Kibice już wieszali Semirunnijowi drugi medal na szyi, a tu taka wiadomość
Czy Władimir Semirunnij przybliży się do Kacpra Tomasiaka, który na olimpijskich skoczniach w Predazzo wyskakał aż trzy medale? Łyżwiarz szybki na pewno ilościowo już nie wyrówna tego dorobku, ale w czwartek stanie przed szansą, aby do srebrnego "krążka" na 10 km dodać jeszcze jeden "kryształ". Czy jednak jest to możliwe na 1500 m? To pytanie Interia zadała trenerowi Władka, a odpowiedź Rolanda Cieślaka jest bardzo wymowna.

Szkoleniowiec kadry narodowej także mnoży komplementy pod adresem swojego podopiecznego, który stał się drugą największą gwiazdą w 60-osobowej reprezentacji polskich olimpijczyków na igrzyskach w Mediolanie.
Cieślak o Semirunniju: On wie, że będzie zdobywał kolejne medale
Władimir Semirunnij już poczuł namiastkę tego, z jaką popularnością będzie musiał się mierzyć, ale wydaje się, że nawet w takiej rzeczywistości potrafi się odnaleźć. Kibiców już "kupił" deklaracją w sprawie planu zdeponowania medalu w klubie lub Muzeum Sportu, co w gruncie rzeczy nie zrobiło oszałamiającego wrażenia na Rolandzie Cieślaku.
- Super, to jest cały Władimir. On chce pomagać ludziom dookoła, myślę że tak zrobi - zareagował na pytanie Interii w takim stylu, jakby to był chleb powszedni. Ale najwidoczniej Władimir już wielokrotnie, w innych sprawach i sytuacjach, dał się poznać właśnie z takiej strony. Medal olimpijski to jednak inna, nieporównywalna z innym wydarzeniem sportowa historia. Dlaczego mimo wszystko nawet skarb z imprezy czterolecia jest w stanie tak szybko odwiesić w inne miejsce?
- Może to ta jego mentalność, bo on wie, że będzie zdobywał kolejne medale. Po prostu czuje swój poziom sportowy. Wie, że jest zawodnikiem, który jest dobry. Ale to wszystko wynika z treningów. Gdybyśmy nie zrobili jakichś konkretnych treningów, które pokazują, że jest okay, pewnie nie miałby takiej pewności siebie. Ale realizujemy jednostki treningowe, które mu sprzyjają i sprawiają, że cały czas utrzymuje swój wysoki poziom - mówi trener.
Dość powiedzieć, że nie było jednego momentu, by rezolutny i pozytywnie nastawiony do życia 23-latek, nieprzeciętnie zareagował na swoje osiągnięcie. Pytam trenera, czy widział go w momencie dużego wzruszenia lub uniesienia, a on odpowiada jednym słowem: - Nie!
Z jakimi zatem nadziejami podejść do startu Polaka na niego niekoronnym dystansie 1500 metrów (początek finału o godz. 16:30)?
I tutaj robi się bardzo ciekawie. Bo jego koledzy i koleżanki z kadry, na przykład Damian Żurek (dwukrotnie otarł się o podium) wskazują, że tak napędzony kompan z kadry ma szansę na kolejny skalp w hali Fiera Milano Rho.
Gdy jednak to samo pytanie zadałem trenerowi Cieślakowi, jego optyka nie jest już tak bardzo optymistyczna. Najpierw wręcz powiedział w rozmowie z Interią, że trochę obawia się tego dystansu. I dodał, że miejsce w Top 10 to będzie świetny rezultat. Mimo, że upłynęło kilka dni, nadal utrzymał w mocy swój punkt widzenia. Choć nawiązał do pięknych wydarzeń, które miały miejsce niedawno w Tomaszowie Mazowieckim.
Podtrzymuję to zdanie o Top 10. A jeśli będzie jakieś wysokie miejsce, to oczywiście będzie super niespodzianka. Tak było na mistrzostwach Europy, gdzie trenowaliśmy głównie do 5 km, jednostki treningowe do 1500 m były sporadyczne, a mimo to również na krótszym dystansie zdobył srebrny medal. Więc jest w stanie pojechać też bardzo dobrze, ale to nie był główny cel przygotowań do igrzysk
Warto także dodać, że w Arenie Lodowej brakowało kilku czołowych zawodników świata, między innymi celującego w kolejne złoto Amerykanina Jordana Stolza.
To ten aspekt czyni z Semirunnija "mentalnego potwora"
Przy okazji tego startu, a w odniesieniu do generalnego funkcjonowania Semirunnija wewnątrz grupy, szkoleniowiec podkreśla, że ma on kapitalny wpływ na pozostałych kadrowiczów. Lecz co tak naprawdę stanowi jego największą wartość dodaną? Czy może to głównie ta przeszłość, gdy w wieku nastolatka hartował się nawet na Syberii, trenując na otwartym torze, przy temperaturach oscylujących wokół minus 30 stopni, a czasem dochodzących do minus 40 stopni?
- Dzieciństwo na pewno go ukształtowało, miało wpływ na niego. Jednak myślę, że w Polsce też są tacy ludzie, który zasuwają, tylko tu chodzi o mentalne podejście. Ktoś może się poddać, bo dookoła coś złego się dzieje, a drugi jeszcze zagryzie zęby i powie: "pokażę, że potrafię bardziej nawet w takich ciężkich warunkach" - mówi Roland Cieślak. I tą ostatnią wypowiedzią być może trafia dokładnie w sam środek tarczy.
Z Mediolanu - Artur Gac














