Małysz z Piesiewiczem stanęli twarzą w twarz. Ostateczny komunikat ws. kadry
Nie ma jednomyślności co do powołania Michała Jasiczka w miejsce Piotra Habdasa do olimpijskiej kadry pomiędzy prezesem PZN Adamem Małyszem i sternikiem PKOl Radosławem Piesiewiczem, ale dla dobra wspólnego zapanował konsensus. To efekt spotkania w Ministerstwie Sportu i Turystyki, którego gospodarzem był szef resortu Jakub Rutnicki. Skład 60-osobowej kadry jest ostateczny, a MSiT wydało komunikat.

Najważniejsze jest dobro reprezentacji Polski i polskich sportowców - pewnie nieprzypadkowo Ministerstwo Sportu i Turystyki pod takim tytułem opublikowało dokument, pod którym podpisało się trzech uczestników spotkania. Minister sportu Jakub Rutnicki, prezes PKOl Radosław Piesiewicz i prezes PZN Adam Małysz.
Piesiewicz górą nad Małyszem, ale nadrzędne porozumienie
Dwaj pierwsi panowie, delikatnie mówiąc, są na konfrontacyjnej ścieżce, a w ostatnich dniach największy konflikt wybuchł między Piesiewiczem a Małyszem. Jako że igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo startują już 6 lutego, tak ważne stało się, aby buchający ogień spróbować ugasić. Stąd roli niejako mediatora podjął się szef resortu, łożącego na sportowców ze środków publicznych.
W rozmowie z Interią Adam Małysz przekonywał, że w sprawie Jasiczka i Habdasa prezes PKOl dopuścił się "niewybaczalnego czynu" i zapowiadał, że zostanie podjęta próba, aby komitet wycofał się ze swojej decyzji. Były skoczek podkreślał, że tak jak jego związek naprawił błąd i drugą uchwałą nominował do kadry olimpijskiej alpejkę Anielę Sawicką, tak liczy na to, iż prezes Piesiewicz będzie zdolny do naprawienia swojego błędu.
Efekt spotkania jest jednak taki, że to szef PKOl-u może triumfować. Choć obie strony pozostały na swoich stanowiskach, to najważniejsze postanowienie jest takie, iż od posunięcia komitetu ws. Jasiczka i Habdasa nie będzie odwrotu. Spotkanie trwało prawie trzy godziny, a w specjalnym komunikacie ministerstwo zapewniło, że "przebiegło w bardzo dobrej atmosferze dialogu i wzajemnego szacunku". Obaj prezesi byli wzmocnieni obecnością swoich sekretarzy generalnych, Piesiewicz - Marka Pałusa, a Małysz - Tomasza Grzywacza.
"Strony wymieniły się argumentami co do powołania zawodników, pozostając przy swoich stanowiskach, jednakże z uwagi na fakt, że reprezentacja olimpijska jest już zgłoszona do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, do czego PKOl miał prawo, nie zostaną wprowadzone żadne zmiany" - rozstrzygnięto.
Obie strony zabrały w tej sprawie głos.
- Pan Michał Jasiczek jest kadrowiczem, umowa została podpisana 20 czerwca 2025 roku. W sierpniu razem z trenerem i sztabem został powołany do szerokiej reprezentacji olimpijskiej. Ustalono też, że można było tak naprawdę na cztery sposoby interpretować przepisy. Zostały zinterpretowane tak, a nie inaczej, a decyzja zarządu PKOl była jednogłośna i nie zostanie już zmieniona - uzasadnił Piesiewicz.
Z kolei Małysz powiedział: - Wymienialiśmy swoje argumenty i w tym aspekcie nie doszliśmy do końca do porozumienia, jeśli chodzi o przepisy: które są ważniejsze, jak je interpretować... PKOl ma prawo do tego, żeby zmienić naszą decyzję i wysłać kogoś innego. My trzymamy się swojego. (...)Jedzie pan Jasiczek. Nie da się już tego zmienić na pewno, my to akceptujemy - zaznaczył były utytułowany skoczek narciarski (cytaty za PAP).
- To wszystko jest najbardziej krzywdzące dla samych zawodników. (...) Fajnie byłoby tę "ciszę olimpijską" zachować, żeby oni mogli w stu procentach się przygotować. Już to zostało zaburzone przez te konflikty. (...) Powiedziałem panu prezesowi, że fajnie by było, żeby za dwa tygodnie na pierwszych stronach pojawiły się twarze sportowców, a nie moja i jego. Dlatego to porozumienie jest dla nas bardzo ważne, kluczowe - dodał Małysz.













