Koszmar Polki na igrzyskach. Wpadła w szał. Krzyczała: Zrobiłam coś najgorszego!
Iwona Januszyk zajęła ostatnie miejsce w swoim biegu eliminacyjnym (w sumie była przedostatnia) w skialpinizmie na zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Na trasie Stelvio w Bromio nie była w stanie nawiązać rywalizacji z innymi zawodniczkami. Po biegu była załamana. - Nigdy nie byłam ostatnia w zawodach. Co ja mam teraz powiedzieć synowi, któremu nie poświęcałam tyle czasu - krzyczała nasza zawodniczka, która początkowo w ogóle nie chciała rozmawiać. Arenę opuszczała w towarzystwie pani psycholog.

W czwartek na słynnej trasie alpejskiej Stelvio w Bormio warunki były koszmarne. Od rana padał gęsty śnieg. Gdyby to był bieg zjazdowy, to pewnie by się nie odbył, ale dla skialpinizmu, który debiutuje w programie igrzysk, to były wymarzone warunki.
Na trybunach i na stoku była spora grupa kibiców. Na starcie zobaczyliśmy Iwonę Januszyk i Jana Elantkowskiego. Liczyliśmy co najmniej na półfinał tej pierwszej, ale Polka była ostatnia w eliminacjach w swoim biegu, uzyskując w sumie przedostatni czas zawodów.
Po biegu była załamana. Już dawno nie wiedziałem tak zapłakanego sportowca. Początkowo Januszyk w ogóle nie chciała rozmawiać, bo w takim była stanie.
- Jestem najbardziej w życiu załamana. Nie dam rady. Przepraszam. Trenowałam tyle lat i co? I serwis, i co? Co ja mogę zrobić? Ja nie mogłam zrobić w tej chwili już nic - mówiła zdenerwowana.
Próbowaliśmy dopytać, w czym tkwił problem. Janusz starała się wyjaśnić: - Ja miałam poprzyklejany śnieg pod fokami. Nie dość, że nie dałam rady biec, to tam jeszcze na tym wypłaszczeniu ja podnosiłam narty, a inne zawodniczki sobie sunęły. Przypiąć nart do plecaka też nie mogłam, bo nie dało się ich złożyć dlatego, że pod spodem był śnieg. Przypiąć z powrotem na nogi też się prawie nie dało. Już nie mówiąc o zatrzymaniu się na przepince u góry i ściągnięciu ich. Ja jestem załamana, bo zawiódł serwis.
Tyle, tyle lat o tym również ja mówię, że trzeba zadbać o ten serwis, a nie robić to w ciemno. I bardzo mi jest przykro, że takie coś spotkało mnie właśnie na igrzyskach. Ja naprawdę w tym roku dobrze zaczęłam sezon. Praktycznie byłam cały czas w dziesiątce Pucharu Świata. Nie mogę uwierzyć w to, jakiego można mieć pecha i nigdy żadnej osobie, nawet największemu wrogowi, czegoś takiego nie życzę. Bo ja powiem szczerze, że ja nie wiem, jak sobie poradzić. Z tym, że poświęciłam tyle dni, które mogłabym spędzić z moim synem na to, żeby wszystko przegrać i być ostatnią. Po prostu jestem załamana - kontynuowała.
Polka załamana po starcie. "Walczyłam tak bardzo"
Próbowaliśmy pocieszyć Polkę. Przed nią jeszcze start w sztafecie. Poza tym nie była ostatnia, tylko jedną z 18 najlepszych zawodniczek świata.
- Walczyłam o to tak bardzo. Poświęcasz na to tyle czasu, po czym przykleja ci się po prostu śnieg. Inne dziewczyny nie miały tego problemu. Jak wróciłam z rozgrzewki, to powiedziałam, że coś jest nie tak, bo najpierw się przykleiłam do śniegu. Niby zostało to poprawione, no ale jak widać niewiele to dało. Jestem tym załamana. Po prostu nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Jest mi przykro, bo wiem ile osób mnie wspierało, ile osób kibicowało, a ja zrobiłam coś najgorszego, co można, czyli jestem ostatnia. Ja nigdy nie byłam na zawodach ostatnia. Nigdy - mówiła Polka.
Z Bormio - Tomasz Kalemba, Interia Sport

















