Polka na igrzyskach urządziła "imprezę". Wszystkie oczy na naszą gwiazdę. Wynik sezonu
Natalia Czerwonka, jak przystało na chorążą polskiej reprezentacji olimpijskiej, z bardzo dobrej strony pokazała się w hali lodowej w Mediolanie. Nasza weteranka zajęła 15. miejsce, a czasem 1.16,09 udowodniła, że warto było wrócić na piątą w karierze imprezę czterolecia. - Wczoraj byłam bardzo, bardzo zestresowana na treningu, a dzisiaj było super. Byłam nie tyle pewna siebie, bo bym skłamała, ale chciałam się cieszyć, że tutaj jestem - mówiła 37-latka.

Wznowiłaś karierę, by wystąpić na swoich piątych igrzyskach. Jak wrażenia?
Natalia Czerwonka: - Jak po dobrej imprezie (śmiech). Naprawdę! Wczoraj byłam bardzo, bardzo zestresowana na treningu, a dzisiaj było super. Byłam nie tyle pewna siebie, bo bym skłamała, ale chciałam się cieszyć, że tutaj jestem. Tą atmosferą, wszyscy mi tak naprawdę pomagali i mnie wspierali. Przyszła cała ekipa, bo to pierwszy start łyżwiarzy. Przyszedł nawet ksiądz Andrzej, więc jest naprawdę super atmosfera w naszym teamie.
Przyszedł nawet Jake Paul, ukochany złotej medalistki Jutte Leerdam.
- Co tam z Jakiem Paulem, jak my mamy księdza.
Ksiądz i "impreza", to chyba nie do końca po drodze.
- A co, księdza zabierzemy na imprezę. Kto powiedział, że ksiądz nie może iść z nami? (śmiech).
Co najbardziej rzutowało wczoraj na presję?
- Stresowałam się tym, że jechałam kółko na czas i nie wiedziałam, jak ono wypadnie. Było też mało ludzi na torze. Wczoraj aż trzęsły mi się nogi. A dzisiaj było bez falstartu i było fajnie.
Na ostatniej rundzie mocno przyspieszyłaś. Jakby jeszcze było z 200 metrów, to może po swojej parze wskoczyłabyś na pierwsze miejsce.
- Będę miała taką szansę za jedenaście dni na 1500 metrów. Jestem zawodniczką, która niestety wolniej się rozpędza. I wiedziałam, że druga część dystansu będzie dla mnie bardzo ważna, muszę na niej cisnąć. I naprawdę wszystko, co sobie zaplanowałam, to zrobiłam. Przegrałam o 0,2 z mistrzynią Europy z Czech. Ja naprawdę zaliczyłam świetny przejazd!
Jak w końcu z tym torem - jest szybki czy wolny?
- To było bardzo szybkie moje 1000 m. Takie, jakie przejechałam na Pucharze Świata w Heerenveen. Na pewno tego lodu tak się nie czuje. Mamy przy sobie psycholog Alę Nowacką, też z nią wczoraj rozmawiałam. Wystarczy mi 15 minut, gdy ktoś da jakąś wskazówkę, a ty zdasz sobie sprawę, ile ona znaczy. Wszystko jest w naszych głowach. Bardzo, bardzo się cieszę.
Zrównałaś się z Katarzyną Bachledą-Curuś pod względem występów na zimowych igrzyskach. I co teraz?
- A kto powiedział, że trzeba ten wynik przebić? (śmiech). Nie trzeba. Ja mam inne zadania, inne cele. Na pewno jestem jedyną zawodniczką w łyżwiarstwie szybkim, która prowadzi swój klub sportowy i zarządza tym wszystkim. Poświęciłam dwa lata i wszystkie swoje dzieci na to, żeby tutaj się pojawić. Dziękuję im wszystkim za wsparcie, bo niesamowitą rolę odegrali ich rodzice, którzy logistycznie wspierali wszystkie wyjazdy.
- Dopiero co wczoraj skończyło się zimowisko, którego w tym roku kompletnie nie planowałam, a dzieci i rodzice sami to zorganizowali. Tak że oni kochają ten sport, kochają mnie, bo wiem to, więc muszę do nich wracać.
Czy masz jakąś podpowiedź z toru do przekazania kolegom i koleżankom?
- Oni tutaj trenują, więc nie potrzebują mojego feedbacku. Najważniejsze to, aby być pewnym siebie, wierzyć w to co się robi i kocha. Mam nadzieję, że ja pokazałam, iż kocham łyżwiarstwo szybkie, sprawia mi to ogromną radość.
Z Mediolanu - rozmawiał i notował Artur Gac











