Mistrz olimpijski kategorycznie pod adresem Semirunnija. Polak do rodaka
- Na ten moment to jest maksimum możliwości, jeżeli chodzi o ten dystans. Myśląc o podium zdecydowanie mocniej musi otwierać takie biegi, ale jest niesamowicie wytrzymały, o czym świadczą spadki. Patrząc, ile wynoszą u niego między pierwszą a trzecią rundą, można powiedzieć, że jest wręcz wybitnie wytrzymały - mówi w rozmowie z Interią Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski z Soczi, komentując finał 1500 m w wykonaniu Władimira Semirunnija.

Artur Gac, Interia: Jeśli popatrzymy na lokatę Władimira Semirunnija, to mamy dokładnie to, w co celował trener Roland Cieślak, mówiąc że miejsce w Top 10 na 1500 m będzie super wynikiem. Jak ty patrzysz na ten start Władka?
Zbigniew Bródka: - Bardzo dobrze, tak naprawdę jeszcze przed startem sugerowałem, że miejsce w dziesiątce będzie dużym sukcesem. Generalnie Władek wykonał swoją pracę i zadanie, które miał postawione. Na ten moment to jest maksimum możliwości, jeżeli chodzi o ten dystans. Władek ściga się na długich biegach i tam zdobywa medale. Jednocześnie cieszymy się ogromnie, że też jest tak blisko na tych krótszych dystansach.
Zgadasz się, że w finale tego biegu na 1500 m trudno było dostrzec wiele ewentualnych rezerw, które tu i teraz mogło poprawić jego czas?
- Jeżeli chodzi o dystans 1500 metrów, na pewno musi dysponować dużo większą mocą. I jeżeli będzie myślał o ściganiu się o podium Pucharu Świata, mistrzostw świata, czy igrzysk olimpijskich, to zdecydowanie mocniej musi otwierać taki bieg. Jest niesamowicie wytrzymały, o czym świadczą spadki, które osiąga na tym dystansie między pierwszą a trzecią rundą. Zwykło się mówić, że spadek na sekundę na rundzie jest dobrym spadkiem, a u niego często wynosi niecałą sekundę - sześć dziesiątych czy pięć dziesiątych - czyli jest wybitnie wytrzymały.
Gdy na szyi zawodnika już wisi medal olimpijski, mentalnie jest łatwiej przystąpić do rywalizacji na kolejnym dystansie, bo z barków zrzuca sie kilkutonowy ciężar?
- W mojej ocenie tak. Ja po swoim biegu w Soczi, można powiedzieć, że byłem spełnionym sportowcem. I jak gdyby ochłonąłem, bo tak naprawdę startowałem tydzień później. Oswoiłem się z tym, że jestem najlepszy na świecie i też upewniłem, że jestem bardzo dobrze przygotowany. Dlatego też wydaje się, że Władek tu stanął na wysokości zadania, czyli zajął miejsce w dziesiątce i tego oczekiwaliśmy.
A jesteś zaskoczony ostatecznym rozstrzygnięciem, że złoty medal jednak nie wyrwał Amerykanin Jordan Stolz, tylko Chińczyk Ning Zhongyan? Notabene to ten sam zawodnik, który na 1000 metrów wyszarpał brąz, wyprzedzając Damiana Żurka.
- Zdecydowanie tak. Jeżeli chodzi o Ninga, to wykorzystał rywalizację w parze z Kjeldem Nuisem. Pojechał piekielnie mocno, poprawił rekord olimpijski i tak naprawdę Jordan musiałby wzbić się na wyżyny, a właściwie dostać przeciwnika równego w parze, aby móc z nim rywalizować. Na pewno też układ torów nie był taki korzystny dla Jordana w tym biegu i, sumując to wszystko, skończył na drugim miejscu.
Odkładając na bok kwestie czysto sportowe, a na bazie obserwowania Władimira - jaką ma mentalność i podejście do sportu, słowem wszystko, co tworzy wybitnego zawodnika?
- Przede wszystkim jest pracowity. Myślę, że to jest najważniejsze, bo możesz mieć talent, ale praca w połączeniu z talentem daje największe możliwości. Władek doskonale zdaje sobie sprawę po co tu przyjechał, że ma szansę zapewnić sobie przyszłość, w tym na kolejne cztery lata. Uważam, że pod tym kątem jest świadomym zawodnikiem, a przede wszystkim jest pracowity.
Przy okazji rozmów z nim wyszło to, że jako nastolatek wykuwał talent na otwartym torze na Syberii, przy temperaturze dochodzącej do minus 30 stopni, a nawet minus 40 stopni. Tak chyba hartują się wielkie charaktery.
- Zgadza się, charakter musi być przygotowany na wszystko. Sam pamiętam, jak trenowałem w Zakopanem przy minus 25 i dla mnie to było coś normalnego. Można powiedzieć, że dzisiaj młodzież jest troszeczkę bardziej delikatna, a przede wszystkim trenuje w hali, czyli jakby w idealnych warunkach. A czasami wyjście ze strefy komfortu jest dobre pod kątem tego, żeby właśnie ten charakter wykształtować.
W tym kontekście trener Roland, według mnie, mógł trafić w dziesiątkę. Zacytuję jego słowa: "Myślę, że w Polsce też są tacy ludzie, który zasuwają, tylko tu chodzi o mentalne podejście. Ktoś może się poddać, bo dookoła coś złego się dzieje, a drugi jeszcze zagryzie zęby i powie: 'pokażę, że potrafię bardziej nawet w takich ciężkich warunkach'".
- W pełni się zgodzę. Trudne warunki kształtują nie tylko charakter, ale także osobowość. Jeżeli w nich pokazujesz coś nieprzeciętnego, to jeszcze bardziej zaczyna cię windować, jako sportowca.
W Mediolanie rozmawiał Artur Gac













