Mógł startować w innych krajach, a wybrał Polskę. "Postawił w życiu wszystko na jedną kartę"
Władimir Siemirunnij przeszedł do historii polskiego sportu. Został pierwszym naturalizowanym medalistą zimowych igrzysk olimpijskich. Początkowo chciał trenować w innych krajach, ale nikt nie wysłał mu odpowiedzi. Zdecydował się zatem na Polskę. Skusiła go osoba Pawła Abratkiewicza, który przez wiele lat był trenerem kadry w Rosji. Siemirunnij opuścił swój kraj zaraz po tym, jak Rosja napadła na Ukrainę. Dziś jest polskim bohaterem.

To jedna z piękniejszych sportowych historii tegorocznych zimowych igrzysk olimpijskich. Władimir Siemirunnij zdobył właśnie srebrny medal w wyścigu na 10 000 metrów w łyżwiarstwie szybkim. To siódmy krążek olimpijski dla Polski w historii igrzysk.
23-latek jest jednym z tych sportowców, którzy po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę postanowili reprezentować barwy innego kraju. On wybrał Polskę, choć chciał trafić bardziej na zachód. Przyciągnęła go osoba trenera Pawła Abratkiewicza, który wiele lat pracował z kadrą Rosji, a wtedy był szkoleniowcem reprezentacji Polski. Obecnie prowadzi panczenistów Kazachstanu.
Paweł Abratkiewicz: postawił w życiu wszystko na jedną kartę i opłaciło mu się to
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Gratuluję medalu.
Paweł Abratkiewicz: - Ale nie mnie się należą gratulacje.
Ale przecież byłeś jednym z trenerów Władimira. Cząstka tego medalu należy też do ciebie.
- Ogromnie się cieszę, że Władek zdobył ten medal. On sobie w pełni na niego zasłużył. Postawił w życiu wszystko na jedną kartę i opłaciło się mu. Tyle wyrzeczeń i ma ten medal. Spełnił po części swoje marzenia, bo tym jednak był złoty medal. Wszystko jednak przed nim.
Widziałeś ten bieg?
- Tak, ale nie na żywo w hali. Mieliśmy trening i nie zdążyłbym dojechać. Obejrzeliśmy ten wyścig w wiosce olimpijskiej.
Kiedy zobaczyłeś, jak jedzie, a potem wynik, to pomyślałeś, że będzie medal? Była jednak duża niepewność, bo ścigają się jednak na trudnym lodzie.
- Powiem szczerze, że tak. Wierzyłem w ten medal. Nie było tylko wiadomo, jaki to będzie kolor, bo jak mówiłeś, ten lód jest wymagający. Zresztą wszyscy widzieliśmy, co się stało z Norwegiem Sanderem Eitremem. Fajnie jechał, ale nie wytrzymał.
To Władek do ciebie zgłosił, prawda?
- Tak. To on się do mnie zgłosił. Podpowiedziała mu Jelizaweta Gołubiewa, która teraz jest w Kazachstanie. To też Rosjanka. Początkowo Władek chciał ruszyć do Kanady albo do Holandii. Oni jednak się nie odezwali. Wtedy powiedziała mu, że pracuję w Polsce i żeby tu spróbował. Władek wtedy napisał do mnie. Był zdecydowany, żeby opuścić Rosję. Wtedy zacząłem działać. Uderzyłem do Konrada Niedźwiedzkiego, dyrektora polskiego związku, i powiedziałem, że jest taki zawodnik, który chce nas reprezentować. I tak to poszło.
Było chyba trochę kręcenia nosem, że ściągamy Rosjanina? Finalnie jednak się opłaciło.
- W biegach długich w Polsce była straszna zapaść, a on był medalistą mistrzostw świata juniorów. Powiedziałem wtedy do Konrada, że to jest taki materiał, że nie możemy tego przepuścić i trzeba zrobić wszystko, by dla nas startował. I to się opłaciło.
To niesamowity sportowiec. Jego hobby to jest trening.
- Dokładnie tak jest. On wie, że nie ma innych metod. Tylko ciężka praca daje medale. Zapracował na to podium swoim podejściem nie tylko sportu, ale też do życia. To profesjonalista pełną gębą. I fajnie było być na jego drodze. Przecież przez rok byłem jego trenerem.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













