Polak wrócił z igrzysk i nie wytrzymał. Gromy w działaczy, padły wulgaryzmy
Z czterema medalami reprezentanci Polski wrócili do ojczyzny z tegorocznych igrzysk olimpijskich. O ile cieszyli się skoczkowie oraz panczeniści, o tyle ogromna wściekłość panuje wśród kadry saneczkarskiej. Poruszenie rozpoczęły Dominika Piwkowska oraz Nikola Domowicz. Kilka dni później oliwy do ognia dolał Mateusz Sochowicz. Doświadczony zawodnik na łamach WP SportoweFakty nie miał litości dla działaczy. A wywiad zaczął od mocnego stwierdzenia. "Przynosi mi to więcej frustracji i nerwów niż przyjemności. Po prostu jestem wkur..., gdy o tym myślę" - wypalił.

Działacze odpowiedzialni za polskie saneczkarstwo nie mają ostatnio najlepszej prasy. Sportowcy reprezentujący nasz kraj na igrzyskach w końcu przerwali milczenie i wprost poinformowali kibiców jak dokładnie wygląda obecna sytuacja. Pierwszy na temat sprzętu wypowiedział się duet Dominika Piwkowska - Nikola Domowicz. Tuż po zajęciu szóstego miejsca w rywalizacji dwójek zawodniczki wyłożyły kawę na ławę. "Mają dziewięć lat i przy starcie skrzypią, jak stara szafa" - wyznały na temat sanek.
Zdecydowanie gorzej na Półwyspie Apenińskim poszło Mateuszowi Sochowiczowi. Wrocławianin nie dostał się nawet do finałowego ślizgu, kończąc zmagania na 21. lokacie. W Italii aż kipiał ze złości. Po powrocie do ojczyzny sytuacja nie uległa zmianie. Najlepszy na to dowód? Wtorkowa rozmowa z WP SportoweFakty. Pierwsze słowa 29-latka przytoczyliśmy na wstępie. Dalej nie było wcale lepiej. "Chciałbym mieć choćby cień szansy na wygrywanie poszczególnych zawodów. Marzy mi się sytuacja, w której przy doskonałym przejeździe walczyłbym o podium" - mówił.
Znów oberwało się działaczom. Podobnie jak w przypadku Dominiki Piwkowskiej i Nikoli Domowicz, pojawił się temat sprzętu. Mateusz Sochowicz dostał co prawda nowe sanki, lecz w jego przypadku problem leży gdzie indziej. "Roztoczono przede mną wizję, która nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Byłem naiwny i uwierzyłem w bajkę. Dostałem nowe sanki, ale co z tego, skoro sposób przygotowania płóz w ogóle się nie zmienił? Wciąż nie mamy żadnej wiedzy czy pomocy z zewnątrz. Przed zawodami ścinam je na podstawie tego, co mi się wydaje" - dodał.
Sochowicz nie bał się tego powiedzieć. Szczerze o polskich działaczach
"Poza trenerem nikt nie interesuje się tym, jaki mam sprzęt. Związek powinien podejmować współpracę z Politechnikami, ulepszać nasz sprzęt i pchać dyscyplinę do przodu" - wskazał następnie najlepsze dla wszystkich rozwiązanie. Ale na tym nie skończyły się ciosy wymierzone w działaczy. "Gdy przychodzimy, by z nimi porozmawiać, od ośmiu lat słyszymy ciągle tylko jedno: 'działamy tak, by wybudować tor'. Dzisiaj chce mi się już tylko z tego śmiać. Wiemy, że nikt z obecnej kadry nie doczeka tego toru. Wolałbym, żeby ktoś zajął się pomocą dyscyplinie tu i teraz, a nie tylko marzył" - podsumował.
Nie wiadomo, czy Mateusz Sochowicz pojawi się za cztery lata na igrzyskach. Znów krążą mu w głowie myśli związane z końcem kariery. "Jestem już tym zmęczony" - zaznaczył w pewnym momencie.













