Polak o włos od medalu, prezes reaguje. "Nie będę tego ukrywał"
W środowy wieczór oczy polskich kibiców były zwrócone na arenę Rho Fiera Milano. Nasz łyżwiarz szybki Damian Żurek miał realną szansę medalową, ale niestety skończyło się na czwartym miejscu. Ten wynik skomentował w czwartkowy poranek na antenie radia RMF24 prezes PZŁS Rafał Tataruch. Nie ukrywa, że liczył na zdobycie krążka, ale wierzy, że najlepsze jeszcze przed nami, zapowiada mocną walkę na 500 metrów. Z kolei decyzję Piotra Michalskiego o niepowtarzaniu biegu określił jako "mądrą".

Damianowi Żurkowi w rywalizacji na 1000 metrów do olimpijskiego podium zabrakło 7 setnych sekundy, uplasował się na czwartej pozycji. Wygrał Jordan Stolz, srebro dla Jenninga De Boo, a brąz dla Zhongyana Ninga. Czuć wielki niedosyt, bo zawodnik urodzony w Tomaszowie Mazowieckim jest drugi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na tym dystansie, w pierwszej części dystansu miał międzyczas na srebro. Później zabrakło mu trochę sił.
Do tego smutnego rozstrzygnięcia odniósł się w czwartkowy poranek w radiu RMF24 prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch.
- Tak to się poskładało. że nasz zawodnik miał bardzo słabego przeciwnika, Marten Liiv jechał bardzo słabo, skończył bodajże 14. Nie dał dobrej zmiany na tej prostej krzyżówkowej, gdzie zmienia się tory. Damian musiał zwolnić, na czymś takim ucieka nawet jedna dziesiąta, to się później kumuluje, trzeba się rozkręcać. Gdyby pojechał ze Stolzem czy De Boo albo Chińczykiem, który pięknie pojechał, to pewnie mielibyśmy medal. Cóż, takie jest losowanie - zaczął działacz.
Też liczyliśmy na ten medal, nie będę ukrywał. 7 setnych to jest kilka centymetrów, to jest nic
Żurkowi na tych igrzyskach pozostają jeszcze zmagania na 500 metrów, a na tym sprinterskim dystansie czuje się najlepiej.
- Tak, to widać. Miał najlepsze otwarcie, czyli te kilkaset metrów. To pokazuje, że jest w niesamowitym gazie. Na 500 m kilka razy pokonywał Stolza, nawet ostatnimi czasy - podkreślił.
Tataruch zabrał także głos na temat Piotra Michalskiego, który zajął dopiero 25. miejsce. Miał pecha, bo podczas przejazdu został zablokowany przez Austriaka Gabriela Odora.
- Michalski podjął bardzo mądrą decyzję. W samotnym biegu, po wszystkim, po koncentracji, emocjach... Mógłby zrobić show kibicom, ale nie znam przypadku, żeby komukolwiek udało się poprawić wynik w takich okolicznościach. Musi zapomnieć, nie rozdrapywać tego wszystkiego. Rozmawiałem z nim chwilę, wyglądał bardzo dobrze, uśmiechnięty, zadowolony. To jest domena profesjonalnych sportowców, szybko muszą zapominać o tym, co się stało. Jeśli jest jakiś błąd do przeanalizowania to się to robi, ale tu nie było błędu. Chińczyk zajechał mu drogę. Było, minęło, zamykamy ten temat - zakończył.














