Polak zaatakował z piątego miejsca w ćwierćfinale, ale co stało się potem. Szalony półfinał
Short track należy do tych dyscyplin olimpijskich, w których w teorii najłatwiej o potencjalne niespodzianki. Wystarczy powiedzieć, że jedyną w historii obronę tytułu u panów mieliśmy jeszcze w poprzednim wieku, gdy w latach 1992 i 1994 na dystansie 1000 metrów najlepszy był Kim Ki-hoon. Próżno szukać także na liście medalistów Polaka. Ten stan rzeczy chciał zmienić Felix Pigeon na dystansie 500 metrów. Nie udało się, choć emocji nie brakowało. Polak odpadł jednak w półfinale i ostatecznie zajął ósme miejsce, co jest najlepszym wynikiem w historii polskiego short tracku na igrzyskach.

Największe z polskich szans medalowych na tych igrzyskach zdają się być już za nami. Tych upatrywaliśmy przede wszystkim na torze dla panczenistów i panczenistek. Ostatecznie jeden medal zdobyty na obiekcie w Mediolanie, to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale rekompensata przyszła z Predazzo.
Tam bowiem niesamowite niespodzianki raz za razem sprawiał Kacper Tomasiak. Każdy medal 19-latka był nieoczekiwany i stanowił pewnego rodzaju zaskoczenie. Z pewnością największe ten na skoczni dużej gdzie w treningach brakowało mu błysku i wyżej oceniano szanse Kamila Stocha.
Felix Pigeon w finale B. Wielkie emocje z udziałem Polaka
Ostatecznie Tomasiak sprawił przemiłą niespodziankę. Na takie też musimy liczyć w dalszej części imprezy czterolecia. Wydaje się, że nie ma lepszego miejsca na nieoczekiwane wyniki niż tor dla zawodników rywalizujących w short tracku, który potrafi wręcz szokować końcowymi rozstrzygnięciami.
Na starcie wyścigu na 500 metrów mieliśmy swojego reprezentanta Felixa Pigeona. 23-latek jechał w ostatnim - czwartym ćwierćfinale. Jego bieg rozpoczął się dla naszego reprezentanta źle. Felix został na początku z tyłu, ale ostatnie dwa okrążenia były dla niego bardzo udane.
Najpierw wyprzedził jednego z rywali, korzystając z wewnętrznej części toru, a potem skorzystał z tego, że jego konkurenci bili się o drugą lokatę i sam wjechał na metę jako drugi. To oznaczało, że zobaczymy Polaka w jednym z półfinałów. Felix pojawił się na starcie pierwszego z nich.
Nasz zawodnik znów wystartował tak, że można było mieć pewne zastrzeżenia. Po pierwszych dwóch okrążeniach wydawało się, że nie ma szans na awans do finału. Los pomógł jednak Polakowi, bo dwóch jego rywali znalazło się na tafli lodu i dzięki temu Felix dojechał na metę jako trzeci z szansa na awans z czasem 41:026. Pozostało oczekiwanie na drugi półfinał.
Niestety czas trzeciego zawodnika z drugiego półfinału był lepszy od tego, który uzyskał nasz łyżwiarz, a to oznaczało, że Felix pojedzie w finale B i powalczy o miejsca od 6 do 10, a nie o medale. Tym razem bieg ułożył się zupełnie inaczej, bo nasz zawodnik od startu utrzymywał drugie miejsce.
Niestety na trzecim okrążeniu doszło do niefortunnego zdarzenia z udziałem Polaka. Pigeon bowiem był zamieszany w "stłuczkę" z rywalem i niestety stracił swoją pozycję, wypadając z walki o najwyższą lokatę. Ostatecznie na metę wjechał jako trzeci, a sędziowie po przeanlizowaniu incydentu nie zdecydowali się go ukarać.
W związku z tym nasz zawodnik w finale B zajął trzecie miejsce, ale na ostatecznej liście wyników uplasował się na ósmej lokacie, co jest najlepszym wynikiem w historii polskich występów olimpijskich w short tracku. Wygrał Steven Dubois, drugie i trzecie miejsce przypadło Holendrom.












