Polak rusza do walki o złoto, a tu zaskoczenie. Mistrz olimpijski ujawnia
- Damian Żurek ostatnio w Pucharze Świata wygrał ze Stolzem. I to jest duże przełamanie psychologiczne. Był już bardzo blisko na Pucharze Świata w Hammer, gdzie przegrał na tysięczne. Najważniejsze, iż pokazał, że może go pokonać i dziś to Amerykanin w jakiś sposób się go obawia - zaciera ręce obecny w Mediolanie Zbigniew Bródka. Słowa mistrza olimpijskiego (1500 m) z Soczi są doskonałym prognostykiem przed dzisiejszym finałem na 1000 m w łyżwiarstwie szybkim.

Przebieramy nogami, bo przed nami - na łyżwiarskim torze - lada moment rozgrywka o medale na 1000 m. Są przesłanki, że z Polakami w roli głównej, a wystartują Damian Żurek, Marek Kania i Piotr Michalski (początek o godz. 18:30).
Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski: - Mam nadzieję, że wyjdą tutaj w pełni skoncentrowani i z formą, jaką prezentowali podczas tego sezonu.
Liczymy przede wszystkim na Damiana Żurka. Dzisiejszy dzień oraz 14 lutego (500 m) to daty w kalendarzu, które trzeba zakreślić. Będzie medal? Będą dwa medale? Jak ty to czujesz? Wiadomo, że jest mega faworyt na obu dystansach, czyli Amerykanin Jordan Stolz.
- Dobrze żeby wykorzystał szanse. Cieszę się bardzo, że ma dwie. Ja ze swoich trzech szans wykorzystałem dwie, tak że jeżeli z dwóch wykorzysta jedną, to będziemy bardzo szczęśliwi. Bo tak naprawdę tutaj każdy chce zdobyć ten medal i każdy o tym marzy. Damian ma chłodną głowę, jest dość spokojny po tych wszystkich wypowiedziach, po tych rozmowach z nim. Wydaje się, że jest w stanie tę dyspozycję też dotrzymać do końca i po tym, jak rozmawiamy tutaj z trenerami, on reprezentuje naprawdę dobrą formę przed samym startem. Jeżeli nic się nie wydarzy, a mam nadzieję że tak będzie, to będziemy się cieszyć z medalu.
Uściślijmy od razu, na którym dystansie?
- Ja bym widział bardziej na 500 metrów, chociaż nie jest bez szans na 1000 metrów.
Co powie pan o Jordanie Stolzu? Jaka jest charakterystyka tej amerykańskiej gwiazdy, czyli zawodnika, który w pierwszej linii może powstrzymać Damiana.
- Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że Damian ostatnio w Pucharze Świata z nim wygrał. I to jest duże przełamanie psychologiczne. Był już bardzo blisko na Pucharze Świata w Hammer, gdzie przegrał na tysięczne. Najważniejsze, iż pokazał, że może go pokonać i dziś to Amerykanin w jakiś sposób się go obawia. Chociaż on będzie miał tych szans dużo, dużo więcej, bo startuje na 500 m, 1000 m i 1500 m. Do tego jeszcze ma bieg masowy i być może w drużynie, tak że Amerykanin chce zdobyć co najmniej cztery medale.
Jakie ogólnie ma pan wrażenia z tych igrzysk olimpijskich? Porównując do wcześniejszych, choćby tych ze swoim udziałem, czym wyróżniają się Włochy? Co jest na plus, a co na minus?
- Jeżeli chodzi o tor, to jestem pozytywnie zaskoczony, że jest mimo wszystko szybszy niż zakładaliśmy. Na ten moment można tu pojechać po olimpijskie rekordy. Zostali ściągnięci Kanadyjczycy, którzy robią lód najlepiej na świecie. Tak że jest troszeczkę na plus, jeżeli chodzi o warunki lodowe. Chociaż, jak rozmawiam też z trenerami i zawodnikami, to warunki nie dla każdego odpowiednie.
A jak widzi pan szanse Kai Ziomek-Nogal - realnie stać ją na brązowy medal?
- Myślę, że generalnie każdy medal, niezależnie od koloru, byłby dla niej dużym sukcesem. Wiadomo, że najlepiej jest wygrywać, sam doskonale to wiem, ale wydaje mi się, że będziemy zadowoleni, jak będzie miała nawet brązowy. Życzę jej oczywiście jak najlepiej. Sytuacja jest taka, że to będzie bieg sprinterski, więc każdy błąd może kosztować nawet wypadnięcie poza strefę medalową.
Pewnie dochodzą do pana informacje, że jest szansa na starty masowe. Podobno jest sporo rezygnacji. Gdybyśmy wskoczyli do stawki, to jest jakakolwiek szansa na podium?
- W biegu masowym zawsze jest szansa, bo tak naprawdę dużo zależy od taktyki i tego, jak taki bieg będzie się rozgrywał. Jeżeli nawet nie jest się faworytem, to i tak stanąć na podium. Z racji tego, że jeżeli pójdzie ucieczka i peleton ją zlekceważy, można dojechać do samego końca. Zdarzały się takie przypadki podczas igrzysk, bo każdy tutaj jak gdyby jedzie zachowawczo i patrzy na siebie i tak naprawdę nie chce kogoś dowozić, jak jest ucieczka. Innymi słowy tu może się zdarzyć naprawdę wszystko.
Rozmawiał i notował - Artur Gac, Mediolan














