Oficjalne stanowisko ws. Semirunnija. Szef misji olimpijskiej zabrał głos
Szef polskiej misji olimpijskiej Konrad Niedźwiedzki po dzisiejszym starcie masowym nie tylko wypowiadał się o bieżącym wyniku, a także generalnym występie polskich "łyżew szybkich" na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie. Dodatkowo również uzasadnił, co spowodowało, że rola chorążego w naszej reprezentacji na ceremonię zamknięcia imprezy została powierzona Władimirowi Semirunnijowi. Wicemistrzowi olimpijskiemu partnerować będzie Gabriela Topolska.

Jaka jest twoja ocena sobotniego występu Władimira Semirunnija w półfinale wyścigu masowego, z którego nie awansował do finału?
Konrad Niedźwiedzki: - Władimir nie ma doświadczenia w tym biegu, ale był bardzo aktywny, walczył, zdobył ten punkcik. Finalnie nie wystarczyło, ale robił co mógł. Widać, że na wirażach trochę trudności sprawiały te ostre łuki, ale nie widać było tego, że był nieobjeżdżony. Liczyliśmy może, przy odrobinie większej ilości szczęścia, na awans. Nie było daleko, ale...
Orientujesz się, jaka była była taktyka?
- Musiał jechać na odjazd. Wydaje mi się, że był jeden taki moment, w którym mógł odjechać z Austriakiem na plecach, ale z jakiegoś względu nie pojechali. A taktyka, po tych wszystkich wydarzeniach z wczoraj (chodzi o wypadek Kamili Sellier - przyp.), była też taka, żeby dojechać w jednym kawałku, bo jeszcze mamy mistrzostwa świata. I na nich też się koncentrujemy. Natomiast oczywiście, jeżeli jest "kwota", czyli była możliwość wystąpienia w mass starcie, to Władimir fajnie się zmotywował i chciał tutaj wystartować.
Zdecydowaliście, że podczas ceremonii zamknięcia igrzysk Władimir będzie chorążym.
- Tak, jak komunikowaliśmy przez dział komunikacji PKOl, Władimir i Gabriela Topolska będą chorążymi podczas ceremonii zakończenia igrzysk.
Ale skąd ten wybór? Czym się kierowaliście?
- Władimir i Gabriela są olimpijskimi debiutantami. Ponadto Władimir jest jedynym medalistą w kadrze, który będzie obecny. Sporo zawodników też wyjechało, więc ogromnego wyboru z tych, którzy mogliby pójść, nie mieliśmy. Ale są debiutanci, mamy medalistę, tak że taka poszła decyzja.
Była jakaś burza mózgu? Głosowaliście nad tym? Była jakaś inna, porównywalna kandydatura?
- Nie.
Chodziło o to, żeby go docenić ze względu na to, że czuje się u nas jak w domu, czy w ogóle nie było tego tematu?
- Władek jest przede wszystkim medalistą olimpijskim. Jedynym medalistą, który pójdzie w naszych szeregach podczas ceremonii zamknięcia igrzysk. Więc to jest główny powód. Kacper Tomasiak jest w Polsce. Jak wspomniałem, zarówno Władek, jak i Gabi są debiutantami, więc chcieliśmy też jakby wyróżnić młodych zawodników.
A jaka jest twoja ogólna ocena dorobku łyżew szybkich na igrzyskach? Kończycie z jednym medalem.
- Na pewno wyjeżdżamy z tym, po co przyjechaliśmy, czyli z medalem. Patrząc tylko na tę wąską działkę, czekaliśmy lata i w końcu, po 12 latach, mamy medal. Mamy wysokie miejsca, wiele miejsc punktowanych. Oczywiście pamiętamy dwa czwarte miejsca Damiana Żurka, do tego wysokie Kai Ziomek-Nogal, Marka Kani oraz Feliksa Pigeona. Chciałoby się, żeby choć jedno z miejsc punktowanych sprinterów zamienić na medal i wtedy byłby to bardzo wysoko oceniany start, może wręcz idealny. Natomiast zostaje mały niedosyt, ale są to w dalszym ciągu bardzo wysokie miejsca. Dają nadzieję na to, że łyżwy dalej będą się rozwijać i iść do przodu.
W Mediolanie rozmawiał i notował - Artur Gac














