że na całe szczęście sędzia miał jaja i zdyskwalifikował gospodarza. Więc co mogę powiedzieć? To w short tracku jest na tyle losowe, że nie wiedziałem tego.
Jaki jest przepis na ten twój olimpijski luz? To tylko kwestia wieku, że jeszcze te wszystkie rzeczy są dla ciebie nowe, czy Ty masz po prostu jakieś nadzwyczajne predyspozycje?
- Nie wiem. Może po prostu jestem tym obdarzony? Przed pierwszymi startami bardzo buzowało we mnie. Chodziłem normalnie jak podpięty pod linię wysokiego napięcia i wszyscy to widzieli. Ale nie byłem taki stresowany, tylko było czuć, że zawody się zbliżają. I kiedy przyszedł tydzień startu, nagle pojawiła się cisza w mojej głowie, pojawił się luz, spokój i po prostu przyszedłem i robiłem swoje, tak samo teraz. Ja w dniu tego startu, słuchajcie, miałem wymarzony poranek. Obudziłem się o godzinie prawie 11, po 10 godzinach snu. Zjadłem pyszne śniadanko, zrobiłem aktywację na siłowni. Wszystko grało, cały dzień z uśmiechem na twarzy. Przyszedłem robić swoją robotę i wszystko się po prostu udawało. Luz to chyba też kwestia doświadczenia, ile już tych zawodów przejechałem. Jest wiele składowych, ale całe szczęście głowa tutaj ze mną jest, nogi ze mną są, więc ze spokojem podchodzę do kolejnych startów.
Jest to jakieś znaczenie, że to jest dziewiąte, a nie ósme miejsce, bo to stypendium niby do ósmego.
- Spokojnie panowie, kiedy wychodzę na bieg, nie myślę o tym, ile pieniędzy na mnie czeka. Skupiam się na tym, żeby być przede wszystkim wielkim sportowcem, a nie być bogatym ze sportu, w którym nie ma milionów dolarów za wygranie zawodów. Więc tak naprawdę tutaj pierwsza rzecz, o której myślę stając na starcie, to poniekąd wieczna chwała i liście laurowe na skroniach. To, o co pytacie, to drugorzędne nagrody i przyjemności, które są dopiero później, ale na nich się nie skupiam, kiedy stoję na starcie.
Zobaczyłem na telebimie, że on mocno zjechał i pomyślałem: "okay, zobaczymy co zrobią sędziowie". Śmialiśmy się, że na całe szczęście sędzia miał jaja i zdyskwalifikował gospodarza. Więc co mogę powiedzieć? To w short tracku jest na tyle losowe, że nie wiedziałem tego.
U ciebie jest jest jakaś różnica w kwestii dystansów, na którymś najlepiej się czujesz?
- Tak naprawdę od zawsze wiedziałem, że chcę na każdym dystansie dobrze jeździć i od zawsze było mi powtarzane, że ja na każdym dystansie mogę dobrze jeździć. Nie mam jakiś uwarunkowań pod 500 czy pod 1500. Ja mogę jeździć wszystko i z tą myślą trenuję każdego dnia, bo jednak nasz sport jest na tyle losowy, że w pierwszym biegu może cię wykosić, po prostu, tak zwany ogórek. Oczywiście mam respekt do każdego przeciwnika, ale wiemy, o co chodzi. Na każdym dystansie doszukuję się szans na medal olimpijski i każda szansa jest, po prostu, bezcenna, więc każdy dystans staram się jeździć, po prostu, jak najlepiej potrafię i tyle, ile mam w nogach. Przede mną jeszcze 500 m i 1500 m, będę tam walczył zaciekle i wściekle.
Twój najlepszy, życiowy wynik, to ten z 1500 metrów?
- Chyba tak, bo na 1500 m zaliczyłem srebro w tamtym roku podczas World Touru. I musimy pamiętać, że w tamtym sezonie na każdym dystansie byłem w finale A i walczyłem o medale. Więc czemu nie mam tego powtórzyć za dwa, cztery czy sześć dni, taka prawda. I jestem tego w pełni świadom, ale też mam tyle luzu, że co życie da, to wezmę, po prostu.
Rozmawiał i notował Artur Gac, Mediolan














