Kubeł zimnej wody na rozpalone polskie głowy. Mistrzyni nie owija w bawełnę
Takie wydarzenie, jak to sobotnie w Mediolanie, gdzie prezydent Karol Nawrocki i prezes PKOl Radosław Piesiewicz spotkali się z Kirsty Coventry, przewodniczącą Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, rozpala nadzieję na rychłe igrzyska w naszym kraju. Niektórzy już nawet mocno w to uwierzyli, ale bardzo rozsądne słowa popłynęły od czwartej uczestniczki, Mai Włoszczowskiej, członkini Komisji Sportowej MKOl.

To właśnie wymienione postaci spotkały się w jednym z hotelu w Mediolanie, przy Piazza della Repubblica, aby przekonywać panią Coventry do polskich starań o organizację letnich igrzysk olimpijskich.
Maja Włoszczowska otwarcie o tym, gdzie jest Polska ws. igrzysk
Jak podkreślił w rozmowie z polskimi dziennikarzami, w tym Interią, prezydent Karol Nawrocki, nasz kraj jest zainteresowany podołaniu wielkiemu wyzwaniu już w 2036 roku. A gdyby ta misja, do której obiektywnie zostało już niewiele czasu, spaliła na panewce, wówczas gra ma toczyć się o kolejne edycje, czyli w 2040 lub 2044 roku. Tylko ktoś, kto nie zna tej materii, może powiedzieć, że to w gruncie rzeczy bardzo odległa perspektywa. Jest bowiem dokładnie odwrotnie.
Poza prezydentem RP i prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem, w rozmowach z szefową MKOl-u uczestniczyła także Maja Włoszczowska. Jeszcze niedawno nasza znakomita kolarka górska, dwukrotna wicemistrzyni olimpijska, a nadto dwukrotna mistrzyni świata i Europy. Od sierpnia 2021 roku sprawuje siedmioletnią kadencję w Komisji Sportowej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
Jeśli hierarchię ustalimy w ten sposób, że najbardziej różowe okulary zakłada prezes Piesiewicz, umiarkowanym optymistą jest prezydent Nawrocki, to z ust Włoszczowskiej popłynął bodaj najbardziej rzeczywisty (pesymistyczny?) przekaz.
Była wielka gwiazda sportu spokojnie zaczekała na swoją kolei, by dopełnić spotkanie z zaalarmowanymi o wydarzeniu w trybie "last minute" polskimi dziennikarzami.
- Jesteśmy bardzo na początku drogi. Dopiero zgłosiliśmy swoje zainteresowanie, tymczasem inne kraje są przynajmniej kilka kroków przed nami. Czeka nas wiele pracy, zarówno nad samą ideą, ale także wewnętrznie w Polsce, nad zagwarantowaniem budżetu i przekonaniem naszego społeczeństwa. Owszem, stać nas na to, możemy, natomiast jest wiele do zrobienia. To za wcześnie, by w jakikolwiek sposób prognozować nasze szanse - powiedziała Włoszczowska.
Jednocześnie bardzo rozsądnie zaznaczyła, że w przypadku każdego wyzwania od czegoś trzeba zacząć. - Za nami malutki pierwszy kroczek, ale bardzo ważny krok. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, więc trzeba go postawić, aby ruszyć w nią dalej.
Bardzo istotne, choć mówimy o innej kategorii igrzysk (rozróżniając letnie od zimowych), są te trwające właśnie we Włoszech. W kilku regionach, wyodrębnionych na klastry, a konkretnie w Mediolanie, Livigno, Predazzo i Cortinie d'Ampezzo. Dlaczego? Bo w przypadku naszego kraju także będzie chodziło o święto sportu, równolegle odbywające się w różnych lokalizacjach. Czy to niesie ze sobą więcej wad czy zalet?
- Uważam, że ceremonia była bardzo dużym sukcesem. Zebraliśmy już także odczucia od sportowców i oni byli bardzo zadowoleni z tego, jak przebiegała zarówno w Cortinie, jak i w Livigno. Z tego się cieszymy, natomiast jest to także duże wyzwanie dla narodowych komitetów olimpijskich. To dlatego, że misja olimpijska jest rozstrzelona pomiędzy kilka wiosek. Mówimy też o psychologach, serwismenach, fizjoterapeutach i trenerach, a także członkach MKOl i wreszcie o kibiców - wymienia Włoszczowska.
- Te igrzyska dadzą nam dużą dawkę informacji, które zbierzemy i będą decydowały o tym, w jakim kierunku MKOl będzie szedł dalej, jeśli chodzi o formułę igrzysk olimpijskich - podkreśla.
Polska ma już markę organizatora. Problem jest jednak inny
Nasz kraj, sam w sobie, ma już naprawdę wiele walorów. Nie musimy mieć kompleksów choćby względem słynnego San Siro, gdzie prezentowana była najważniejsza część piątkowego wydarzenia, na które spoglądał cały świat. W zasadzie atuty można już mnożyć, a przynajmniej dodawać.
- Jesteśmy organizatorami dużych, sportowych imprez od wielu, wielu lat. W ubiegłym roku mieliśmy mistrzostwa świata w żeglarstwie, mistrzostwa Europy w pływaniu, niedawno igrzyska europejskie, a także piłkarskie Euro. Polska absolutnie nie jest nieznanym miejscem na mapie. Wielu członków MKOl oraz prezydentów poszczególnych federacji odwiedza nasze państwo i doskonale wiedzą, że jesteśmy krajem bardzo rozwiniętym, bardzo bezpiecznym i bardzo czystym, a to nie jest takie oczywiste w dzisiejszej Europie - akcentuje Włoszczowska.
Zasadniczy problem jest jeden: w szranki stajemy bardzo późno, mierząc się z "rywalami", którzy są już na zupełnie innym etapie. I na ten fakt bardzo wyraźnie zwraca uwagę nasza rozmówczyni.
- Nasze atuty są znane, natomiast zarówno Węgrzy, jak i Niemcy są bardzo, bardzo zaangażowani w walkę o igrzyska olimpijskie w swoich krajach, więc konkurencję w Europie mamy bardzo silną. Nie wspominając już o tej na świecie.
Z Mediolanu - Artur Gac














