Polacy polowali na rekord na igrzyskach. Zabrakło tylko 0,01 sek.
Była zmiana partnera. Była wykonana naprawdę ogromna praca. Wszystko po to, by polska dwójka saneczkarka w końcu zawitała do ósemki zimowych igrzysk olimpijskich. Nie udało się. To był najgorszy występ od lat, ale Polakom nie można odmówić walki. Byli nawet blisko pobicia rekordu. Wojciech Chmielewski i Michał Gancarczyk po bardzo dobrym pierwszym ślizgu, w drugim kłopoty mieli już na starcie. Teraz nie wiadomo, jaka będzie przyszłość tego pierwszego. Nie jest wykluczone, że odejdzie z saneczkarstwa.

W skrócie
- Wojciech Chmielewski i Michał Gancarczyk zajęli 13. miejsce w dwójkach saneczkarskich podczas igrzysk olimpijskich.
- Polakom zabrakło 0,01 sekundy do ustanowienia rekordu startu na torze w Cortinie d'Ampezzo.
- Chmielewski rozważa zakończenie kariery sportowej, a Gancarczyk debiutował w igrzyskach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W dwóch poprzednich zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu i Pekinie Wojciech Chmielewski, jeżdżący wówczas z Jakubem Kowalewskim, zajmował 12. i dziewiąte miejsce.
Przed tym sezonem Chmielewski postanowił, że nie chce już jeździć z Kowalewskim. Obaj byli młodzieżowymi mistrzami świata i stawali na podium Pucharu Świata. Całą sytuację wyjaśnialiśmy dokładnie na łamach Interia Sport. Do dwójki wskoczył młody, bo jeszcze 19-letni, Michał Gancarczyk. I skończyło się na 13. miejscu.
Polacy zapolowali na rekord. Zabrakło tylko 0,01 sek. "Nie wiem, co się stało"
Polacy po pierwszym ślizgu zajmowali 11. miejsce. Byli zadowoleni po tym przejeździe. W drugim jednak problemy zaczęły się już na starcie.
- To było wyjście do tyłu. Nie wiem, co się stało. Sanki po prostu podskoczyły. Niestety nami zamiotło. To nie była jednak duża przeszkoda - mówił Chmielewski.
I rzeczywiście. Biało-Czerwoni zanotowali trzeci czas startu w tym ślizgu. W pierwszym mieli nawet drugi. W tym elemencie mieliby medal. Tyle że jeszcze trzeba to wykorzystać w czasie zjazdu lodową rynną.
Chcieliśmy zrobić rekord startu na tym torze. Poszliśmy bardzo mocno. W pierwszym ślizgu lekko puściły mi ręce. Przy drugim trochę zwolniłem. Nie ogarnąłem tego. Ta wieża taka jest, że czasem płata takie figle
Polakom do ustanowienia rekordu startu na tym torze zabrakło 0,01 sek.
Rywale odskoczyli. Wszystko rozbija się o sprzęt
To, co najgorsze, zdaniem naszego saneczkarza rozegrało się na 11 wirażu "Cristalo".
- Było zbyt idealnie. Weszliśmy świetnie w ten zakręt. Nie było jednak fali. W tym momencie, kiedy powinien odsterowywać, to powinienem czuć taką siłę, która mnie lekko unosi. A tego nie było. Pogubiłem się. Nie wiedziałem, czy to już ten moment, by zacząć sterować. Ostatecznie to przeciągnąłem. Za późno mieliśmy falę, a przez to byliśmy za wysoko na końcówce i nie trafiliśmy z wyjściem. Moim zdaniem świetnie uratowaliśmy ten zakręt, bo to było jednak dosyć mocne uderzenie w bandę. Wyszliśmy z tego, ale to były zbyt duże starty. My odczuwamy je bardzo mocno. Bardziej niż inne drużyny, które mają lepszy sprzęt. Chcieliśmy, by było lepiej. Po to były te zmiany przed sezonem. Jestem rozczarowany tym drugim przejazdem - opowiadał Chmielewski.
Jestem zaskoczony dyspozycją Kanadyjczyków, czy Słowaków. Byli poza naszym zasięgiem. Przede wszystkim sprzętowym. Potrzebny jest nam przede wszystkim tor, a jak nie go nie będzie, to musimy mieć kogoś, kto będzie badał, sprawdzał i szukał w sprzęcie. Jeździmy na niemieckich kilkuletnich sankach. Owszem, miska jest super. Ale trzeba szukać metalu. Wszyscy kombinują i ciągle słyszymy: materiał, materiał, materiał
W Polsce mamy znakomitych inżynierów. Aż trudni uwierzyć, że jednak tak trudno jest współdziałać na rzecz sportu. To jednak pewnie kwestia pieniędzy, a zdaje się, Polski Związek Sportów Saneczkowych ich po prostu nie ma.
- Fajnie byłoby w polskim saneczkarstwie w końcu pójść w nowoczesne technologie - przyznał Chmielewski.
Koniec kariery Wojciecha Chmielewskiego?
On sam nie wie, jaka będzie jego przyszłość. Nie jest wykluczone, że rozstanie się ze sportem, w którym ciągle musi się o coś prosić.
- Nie wiem, czy w ogóle będę jeździł. Jeśli nie ma perspektywy rozwoju, mimo tego, że daje z siebie wszystko - zakończył Chmielewski.
19-latek zadebiutował w igrzyskach. Jeszcze rok temu nawet o tym nie myślał
Jego partnerem w dwójce był zaledwie 19-letni Michał Gancarczyk. On rok temu nawet nie marzył o starcie w igrzyskach.
Jeszcze rok temu nie pomyślałbym o tym, że będę na igrzyskach. Życie jednak jest nieprzewidywalne. Przytrafiła się taka okazja. Bardzo ciężko przepracowaliśmy całe lato. Zostaliśmy jedną z najszybszych dwójek na świecie, jeśli chodzi o start. Mimo różnych przeciwności losu wystąpiliśmy w igrzyskach i nasz pierwszy ślizg był bardzo dobry, a w drugim mieliśmy lekkie problemy
- Debiutowałem, ale nie było stresu. Byłem dość wyluzowany, ale to zasługa tego, że mam bardzo dobrego pilota, który jest doświadczonym zawodnikiem. I to mnie uspokajało - dodał.
Dla 19-latka ten występ w Cortinie d'Ampezzo może być przełomem. Sam przyznał, że start w igrzyskach napędził go na tyle, że będzie dążył do tego, by być jeszcze lepszym w jedynkach lub dwójkach.
Z Cortiny d'Ampezzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














