Polska gwiazda nie gryzie się w język. Przegrała medal i wypaliła wprost
- Smutek czy rozczarowanie? Złość. Głównie złość. Jest mi po prostu smutno, bo uważam, że było mnie stać na więcej - mówi Aleksandra Król-Walas, która na ćwierćfinale zakończyła swoje zmagania na trasie snowboardowego slalomu giganta równoległego zimowych igrzysk na stoku w Livigno. Dla naszej reprezentantki to była już czwarta olimpiada, którą kończy z niedosytem. Czy da sobie szansę po raz piąty?

W kwalifikacjach Aleksandra Król-Walas z piątym wynikiem awansowała do pucharowej rozgrywki. Nasza dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata z 2023 i 2025 roku uzyskała wynik 1.33,18.
Król-Walas dokładnie opowiedziała o błędzie. To pogrzebało jej szanse
Następnie w 1/8 finału Polka wyprzedziła Kanadyjkę Aurelie Moisan o 0,36 s. Rozczarowanie przyszło, gdy rozstrzygała się walka o strefę medalową, a do postawienia został ostatni krok. Polka przegrała z reprezentantką gospodarzy Lucią Dalmasso o 0,26 s. Tą samą, która później wystąpiła w małym finale i wywalczyła brązowy medal.
- Niestety taki jest ten sport, że ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Szkoda, bo prowadziłam cały czas ten przejazd, ale jeden błąd przed samą metą zdecydował, że to nie ja zdobyłam medal, tylko Włoszka - kręciła głową 35-latka. Na czym konkretnie polegał błąd, popełniony przez polską kandydatkę do miejsca na podium?
- Poczułam jej oddech na plecach. A wiedziałam, że trasa czerwona na dole jest troszkę szybsza, więc chciałam pojechać jak najbliżej tyczki. A tam był już stożek śnieżny, w który uderzyłam i się wyprostowałam, a to było na płaskim. Jak wiemy, są opory powietrza i przed metą wytraciłam prędkość. Wjeżdżając na metę już wiedziałam, że nic z tego nie będzie - gorzko stwierdziła.
Jest też coś takiego w sporcie, co nieraz decyduje zwłaszcza na najwyższym poziomie, jak dyspozycja dnia. Interia zapytała Król-Walas, czy dzisiaj czuła dobrą energię.
- Dobrze się czułam, ogólnie podobał mi się ten stok, warunki były bardzo dobre. Może trasa nie była aż tak ustawiona pode mnie, bo bardzo na wprost, ja wolę jeździć bardziej carvingiem, ale u nas trzeba dać sobie radę z wszystkim. Nigdy nie wiadomo, co będzie na zawodach, bo jest losowane, który trener stawia. Nam pozostaje tylko oglądnąć trasę i później po niej jechać - wyjaśniła.
- Pewnie przez kilka dni będę zła, ale muszę sobie po prostu odpocząć, bo jeszcze pozostały Puchary Świata, które trzeba dokończyć. Natomiast już jutro wyjeżdżam z igrzysk - obwieściła nasza snowboardzistka. Od razu na duchu podniosły ją słowa jej najbliższych, czyli rodziny. - Przyszli tutaj i mi kibicowali. A teraz powiedzieli, że nic się nie stało, dla nich i tak jestem wielka. Fajnie jest mieć takie wsparcie - w końcu się uśmiechnęła.
Czy w przypadku naszej rutynowanej zawodniczki jest szansa, że w grę wejdą plany, związane z igrzyskami w 2030 roku? - Dzisiaj o tym nie myślę. Na razie skupiam się na tym, by dokończyć sezon. A głównie to myślę o tym, aby na razie odpocząć - skwitowała.
Wciąż najlepszym polskim wynikiem w ZIO w snowboardzie może pochwalić się Jagna Marczułajtis-Walczak (4. miejsce w Salt Lake City 2002).
Z Livigno - Artur Gac















