Kapitalny program polskiej pary, ustanowili dwa rekordy. "Dziesięć na dziesięć"
- Możemy być dumni z tego, że cała praca, którą wnieśliśmy przez kilka lat, odpłaciła akurat w tym dobrym momencie. W trakcie przejazdów po prostu czerpaliśmy z tego radość. Szczęście, duma i satysfakcja z wykonanej pracy są na najwyższym poziomie - mówi Interii Michał Woźniak, który w parze z Julią Szczecininą zajął 13. miejsce w rywalizacji par sportowych. Biało-czerwoni na igrzyskach ustanowili dwa rekordy życiowe oraz rekord życiowy w łącznej nocie (185,86).

Artur Gac, Interia: Gratulacje dla Julii i ciebie za wczorajszy wieczór. Przede wszystkim jakie są wasze wrażenia, jak oceniacie cały swój występ, rozpoczęty programem krótkim, a zakończony programem dowolnym?
Michał Woźniak: - Jesteśmy szczęśliwi. W zasadzie niewiele więcej dało się z naszego programu wycisnąć. To jest coś, na co pracowaliśmy przez cały sezon i cieszymy się, że udało się to pokazać na tej arenie, na której trzeba było to właśnie zrobić.
Zebraliście wiele pochwał, ale przede wszystkim jaka jest wasza narracja? Za oboma programami poszły wasze rekordy sezonu. Czujecie absolutną satysfakcję?
- W zasadzie tak. Jednak, bądź co bądź, trzeba było wykonać wszystkie elementy, które mieliśmy zaplanowane, a to samo w sobie nie jest proste. Więc pod tym względem jesteśmy szczęśliwi, że nam się udało.
Rozumiem, że u sportowca zawsze na końcu jest poczucie niedosytu, gdy popatrzy na ogólną tablicę wyników. Jak odbierasz tę 13. lokatę?
- Z tego też jesteśmy zadowoleni. Udało nam się poprawić pozycję z niedzieli o dwa miejsca, więc to był naprawdę udany program.
Igrzyska wiążą się z niespotykaną na innych zawodach presją, wielkim ciśnieniem i całą otoczką. Mocno to wszystko odczuwałeś?
- Szczerze przyznam, że delikatnie się stresowałem, ale przez to, że przejechaliśmy bardzo dobry "short" i chciałem pokazać podobną klasę w programie dowolnym. Więc chodziło o to, żeby pokazać bardzo dobry program i myślę, że ostatecznie nie mam do siebie żadnych wyrzutów sumienia z tego, jak poszło. Pokazaliśmy dobrej jakości elementy. W dobrym momencie.
Jak duże dostrzegacie rezerwy, jeśli chodzi w ogóle o wasze umiejętności oraz wszystko to, co finalnie pokazujecie jako duet?
- Przede wszystkim mamy program, który jest odzwierciedleniem naszego stylu i naszych umiejętności łyżwiarskich pod względem elementów. Ten program jest naszą pewną strefą komfortu, bo jeździmy go już któryś sezon, więc staraliśmy się wycisnąć maksimum bez większych zmian, ponieważ też niejako na ostatnią chwilę musieliśmy wrócić do tego programu. Ale myślę, że to wyszło na plus, ponieważ zostało docenione przez sędziów. Pokazaliśmy dobrą prędkość, tempo, przyjemność i lekkość w wykonaniu choreografii, ale też w ogóle w pozostałych elementach.
Zaintrygowało mnie - powiedziałeś przed momentem, że musieliście wrócić do tego programu na ostatni moment. Co dokładnie masz na myśli?
- Rzecz w tym, że zmieniliśmy go niedługo przed mistrzostwami Europy, co było ledwie kilka tygodni wcześniej. Zatem to nie było takie proste, zwłaszcza, że przez cały sezon trenowaliśmy inny program. Jednak wyszło nam na dobre, również jakościowo się poprawiliśmy, więc było co zobaczyć.
Pułap waszych umiejętności plus możliwości tego programu, predestynują was do tego, by z myślą o kolejnej imprezie czterolecia celować w pozycję, powiedzmy, dwa razy wyższą, a nawet w top 5? A może to także kwestia, że musielibyście wyjść ze swojej strefy komfortu i program musiałby być znacznie bardziej zaawansowany, czyli trudniejszy?
- Zawsze dobrze jest spróbować wyjść ze swojej strefy komfortu. Oczywiście sam nie mam wszystkiego do gadania. Chodzi o to, że tego typu ewentualne zmiany, to decyzja nie tylko moja, nie tylko Julii, generalnie nie tylko nasza, ale również choreografów i trenerów. Jak pan zaznaczył, jestem rozsądny i trzeźwo myślący, dlatego wiem, że to nie jest taka prosta decyzja. W takich sprawach zawsze oddaję się rozmowom i staram się pokornie prowadzić.
Jakbyśmy mieli przyjąć skalę 1-10, ile dałbyś wam za ten olimpijski występ?
- Powiedzmy, że przez to, iż zrobiłem trójki, to dam sobie dziewiątkę. Jednak myślę, że jako że zrobiliśmy dwa rekordy sezonu i dwa bardzo dobre przejazdy, to za naszą dwójkę: dziesiątka!
Wkrótce koniec igrzysk. Gdy będziesz myślał: olimpiada i Mediolan, to co zapamiętasz?
- Przede wszystkim ogromną radość, nie tylko że wystartowaliśmy w największej imprezie, o jaką można prosić, ale że udało nam się zaprezentować z jak najlepszej strony. Myślę, że możemy być dumni z tego, że cała praca, którą wnieśliśmy przez kilka lat, odpłaciła akurat w tym dobrym momencie. W pamięci będę miał także to, że w trakcie przejazdów po prostu czerpaliśmy radość. Szczęście, duma i satysfakcja z wykonanej pracy była na najwyższym poziomie.
Jest jeszcze na horyzoncie "bonus", w którym swój udział ma twoja partnerka Julia, bo w zasadzie to dzięki niej w waszej kadrze pojawił się pieróg-maskotka. Mam tutaj na myśli coraz bliższe spotkanie z gwiazdorem Snoop Doggiem. Wiem, że już trwają rozmowy.
- Mam nadzieję, że spotkanie dojdzie do skutku. Rzeczywiście, mogę przyznać, że rozmawiamy. Ma dojść do skutku i wierzę, że finalnie się uda.
W Mediolanie rozmawiał Artur Gac














