Polska gwiazda nie owija w bawełnę. "Dzień mojego sądu. Być albo nie być"
- To już nie jest ten młodzieńczy wiek 20 lat, gdzie wszystko goi się jak na psie. Tylko kolana bolą, staw krzyżowo-biodrowy boli. Jeszcze nie mam trójeczki z przodu, ale zawodowy sport po tylu latach już się odzywa i wystawia cenę - mówiła Interii po niedawnych mistrzostwach Europy Andżelika Wójcik, nasza utytułowana łyżwiarka szybka, która na zimowych igrzyskach wystartuje na 500 m. Teraz wysłany z Inzell sygnał sprawia, że w rozmowie z Interią ręce zaciera szef misji Konrad Niedźwiedzki.

Generalnym sprawdzianem formy polskich panczenistów, ale nie tylko, był Puchar Świata w Inzell. Na niemieckiej ziemi, gdzie biało-czerwoni z lubością wykuwają formę w świetnych warunkach, kapitalną dyspozycję potwierdził przede wszystkim Damian Żurek, wygrywając sprint na 500 m (pokonał giganta Jordana Stolza i ustanowił rekord toru). Znakomicie spisała się także Kaja Ziomek-Nogal, która na tym samym dystansie także nie dała szans rywalkom (w drugim starcie zajęła trzecie miejsce).
Andżelika Wójcik "wróciła" w najlepszym momencie. "Można sobie tylko wyobrazić"
Świetny sygnał, będący bardzo obiecującym prognostykiem przed rozpoczynającymi się 6 lutego zimowymi igrzyskami olimpijskimi, wysłała także Andżelika Wójcik. Lubinianka najpierw wywalczyła piąte miejsce na 500 m, z minimalną stratą do podium, a w kolejnym starcie zajęła szóstą lokatę.
Umiarkowany powiew optymizmu, pod kątem czterokrotnej medalistki mistrzostw świata, oglądaliśmy niedawno w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie po raz pierwszy w Polsce odbyły się mistrzostwa Europy. Obie rodaczki, właśnie Wójcik i Ziomek-Nogal, zgotowały show w ostatniej parze. Pojechały w takim tempie, że Kaja sięgnęła po złoto, a Andżelika mogła cieszyć się ze srebrnego medalu. Ale radość była umiarkowana, gdy mierzyła się z pytaniem, czy to już ta forma, której poszukiwała.
- No nie wiem. Właśnie totalnie nie wiem. Rzeźbię w tym, co mam. Nie wiem, co trzeba by było zrobić, żeby to wróciło chociaż do poziomu z poprzedniego roku. Totalnie nie wiem. Po prostu każdy dzień się liczy i robię to, co mogę w danym momencie - mówiła.
Jako że z ust 29-latki padło wówczas wiele słów, czasami nieco rozbieżnych, Interia poprosiła naszą reprezentantkę, by skonkludowała to wszystko i powiedziała, w jakim jest miejscu.
- W optymalnym. Powiedzmy, że w miarę poukładałam sobie w głowie, że to już nie jest ten młodzieńczy wiek 20 lat, gdzie wszystko goi się jak na psie. Tylko kolana bolą, staw krzyżowo-biodrowy boli. Jeszcze nie mam trójeczki z przodu, ale zawodowy sport po tylu latach już się odzywa i wystawia cenę - mówiła wciąż młoda kobieta, ale w sporcie już mocno doświadczona i odczuwająca wyeksploatowanie organizmu.
Właśnie trochę kłopotów ze zdrowiem było powodem, który utrudniał podopiecznej trenera Piotra Wawnikiewicza optymalne wejście w sezon. Na trudny początek dla Wójcik w rozmowie z Interią zwraca uwagę dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Konrad Niedźwiedzki, który jednocześnie pełni rolę szefa polskiej misji olimpijskiej.
- Andżelika teraz wraca do swoich obrotów z zeszłego sezonu. Ona bardzo dużo przygotowań realizuje indywidualnie, ze względu właśnie na problemy zdrowotne, które w zasadzie non stop ją trapią. Przez to ciężko jest, aby trener mógł bez przerwy zmieniać plan. Dlatego akurat ona, powiedziałbym, ma wolniejszą rękę jeżeli chodzi o przygotowania, bo musi uważniej patrzeć na swoje zdrowie - jasno stawia sprawę medalista olimpijski z 2014 roku w drużynie.
Jeśli sytuacja na ostatniej prostej nie będzie utrapieniem rutynowanej panczenistki, Niedźwiedzki jest dobrej myśli. - Oby problemy ze zdrowiem teraz jej odpuściły, bo widać, że nawet mając pewne problemy, jest w stanie być piąta na Pucharze Świata. Można sobie tylko wyobrazić, na co byłoby ją stać, gdyby nic jej nie dokuczało. A właśnie to jest potrzebne, jeśli mówimy o ściganiu na najwyższym poziomie i walce o medale. Zawodnik musi mieć komfort zdrowotny, a co za tym idzie psychiczny, aby wszystko można było spiąć w całość - mówi nam dyrektor.
Czyżby życzenie szefa misji miało się spełnić w najlepszym, możliwym momencie? W ostatnich godzinach Wójcik opublikowała bardzo optymistyczny wpis.
Ostatnia fizjoterapia przed Mediolanem. Udało się w mega ekspresowym tempie wyleczyć wszystkie kontuzje, ale także w szybkim czasie wykryć nowe przeciążenia i im zapobiec
Wójcik zapowiada odważnie, że do Włoch wybiera się spełniać swoje sportowe marzenia. - Żeby jeszcze szczęście było przy mnie 15 lutego. Dzień mojego sądu (śmiech). Być albo nie być - mówiła rekordzistka kraju w gronie dziennikarzy.
Jej rutynę widać także w podejściu do faktu, że w Mediolanie przyjdzie zawodnikom rywalizować na torze tymczasowym, którego charakterystyka może być nieco specyficzna. Juniorzy, którzy tam już startowali, nadali podobieństwo nawierzchni do tej z Tomaszowa Mazowieckiego, ale jak będzie w rzeczywistości, to się dopiero okaże. Czy jednak warto się nad tym rozwodzić?
- Ja myślę, że zawodnik powinien skupić się na tym, co może treningowo zrobić, by forma była optymalna, a nie liczyć na nic szczególnego. Starać kontrolować się to, na co ma się wpływ. A na warunki lodowe za bardzo nie mamy. Myślę, że każdy tam pojedzie wykonać swój plan, a nie do końca bić się z czynnikami, na które nie mamy wpływu - rozsądnie postawiła sprawę Andżelika Wójcik.









![LM: Benfica - Real Madryt. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MCJFCTML8D4H5-C401.webp)



