Burza wokół Maciusiaka przez te słowa po srebrze Tomasiaka. Reakcja z PZN
Kacper Tomasiak doprowadził do euforii całą sportową Polskę, zdobywając wczoraj na normalnej skoczni w Predazzo srebrny medal olimpijski. 19-latek był w tym sezonie liderem kadry, ale konia z rzędem temu, kto był pewien, że w debiucie olimpijskim nasz zawodnik po raz pierwszy wskoczy na podium seniorskiej elity. Ile w tym sukcesie zasług trenera Macieja Maciusiaka, a ile Wojciecha Topora? Prosto z mostu dla Interii ten temat podjął Rafał Kot, członek zarządu PZN.

To był świetny sezon w wykonaniu Kacpra Tomasiaka, ale cały czas brakowało postawienia kropki nad "i", by wreszcie wisienką na torcie stało się podium zawodów Pucharu Świata. Młodzian bez kompleksów deptał po piętach elicie, ale najwyżej dwa razy plasował się na piątym miejscu.
Rafał Kot o Macieju Maciusiaku i Wojciechu Toporze
Kapitalne przełamanie przyszło w najważniejszym momencie sezonu oraz kilkulecia - na igrzyskach olimpijskich w Predazzo. Polak w fantastycznym stylu po pierwszej serii zakręcił się wokół podium, tracąc ledwie 0,1 pkt do trzeciego miejsca. A w finale poszybował na rekord obiektu i przed ostatnim skokiem Philippa Raimunda istniała nawet szansa, że zakończy konkurs ze złotym medalem.
To srebro smakuje jednak jak najcenniejszy kruszec. Zważywszy na to, że przez ostatnie miesiące kadra, za wyjątkiem Tomasiaka, nikogo nie rozpieszczała. Skoczkowie prezentowali się przeciętnie, słabo lub fatalnie, więc kibice byli coraz bardziej zniecierpliwieni. Opinia publiczna żądała głów, a kogo w takiej sytuacji chce się wyrzucić z siodła jako pierwszego? Oczywiście trenera głównego, czyli Macieja Maciusiaka.
- Powiem krótko: za co rozliczamy trenera? Za wyniki. Więc jeżeli jego zawodnik zdobywa srebrny medal olimpijski, to nie ma dwóch zdań. Jest to sukces też sztabu szkoleniowego i poniekąd broni trenera - mówi w rozmowie z Interią Rafał Kot, członek zarządu PZN.
Działacz kieruje akcent na jeszcze jeden aspekt, który szczególnie przypadł mu do gustu. Zwracając uwagę na tego fachowca, który przed debiutem 19-latka w Pucharze Świata, wykuwał z nim formę.
- Bardzo mi się spodobało, że wczoraj w jednym z wywiadów Maciej Maciusiak powiedział, że to jest wspólny sukces też Wojciecha Topora, który przygotowywał Kacpra do tego sezonu. Bo dodajmy, że Tomasiak do kadry Maciusiaka przeszedł dopiero od momentu startu w Pucharze Świata, a wcześniej prowadził go Wojtek. I poniekąd to jest także jego zasługa. W tej chwili współpraca między Maciusiakiem, a Wojtkiem i jego sztabem przynosi efekty - zaznaczył Kot.
To istotna wypowiedź w ogólnej debacie, wszak wiele osób - zwłaszcza w mediach społecznościowych - mocno atakuje Maciusiaka. Burzą się, jakoby przede wszystkim sobie przypisywał sukces Tomasiaka.
Medal Tomasiaka, a może nie skończyć się na jednym, ratuje sezon polskiej reprezentacji. Czy zatem już teraz można powiedzieć, że wywalczone w poniedziałek podium ratuje przyszłość Maciusiaka?
- Rozliczenia trenera i sztabu szkoleniowego będą dopiero na końcu sezonu. Nikt absolutnie nie będzie próbował go podsumowywać po igrzyskach. Mamy jeszcze wiele sezonu przed sobą. Ja nie wierzę, że pozostali także nie zaczną skakać. A uważam, że jeszcze mamy dwóch zawodników, którzy naprawdę zasługują na to, by dostali szanse w zawodach najwyższej rangi, czyli Dawid Kubacki i Maciek Kot - uważa nasz rozmówca.
Na koniec Kot poprosił, by napisać jeszcze jedno.
- Strasznie się cieszę i gratuluję sztabowi szkoleniowemu oraz Kacprowi.
Z Mediolanu - Artur Gac














